Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

i inne

wtorek, 29 lipca 2008

Od jakiegoś czasu trochę się psuje. Mam na myśli takie kompleksowe problemy - w zeszłym tygodniu na ten przykład wypadła mi plomba. Dla równowagi dostałem też ofertę pracy. Byłem na spotkaniu po maratonie, skład nie dopisał, ale było miło. Weekend spędziłem na wyjeździe pod Warszawę i też było miło. za to dziś dowiedziałem się, że ciągle chodziłem ze smutną miną. Czas popracować więc nad mimiką. Z dużych spraw jaknp pisanie magisterki, są problemy, ale łatwo im zaradzić - wystarczy się ogarnąć. Najgorsze są jednak te rzeczy na które się wpływu za bardzo nie ma - np sytuacja w której ogląda się przez dwa dni "To właśnie ta!"ką z chłopakiem, albo parę razy pod rząd nie wygrywa parunastu milionów w lotka.

O ile z takimi rzeczami zwykłem sobie codziennie radzić, to jednak dziś było tego za dużo. To właśnie te drobne sprawki i małe rzeczy denerwują najbardziej, jeśli się natłoczą.

Dziś np dowiedziałem się, że:

-zepsuł się nastaw wiśniówki

-więc od spłodziciela dowiedziałem się co zrobić

-zmarnowałem na to z dwie godziny

-a potem dowiedziałęm się, żeby jednak wylać

-oczywiście po na polecenie 0.5 spirytusu i 0.7 wódki.

-żeby odstresować się, pojechałem na chińczyka... gdzie nie dość, że nie było zielonej herbaty- na którą głównie jechałem - to jeszcze zapomnieli mi wstawić herbatę, więc się dopominałem.

-dowiedziałem się, że mi się urlop skraca, a dokładniej możliwość pobytu-  z 10 do 5 dni.

- gdy poszedłem do sklepu - okazało się, że skrócili godziny urzędowania o godzinę.

- więc kolacji nie ma.

- więc jem chińską zupkę.

- a do oka wleciał mi komar.

 

 ale nie jest źle. chyba - wczoraj  nie rozjechał mnie na przejściu dresiarz, tylko się spytał czy chcę , żeby mnie kurwa przejechał - oczywiście było to na pasach, na moim zielonym. i musiałem wywalić kawał porządnego schabu.

Natomiast -do końca tygodnia muszę odpowiedzieć korpo czy będę pracował. Natomiast druga firma wygląda na fajną, ale rekrutacja nie skończy się do końca tygodnia.... a, że kasy zaczyna brakować - to muszę iść tam gdzie mam pewność, że płaca będzie.... tym samym, niedługo chyba powstanie blog coraz to popularniejszym stylu  stylu "z blogerem wśród korpów".

 

A potem - już nie będzie czasu na blogowanie, na slamy, na marudzenie , problemy , znajomych, nieznajomych, życie - będzie tylko praca i sen. Głównie praca. Co tu dużo mówić. Śmierć i podatki.

piątek, 30 maja 2008

    Zaczął się okres pylenia. Ostatni wpis tego nie uwzględniał - więc dopisuję. Już wiem czemu tyle czasu siedziałem w domu.  Połowa sukcesu, żeby przeżyć w takim okresie to siedzieć z dala od rzeczy zielonych,a najlepiej oddzielić się grubą warstwą szkła i betonu... sytuacja, w której  wychodzisz z domu, a po paru minutach czujesz, że masz suche piekące cię oczy, z nosa starłeś skórę, a właśnie zaczyna ci się potworny ból zatok, nie miała miejsca już tak tyle czasu, że po prostu o tym zapomniałem. Aż do wczoraj, dziś przedwczoraj... droga przez mękę. Pamiętam, że tak wyglądała duża część wiosen i wakacji, więc co się dziwić...

    Dziś zadzwoniła babcia sączyć jad przez telefon, że nie przychodzę, to może pojawię się w przyszłym tygodniu, bo za dwa wyjeżdzam. A może dziś? Dziś wolałbym nie, bo wróciłem, nie czuję się jakoś super, bo piątek wieczór to cenny czas. To się zaczęło, że nie dzwonię , że nic , że gdybym się nie uodpornił na to, to by mi serce pękło. Rodzicielka za to oglądała jak byłem rozmowy w toku - o uzależnieniach od komputera.... to przecież tak jak ty, tylko w domu siedziałeś przed komputerem.  Jakoś to, że ciągle narzekała i nie pozwalała mi wychodzić jak chciałem, raczej przemilczała.

    Tak - jestem dziś rozdrażniony. Czuję się paskudnie, zwłaszcza, że miałem iść na imprezę, a z pewnych przyczyn koncepcja upadła. 

    Za to - mam termin wrześniowy, przynajmniej złożone podanie mam.

    Za to - wiem już, że zamiast dorastać, raczej przystosowywałem się zawsze do nowych okoliczności. C o wróży całkiem dobrze, bo wychodzi mi to mam wrażenie świetnie. 

    I ogólnie, wygląda na to, że całkiem się ogarniam i sobie układam w głowie to i owo, plany mam  i znów wielka odnowa moralna. Zaczynam planować dni tygodnie , miesiące, spisywać rzeczy do zrobienia i doprowadzać do ładu co mogę. Ciekawe kiedy tym razem mi przejdzie.

 

środa, 09 stycznia 2008

OSOBISTE - piszę, bo jak przeczytam to za jakiś czas, to albo wyciągnę wnioski, albo ze zrozumieniem pokiwam głową. Blog, to chyba jedyne moje notatki jakie czytam. Co jest ciekawe, bo studiuję już parę lat.

 

W niedziele popołudniem ,wstałem. Niedziela powiedzmy sobie, nie była najlepszym dniem. Jakieś , z perspektywy czasu nie ważne problemy , sprawiły, że nastrój miałem podły, co tylko pogorszyło wszystko... Następnego dnia, miał być tak zwany "Chwała Bogu Poniedziałek!", dzień po przerwie świątecznej, który jako powrót do normalności, zakładałem pomoże mi się zorganizować i nie myśleć, o paru trapiących mnie rzeczach. To sobie, kurwa, wymyśliłem. Zderzenie z rzeczywistością było bolesne. Nieprzespana noc, dzięki tartakowi pracującemu za drzwiami, była dopiero początkiem.

Nie uprzedzając jednak faktów - jestem zwierzęciem nocnym - a to znaczy, że gdy mam więcej wolnego czasu , moja dzienna aktywność dryfuje w stronę nocy i potrafię chodzić spać o 4rtej-5tej , wstawać o 14-stej ,15stej. Zakładałem więc, że jak pójdę do wyra o tej 1-2giej , to kolo 3ciej zasnę. Błąd! Rano, obfite śniadanie - wreszcie miałem czas sobie zrobić i o 7 rano już stoję na przystanku, bo od 8 zajęcia.

Nieprzespane noce, mają to do siebie, że wyższe uczucia we mnie zanikają, z zawiścią patrzę na bardziej wyspanych... a całe myślenie, sprowadza się do przeskoków myśli, oraz - zwierzęcych odruchów. Śpiący. Żujesz, nie śpisz. Kiosk ruchu. Kupić gumy. Jakaś niebieska paczka. Bez białego. Białe, bezcukrowe. Smród w autobusie, sprowadzić mnie do rzeczywstości. Hej! Tu są ludzie.

Na uczelni - nowina. Serwer padł, dysk dokładnie. Jeśli chcecie robić zaliczenia, to nie dość, że w sali nie ma komputerów działających za dużo, to i tak nie ma serwera, a rzeczy na nim chyba szlag trafił, więc co zrobiliście, to nie ma. I inne atrakcje. Powrót! Wszyscy powrót !

Lekko się podtrułem , więc tylko kubek gorzkiej herbaty, i spać. na 2 godziny. Bo na noc idę poprawiać serwer, w miejscu gdzie kiedyś przez chwilę pracowałem (Nie ma łatwej kasy, nie ma darmowych obiadów). Noc zarwana. Wracam do domu, o 8 rano. Oczy mi się zamykają, a ja jadę z kolegą przez poranny korek. Wchodzę do domu, odmawiam wizytę u dentysty na 10 , wyciszam komórkę i padam na pysk.

 

10 rano, wtorek. Pobudka - telefon (do współlokatorki). Dzwoni moja mama, że dzwonili z firmy, że źle. Dwaj koledzy wyłączyli komórki, wygląda na to, że jest gorzej niż sądzicie. Wszyscy wkurzeni, zebrałem ochrzan, za coś co jak stwierdził pracujący tam kolega, on weźmie na siebie. I fajnie. Będę za godzinę.

 

11 rano,wtorek. Na miejscu problemy , które o 7 rano jeszcze nie istniały. Wszystko podejżanie trafił szlag, ludzie z laptopami wrócili - im miały nie działać, skoro ich nie zostawili. Ale teraz, mają kogo za to opieprzyć, choć to nie powinienem być ja. Siedzę, robię, zdycham.

17 rano,wtorek. Wychodzę z firmy, nie jadłem nic od poniedziałkowego śniadania, od niedzieli popołudnia przespałem 3 godziny. Cały świat to już tylko ikony, nie zwracam uwagi na to co się dzieje Półprzytomny docieram do domu. Idę spać.

A teraz? jakieś jedzenie, nie wiem co się je o tej porze. Udało mi się trochę wyspać, ale wspaniały plan uregulowania sobie snu trafił szlag. Jestem śpiący , ale tartak pracuje. Więc pospałbym, gdybym zasnął. A nie mogę...

 

*jak powiedział mądry Czerski, "informatyk nie ma problemów ze znalezieniem pracy, a z pieniędzmi"

*nie ma czegoś takiego jak "łatwa kasa".

*darmowy obiad, też nie istnieje.

*jeśli chcesz coś zrobić dobrze, zrób to sam.

*nie pracuj dla znajomych.

*bierz pieniądze jak za najczarniejszy scenariusz.

*dużo pieniędzy.

*I tak to wszystko nie jest ich warte, ale będzie się za co pocieszać.

W firmie tej, spędziłem już na takim poprawianiu, w sumie 3 weekendy, awaryjnie 2 dni w tygodniu, i z 3-4 razy po 2-3 godziny dogadać coś. Wychodzi na to, że za te pieniądze co dostałem, zupełnie nie opłacało się ... najchętniej bym je nawet oddał, gdybym wiedział jak to się ma skończyć. Żeby tylko tego nie było.

Mam fizyczną niechęć do tamtego miejsca, irracjonalny strach, a teraz kładąc się spać, realistyczne w obrazie koszmary. Ilu z was bało się zasnąć, w obawie, że przyśni wam się dalszy ciąg dnia? Całą tą sytuację, muszę potraktować jako cenne doświadczenie. Tak bolesnej szkoły życia, dawno nie dostałem. Za to z całą pewnością do CV mogę wpisać dyspozycyjność, umiejętność pracy w stresie i z terminami terminam na karku i z grupą ludzi którzy chcą ci zrobić krzywdę.

Coraz bardziej jestem pewien, że potrzebuję jakiegoś bezstresowaego zawodu, chociażby na rok, chociażby układanie kwiatów.

Co do tego roku - to mam postanowienie, żeby wszystko sobie racjonalnie tłumaczyć,a nie mówić, że to pech. Ten rok nie zaczął się dobrze, wydarzyło się już trochę, a po dzisiejszym dniu, mogę stwierdzić, że nie ma mowy o czymś takim jak pechu. Natomiast to,\m co mnie spotkało,  jeśli bym chciał to nazwać - określenie pasmo nieszczęść, musiałbym zastąpić raczej określeniem "całe spektrum nieszczęść".

i jeszcze ta p********na magisterka.

i na SLAM też nie pójdę.

i z jedną taką, z którą bardzo chciałbym, nie spotkam się. nie chce.

i głodny jestem.

i za dwie godziny wstaję.

i w ogóle wszystko, co nam przeszkadza spokojnie leżeć na słońcu trzymając ręce na piersiach panienek i patrzeć na chmury typu cumulus w kolorze białym. Natomiast niebo jest przy tym niebieskie.

 

 

"nie dobijaj się, nie otworzę ci.

nie wyglądam dziś przesadnie ładnie.

późno przyszedł sen, przyszedł i był zły."

czwartek, 03 stycznia 2008

Od razu ostrzegam - będzie osobiście. 

Z życiem jest tak , że jak sam sobie nie pomożesz , to nikt ci nie pomoże. Chciałbym zrobić podsumowanie roku  - ale tyle się wydarzyło , dużo się zmieniło, a wszystko to jakby taki nie ważne... perspektywa tego co będzie jest bardzo niepokojąca. Niedługo trzeba iść do pracy, zaraz skończą się studia, zaraz będzie magisterka, która nota bene , tkwi w miejscu. 24 urodziny , mają dla mnie wydźwięk specyficzny. Będąc  w końcu podstawówki , czy w początku liceum , snułem plany, które o tyle - o ile zostały w życie wdrożone. Znaczy , studia jak trzeba ... inne rzeczy trochę mniej. I tak liczyłem , że do tego 24-25 roku życia , to już właściwie, będę się stabilizował , znaczy - mieszkanie , narzeczona albo i więcej , praca i takie tam głupoty, które młodzież kojarzy ze spokojnym trybem życia. Rodzice w tym wieku już sobie nawet chowali młodego RaVa i właśnie wychodzi na to, że te moje plany , to były o kant dupy potłuc. Przynajmniej po części, bo nie wszystko tak ładnie da się przewidzieć, nie wszystko da się zrobić samemu. Ostatnie parę lat - to znaczy uczelnia- to w dużej mierze było siłą inercji. Tak na prawdę, trochę bez przekonania, bo studia okazały się cięższe niż innych, uczelnia bardziej porąbana, a i cały czar kierunku jakby zanikł, jeśli nie znikł zupełnie. Zwłaszcza, gdy dowiadujesz się , jak to wygląda a granicą. Jednym z pogarszających sytuację problemów, stanowi fakt , że jakąś tam żyłkę humanistyczną w sobie odnalazłem,a pozostaje nie do końca zrealizowana. Okres studiów , też nie dał "się wyszumieć, młodzież musi", okres liceum litościwie przemilczę. Ten cholerny pisk , który po imprezie sylwestrowej wrócił/nasilił się , to też jedna z przyczyn dla czego tak a nie inaczej. Ostatnie dwa lata, tylko tęsknie patrzę w stronę co głośniejszych imprez. Nie tyle nawet ze względu na bywające tam, tylko raczej sam klimat i muzykę na żywo- mam słabość do miejsc i zdarzeń, jako pilny obserwator, który co jakiś czas coś zapisze, zapamięta. Nie dała natura fantazji , więc jeśli kiedyś powstanie książka , to w dużej mierze - z takich notatek.... których nie mam jak i gdzie robić.  Cały ten rok i syndrom 24 urodzin, to tematy na oddzielne wpisy , plany na ten rok zapewne zatrzymam dla siebie. Najważniejsze jest to , że to nie jest próba uporządkowania po sobie przed odejściem z większym hukiem, czy cichym gruchotem tego o owe.... po prostu, chyba dorośleję.... i coby w spokoju się wziąć za magisterkę i resztę, właśie próbuję panicznie sobie conieco uporządkować i ustalić - co ja właściwie chcę w życiu robić. Bo mam wrażenie , że ostatnie parę(naście?) lat, to było dokładanie do puli rozdania , która ze względu na karty, jest raczej przegrane, ale wciąż trzeba walczyć o to co się już dołożyło. Mam wrażenie, że spędziłem ten czas, na spełnianiu marzeń/nadzieji, jakie pokładał we mnie ten młodziutki RaV jakiś czas temu. Teraz natomiast, trzeba będzie przejść za barierkę z napisem Dorosłość24 i pożegnać się ,bo do tej zabawy , wzost ma za mały i przejścia przez życie nie ma.

niedziela, 06 maja 2007

czyli wszystko to, na czym się nie znam. Doskonale za to wiem, czego nosić nie należy, często z autopsji ( od początku wiedziałem, że czerwona flanelowa koszula w kratę, bojówki, szelki i martensy to zło, ale efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania), oraz świetnie rozpoznaję co mi się podoba ( a co za tym zazwyczaj idzie, na co mnie nie stać). Boże, dałeś gust , daj i możliwości. Nie bez przyczyny leję wodę - założyłem już dawno konto na flickr 'u i w końcu zaczynam wrzucać na nie zdjęcia, a na zdjęciach jedynie piękne kobiety, szybkie środki transportu, drogie zabawki , można by powiedzieć - ot, jak to w życiu. W końcu, gdy wokoło tylko to , co innego mógłbym mieć na zdjęciach ?

No właśnie. Na mieście tak na prawdę widuję wszystko i jeszcze trochę.

Przed Państwem, prosto z Szuflandii - Koszałek Opałek.

Nosiciel Pumy, prawdziwy miejski drapieżnik.

 

 

koszałek opałek

 

 Dla równowagi, dodam też niesamowite nauszniki z właścicielką. Ostatnio było chłodno, więc wszyscy wyciągneli co mieli w szafie, zarżneli , oprawili i zrobili z tego ocieplacze. Nieznajoma z pod Rotundy, najwidoczniej dorwała zabawki potomstwa/rodzeństwa, bo skończyła ze Shrekiem przy uszach. Ja chcę takie coś przerobić na słuchawki ! Efekt nieprzeciętny.

 

 

nauszniki
wtorek, 13 marca 2007

Przez weekend, a dokładnie od sobotniej czarnonocy przygotowywałem się ,a od południa niedzielnego do średniorana poniedziałkowego tłumoczyłem, poprawiałem i ogólnie udawałem, że znam angielski w stopniu pozwalającym na czytanie dokumentacji, oraz polski w stopniu pozwalającym sklecać zdania.

Z powodów ilościowo-wytrzymałościowych, pamiętam niewiele, co nie przeszkodziło mi w zapisaniu sobie perełek. Pomijam kwestię , gdzie z czystej złośliwości miałem ochotę, (tak w ramach odreagowania) tłumaczyć w sposób chociażby jak przedstawiony w opisie lub na zasadzie "fire alarm switch" -> ognioalarmowy wciskoprzycisk natynkowy. Bo słownictwo które normalnie tam występowało, aż tak bardzo nie odbiegało. Poza tym, co to za zwyczaj, żeby wszystko było switch i wybieraj między włącznik, wyłącznik, a przełącznik. Barbarzyński język. Jak na złość nadrabiają ilością nazw na przycisk.

Pomijając dalsze wstępy ochy i achy, chciałbym zaprezentować następujące perełki. ( Broń Boże, nie myślcie, że to moje dzieło.Ja tylko niosłem pomoc (i poprawiałem).)

I

Głośnik emitujący sygnał dźwiękowy jest zamontowany na zewnątrz obudowy kontrolera, wydajac dzwiek jesli wystąpi błąd.

(An audible alarm horn is mounted on the front of the cubicle for sounding in the event of failure.)

II

Terminale zapewniaja zdalna informację o zaistnieniu błędu

(Terminals are provided for remote failure indication]

KOMENTARZ :

To nawet dla mnie nie byłoby śmieszne, gdyby nie to, że chodzi tylko i wyłącznie o złącza na urządzeniu do podczepienia tych, no, dingsów.[tak, dings to zajebiście fachowe słowo. i nadal będę go używał. uważam również, że bulbulator oraz wihajster to niezbędne elementy każdego urządzenia technicznego.]

III

porty rs323, rs485 lub usb umieszczone na plycie głównej lub wydrukowane na wewnetrznej drukarce (jesli wystepuje w zestawie).
(The data can be displayed on the OID or can be downloaded to a PC through the RS232, RS485 or USB port provided on the main system board or printed to the internal printer (if supplied).)

IV

Zielony przycisk znajduje sie na obudowie kontrolera, aby manualnie uruchamiac pompe

(A green push button is provided on the exterior of the cabinet to manually start the pump.)
KOMENTARZ:
Moje tłumaczenie to "Aby umożliwić ręczne uruchomienie pompy na zewnątrz szafy umieszczony został zielony przycisk." Dużo się nie różni... ale nie brzmi tak jakby przycisk był na urządzeniu po to, żeby samemu uruchamiać pompę. Poza tym .... aż kusi, żeby zapytać : czy po wyłączeniu opcji przycisk znika?
V
tak jak zostanie to ustawione wczeniej “Manual” (Ręczne) zatrzymanie pompy jest ustawione jako standardowe.
KOMENTARZ:
Zapewne należy skorzystać z transtemporalnego panelu konfiguracyjnego.
VI
Kiedy automatyczne zatrzymanie jest wlączone, zegar odlicza fabrycznie ustawione 10 minut.
KOMENTARZ:
Po zużyciu fabrycznych minut, należy ustawić własne.
VII
Zapewnieniem sekwencyjnego rozruchu jest użycie regulowanego opoznienia czasowego przy rozruchu wywolanym spadkiem cisnienia lub zaworem zalewowym.
(Provision for sequential starting is accomplished by the use of adjustable time delay on pressure drop starting)
KOMENTARZ:
Czy aby na pewno zapewnieniem sekwencyjnego rozruchu? Autor w przedstawionym utworze usilnie próbuje zapewnić nas o sekwencyjnym rozruchu i sprawia wrażenie, że nim Yoda jest.

Przedstawione tu da besty, nie pojawiły się w ramach naśmiewania się czy coś, ich autor jest znajomym Autora , a piękno jego tłumaczeń, sprawiło, że wzruszyłem się i płakałem jak małe dziecko, które wewnątrz mam i chciałem podzielić się źródłem mej radości z innymi. No i ostatnio nie mam pomysłów na głębsze wpisy.

wtorek, 27 lutego 2007

Ostatnio odbyłem parę rozmów na temat, pewnego fenomenu. Można do mnie mówić, per "RaV". słyszałem już i zły,i dobry człowieku. Było jeszcze parę innych które nie zawsze się przyjmowały, z jednym znajomym opanowaliśmy sztukę rozmawiania z użyciem "ej, ty" , "ziąbel" , "mon" , "man" i co na daną chwilę wymyślimy, chociażby na pojedyńczą rozmowę i zawsze wiadomo o co chodzi. Ba. z niektórymi to ja nawet sobię panuję, za jakiś czas będę magistrzył i jednego tylko nie zniosę. Młody człowieku. Nawet jak całe wyrażenie ma ładunek jest pro-ravy, to takie prave coś zakończone "młody człowieku" od razu wszystko przekreśla. W garniaku ? Elegancki młody człowiek. No wspaniale... a w skali dla dorosłych to co? już nie? Jakieś obniżanie poprzeczki ? Jedna ze znajomych mowi, ze tak, można tak mówić. Jak się jest starszą dystyngowaną panią. "Młody człowieku, tak nie wypada". No więc stoję sobie na poczcie, a tam słyszę : -Młody człowieku, zobacz, ile ten znaczek kosztuje?. Złoty dwadzieścia. Już jej nie chciałem przez negację dodać "stara małpo"...ale trzeba być milusim i kudłatym. No więc co? To moja wina, że wyglądam na mniej niż mam ? Spytajcie się dowolnej kobiety, a powie, że to wręcz zaleta. Każda by tak chciała.

Czemu "młody człowieku" brzmi irytująco? Mam pewne podejżenie. To nie jest młody człowieku,a pewna skrótowa forma, mająca na celu zdyskredytować wszystko co wiem, umiem i mogę. Teraz , wyobraźcie sobie....

piękne bezchmurne niebo, letni poranek, wokół skwar, żar się leje z nieba, chłodzi cię wietrzyk. Patrzysz w niebo, żurawie. Jesteś na budowie. Podziwiasz przyrodę , faunę , florę, grzyba na ścianie ... i nagle za plecami słyszysz

"Młody, co ty kurwa robisz, człowieku!",

tudzież

"Młody! zapierdalaj po flaszkę(, człowieku)!".

Przejdźmy parędziesiąt metrów wyżej. Słońce przedziera się przez żaluzje, ty w chłodnym, klimatyzowanym pomieszczeniu. Wokół gwar, współpracownik zapuszcza żurawia przez ramię. Wybucha chichotem.

"Młody! Ty nic nie wiesz! Człowieku!".

Następnie zaczyna tyradę, że może i tak uczą na studiach, ale tutaj to się przychodzi do roboty,a nie do pracy. I wystaczy zrobić tak,ooo, i powinno być dobrze. A potem, szef mówi, że tak się nie robi, nie wie czego cię uczyli na studiach, młody człowieku, ale robi się to tak, o. A co wsadził w tego młodego człowieka, to już tylko można się domyśleć.

Fenomenem jest natomiast, że takie na przykład obszczymurki, czy inna żuleria mówi "(panie) kierowniku". I co potrafią się znaleść ? Można? Można. Jak widać, wystarczy odrobina dobrej woli, kilka kropli alkoholu i dobrze gada.

Co do panowania.... to też brzmi okropnie. Zwłaszcza z ust dzieci.... ale nie będę im burzył światopoglądu, i tłumaczył że ja to tylko mieszkam , a nie panuję.

 

Ten wpis sponsorowała literka "I".

środa, 10 stycznia 2007

sposób 1

Wracając wieczorem, prawie pustymi chodnikami, idź bezszelestnie. Wymijając idącą przed tobą osobę, dostosuj tempo kroku do jej tempa. Tym sposobem do ostatniej chwilii, w której będziesz tuż za jej plecami - nie usłyszy cię.

podowiedź :

staraj się iść tak, aby również cienia nie mogła zobaczyć.

sobota, 06 stycznia 2007

Zapewne wielu z was oglądało Trainspotting. Film jest warty obejrzenia , choćby ze względu na przepiękny szkocki akcent. Warto również wsłuchiwać się w zwroty, które niestety tłumaczone są podle. Sneaky fucker - podły kutas. Nie jest to wybitne tłumaczenie i nie oddaje wszystkiego ...a mało kto wie, że za tym kryje się cała teoria.

"RENTON: The down side of coming off junk was that I knew I would need to mix with my friends again in a state of full consciousness. It was awful: they reminded me so much of myself I could hardly bear to look at them. Take Sick Boy, for instance, he came off junk at the same time as me, not because he wanted too, you understand, but just to annoy me, just to show me how easily he could do it, thereby downgrading my own struggle. Sneaky fucker, don't you think? And when all I wanted to do was lie along and feel sorry for myself, he insisted on telling me once again about his unifying theory of life."

W stanach, w języku potocznym "Sneaky fucker" oznacza (na bazie urbandictionary.com ):

"osobnika który zachowuje się jak homoseksualista aby zjednać sobie niczego nie podejrzewające osoby płci przeciwnej z którymi chce uprawiać seks."

Natomiast eksperci z magazynu Details wspominają , że "Są gatunki ryb, gdzie samce upodabniają się do samic. Dołączają do haremu samca dominującego- kopuluje on również z samczykami wyglądającymi jak samice - a kiedy samiec dominujący znika , "zniewieściałe" samczyki zajmują się samiczkami. Sneaky fuckers.

Kolejnym przykładem z natury, są albatrosy zamieszkujące okolice Galapagos, pozostające przez całe życie w związkach monogamicznych. Poniekąd , samice bowiem, są w związku z samcem jednym, natomiast, bardzo często koło piór robi im samiec dominujący, partnerem nie będący.

Pytanie czemu chromoson Y zanika ? Oto ostateczna odpowiedź wygrzebana na grupach dyskusyjnych.

"E tam. Cały postęp zawdzięczamy temu chuderlawemu facetowi w kącie
jaskini którego reszta ferajny nie zabrała na polowanie bo przeszkadzał.
W wolnych chwilach wymyślał koło i pocieszał samotne kobiety których
mężczyźni poszli na polowanie. " (Grzegorz Król)

 

 


 

 

Teraz pomyślcie sami... wielki samiec szedł na polowanie, słuch o nim zaginie (a teraz tacy to już nawet nie potrzebni bo nie ma polowań) ....i zostanie - niezjedzony przez dzika bestie - taki co to zajmie się dziećmi, pouczy je, a kobieta będzie mogła się wyspać, to od razu wstanie milsza... to i on skorzysta.

 

I stąd drogie dzieci biorą się nauczyciele i dlatego mają taki charakter... podłe kutasy.

RaV
jak nazwac taki dzial z hmmm
RaV
nie wiem ...ciekawostkami ?
RaV
wiedza ogolna ?
Staszek
ogród ciekawostek?
Staszek
mnie się pytasz?
Staszek
ja jestem skrajnie niekreatywny
RaV
!

 
 
Tak więc mamy nazwę dla działu. A co będzie w dziale ?  Otóż nic wielkiego - rzeczy o których normalnie byście się nie dowiedzieli. Hipnotyzowanie kurczaków, portmonteau , jacques cousteau, sienna  i co tylko uda się przypadkiem odnaleść. Wiedza tak ogólna, że bardzo szczególna. 
 
1 , 2 , 3 , 4