Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Przedruki z sieci

niedziela, 18 lipca 2010

"Kurewsko trudno utrafić w życiu, zawsze coś jest nie tak, a już

z kobitą bezwarunkowo najtrudniej. Jak fajna z charakteru ,to

brzydka ,a jak piękność to nie fajna ;jak ona ci podchodzi to ty jej

nie, lub na odwrót, a jak podobacie się sobie na krzyż, to inna cho-

lera wam przeszkodzi ,ona wyjedzie z rodziną lub starzy wydadzą

ją za kogoś innego. I tak jest ze wszystkim, przez tyle lat nagapi-

łem się dość, żeby to wiedzieć. Jak masz coś do powiedzenia ,to

nie chcą słuchać, a gdy już chcą cię słuchać, to zapominasz coś

miał mówić; jak jest interes do zafarcenia, to nie masz szmalu,

a jak łyknąłeś gotówkę, to okazje wziął szlag ;jak jesteś samotny,

pies z kulawą nogą nie przyjdzie, ale jak skołowany i chciałbyś

przykimać, dzwonią do drzwi jeden po drugim. Życie jest jak lote-

ria, na której wszystkie losy są trefne, lub jak poker: trzymasz czte-

ry dzwonki (z asem) i asa pikowego, i główkujesz jak dobierać ,do

trójki lub karety ,czy do koloru; kiedy odrzucisz pikowego, decy-

dując do koloru, wtedy na pewno przyjdzie inny as, a jak zostawiasz

asy, to bankowo dokupisz piątego dzwonka."Petro" kiedyś burnął :

- Jak cię prześladuje pech, to nawet kiedy wstajesz, żeby zatańczyć

, orkiestra akurat idzie się wysrać.

I to jest ganc-prawda. " fragment str. 115 ,W. Łysiak "Dobry"

poniedziałek, 31 maja 2010

1958



„Rok 1958 był najlepszym rokiem dla świata”
Jean-Jacques Pardon, „1958. Ostateczna klęska ludzkości”

W roku 1958 rząd Nepalu oficjalnie umieścił yeti na liście zwierząt podlegających najściślejszej ochronie. 

W tym samym roku urodził się Edson Arantes De Nascimento. Nazwisko to przybrał jednak dopiero
w roku 1976, w kilka miesięcy po osiągnięciu pełnoletności. Zresztą i tak posługiwał się nim
nieoficjalnie. Naprawdę nazywał się Józef Nowak, ale przyjaciele zaczęli nań wołać Pele, odkąd
zorientowali się, że dobrze gra w piłkę nożną.

Również w roku 1958 w Stanach Zjednoczonych powstała NASA, ale popularniejszy od niej był
Elvis Presley, ponieważ dwa lata wcześniej nagrał piosenkę „Hound Dog”.

W roku 1958 Kirk Douglas i Anthony Quinn zagrali w słabiutkim filmie „Ostatni pociąg
z Gun Hill” reżysera Johna Sturgesa, który dokładnie pięć lat później nakręcił „Wielką
ucieczkę” ze Steve’em McQueenem i tym samym stał się legendą światowego kina.
KIrk Douglas i Anthony Quinn twierdzili jednak, że Steve McQueen to żaden aktor.

Także w 1958 stuknęły się dwa samochody na autostradzie nr 10. Jeden był szary, a drugi zielony.
Na szczęście nikomu nic się nie stało. Mniej więcej w tym samym czasie Roland Topor skończył 20
lat. Umarł w 1997, nie dożywszy nawet sześćdziesiątki, ale zdążył napisać kilkadziesiąt
historyjek taksówkowych oraz opowiadań panicznych, za co mu chwała.

W grudniu 1958 Polska Zjednoczona Partia Robotnicza obchodziła swoje dziesięciolecie.
Mało kto wie, że w początkowej fazie działalności zrzeszała także prawych ludzi. 

W tym samym roku Edwin E. Aldrin zwany przez przyjaciół Buzzem spalił swoją kolekcję
zdjęć Marilyn Monroe, ponieważ do szaleństwa zakochał się w Ricie Hayworth. Jedenaście
lat później uczestniczył w największej mistyfikacji wszechczasów, czyli lądowaniu
Amerykanów na Księżycu i wygłosił wyuczoną formułkę „Piękny widok, wspaniałe
pustkowie”, która tym samym przeszła do historii. Kumpel Buzza, niejaki
Neil Armstrong miał jednakże o wiele lepszą kwestię do wypowiedzenia - „Houston!
Tu Baza Spokoju. >>Orzeł<< wylądował” i to o nim się bardziej pamięta.

Także w 1958 roku niejaki Icchak Zygielbojm postawił wszystko na jedną kartę i postanowił opuścić
jedną z warszawskich piwnic, w której ukrywał się od 1941 roku, żywiąc się wyłącznie kiszonymi
ogórkami i kompotem z wiśni. Dowiedziawszy się o tym, iż wojna skończyła się przed trzynastoma
laty, dostał udaru mózgu i umarł.

Również w 1958 archeolodzy radzieccy odkopali w okolicy Pietropawłowska Kamczackiego
świetnie zachowane szczątki nieznanego dotąd dinozaura, na pierwszy rzut oka
stanowiącego brakujące< ogniwo między Tyrannosaurusem Rexem a pteranodonem.
Niestety, zanim szczątki poddano jakimkolwiek analizom, Rosjanie odsprzedali
je kręcącym się jak zwykle w pobliżu Japończykom. W ten sposób powstała Mechagodzilla.

Także w 1958 Mao Tse-tung obiecał Chińczykom, że w ciągu najbliższych 10-15-tu lat ich kraj
stanie na czele gospodarczych potęg świata. Miał to być tak zwany sławetny „wielki skok”.
Owszem, był, ale w dół. Jeszcze w tym samym roku Chińczycy poznali co to prawdziwy głód.
Mao zmarł 18 lat później z następującymi słowami na ustach: „Siu Cing Ko Dzou”, co znaczy, że miał
ochotę na pudding z kryształowej wieprzowiny. Kryształowa wieprzowina jest to chudy boczek,
przywódca ludowych Chin miał bowiem problemy z cholesterolem. W 1958 Andrzej Bursa
opublikował swoje „Wiersze”, wśród których znalazł się m.in. utwór pt. „Sobota”, w którym
podporządkował się przykazaniom propagandy realizmu socjalistycznego, które nawoływały
do tego, aby wszelacy artyści opisywali cudowny i gwałtowny rozwój polskich miast tudzież wsi,
a który idzie mniej więcej tak:

		Boże jaki miły wieczór
		tyle wódki tyle piwa
		a potem plątanina
		w kulisach tego raju
		między pluszową kotarą
		a kuchnią za kratą
		czułem jak wyzwalam się
		od zbędnego nadmiaru energii
		w którą wyposażyła mnie młodość

		możliwe
		że mógłbym użyć jej inaczej
		np. napisać 4 reportaże
		o perspektywach rozwoju małych miasteczek
		ale
		mam w dupie małe miasteczka
		mam w dupie małe miasteczka
		mam w dupie małe miasteczka!


W tym samym roku w okolicach Londynu zakwitły maki, na które później odlał się pies rasy bulldog,
który wabił się Winston.

Także w 1958 zmarła na raka Rosalind Franklin, która pięć lat wcześniej wraz z kilkoma facetami
odkryła strukturę cząsteczki DNA i w niczym jej to nie pomogło.

Również w 1958 The Beatles nazywali się jeszcze Johny and the Moondogs. Dwa lata później
zawojowali Hamburg już jako Żuki, a w 1967 Żyd Brian Epstein, manager zespołu, najadł się 
pigułek nasennych i umarł. Trzynaście lat później z ręki swego fana Marka Davida Chapmana
zginął lider zespołu John Lennon. Chapman tłumaczył swój czyn chęcią zdobycia sławy i trzeba
przyznać, że sztuka mu się udała. Być może nie dorównał popularnością swemu idolowi, ale
na pewno prześcignął Tracy Chapman (zbieżność nazwisk przypadkowa). John Lennon zdążył na
szczęście nagrać „Imagine”, więc w sumie chyba nic takiego się nie stało.

W 1958 roku Marek Hłasko nie otrzymał od władz państwowych zezwolenia na powrót do Polski
ze stypendium w Niemczech Zachodnich. Warto dodać, że Hłasko przypominał wtedy nieco Jamesa
Deana, szczególnie z profilu i en face, co w jakimś stopniu tłumaczy decyzję władz.

W 1958 roku przeprowadzono akcję usuwania krzyży z polskich szkół. Władysław Gomułka zwany
Wiesławem i jego koledzy nie zdawali sobie bowiem sprawy z faktu, że Jezus Chrystus był
socjalistą i to w dodatku takim, jakich ze świecą szukać.

W tymże roku Jean Pierre Mouvais, nieślubny syn Josepha Moniera, wynalazcy żelbetu, wynajął
prywatnego detektywa oraz dwóch prawników w celu zdobycia podstaw do ubiegania się o majątek
zmarłego przed ponad półwieczem ojca. W tym samym roku Mouvais uległ poważnemu wypadkowi, 
w wyniku którego kilka dni później zmarł w szpitalu. Przygniótł go żelbetowy blok, który
nieszczęśliwie odłamał się od konstrukcji, pod którą Mouvais akurat przechodził.

Również w 1958 roku powstał mało znany obiecujący młodzieżowy zespół The Young Gays,
który mimo nalegań heteroseksualnego menadżera Stevena Goldbluma nie zmienił swej
nazwy i rok później zawiesił działalność, nie dokonawszy żadnych nagrań płytowych.

Także w 1958 roku minęła 74 rocznica rozpoczęcia prac nad budową Sagrada Familia
w Barcelonie. W tym roku mija 120 rocznica, prace ciągle trwają. Katalończycy są
przez mieszkańców innych regionów Hiszpanii nazywani „Polakami”.

W 1958 niejaki Leszek Miller skończył 12 lat i całkiem nieźle kopał piłkę tudzież kiwał
kolegów na podwórku. Wielu żałuje do dziś, że nie kontynuował kariery sportowej.

Również w 1958 zakopiańscy górale postanowili spróbować dodać śniegu do oscypka. Pomysł,
choć niezły, nie sprawdził się na dłuższą metę - ser zbyt głośno skwierczał na patelni,
a w smaku przypominał nieco wodę.

W tym samym mniej więcej czasie urodził się Alberto Cova, włoski lekkoatleta - długodystansowiec,
który w 1984 sięgnął w Los Angeles po olimpijskie złoto. Mało kto wie, że Alberto w chwili
urodzenia ważył blisko 7 kg, bardzo płakał i absolutnie nie zapowiadał się na sportowca.

W 1958 roku pewna kobieta, której nazwiska do dziś nie udało się ustalić, choć najprawdopodobniej
była to squaw z plemienia Siuksów, wdrapała się na szczyt góry Rushmore w Black Hills
i domalowała Jerzemu Waszyngtonowi skromny wąsik szybkoschnącą farbą. Mimo
natychmiastowej reakcji policji nie udało się jej ująć. Zarost z górnej wargi
prezydenta niezwłocznie usunięto, choć wprawne oko z pewnością dostrzeże, że robotę
spartaczono i od tamtej pory Jerzy Waszyngton przypomina nieco Charliego Chaplina
bądź Adolfa Hitlera, w zależności od punktu widzenia.

Również w 1958 Syria i Egipt połączyły się tworząc Zjednoczoną Republikę Arabską, ale już w trzy
lata później oba kraje pokłóciły się między sobą i rozdzieliły na dobre. Warto nadmienić, że
dokładnie taki, obrót sprawy przewidział niejaki Abu al-Baas, mieszkaniec Ar Rakki
- jasnowidz-amator, ojciec trojga dzieci i szewc z zawodu.

W tym samym 1958 zdolny ilustrator Mieczysław Wiśniewski narysował białego orła w koronie, ale
w porę się opamiętał i nakrycie głowy zamazał. Dziesięć lat później zaprojektował okładkę,
stronę tytułową oraz ilustracje do publikacji Wydawnictwa Ministerstwa Obrony Narodowej pod
tytułem „Co każdy obywatel o powszechnej obronności wiedzieć powinien i co dla niej czynić”,
z której to pochodzi następujące przykazanie: „Interesuj się zagadnieniami obronności!”

Także w 1958 28-letni wówczas hiszpański malarz Antonio Saura pobrudził płótno farbą
w wyjątkowo brzydki sposób, tworząc tym samym „Kompozycję”, dzięki czemu po dziś
dzień uważa się go za pierwszego europejskiego malarza, który wprowadził do sztuki
bezforemnej „gest malarski”, cokolwiek to znaczy.

Również w roku 1958 niejaki Tadeusz Ciochoń skrzyczał swoją córkę Teresę za to,
że wpadła głową do beczki ze smołą i trzeba jej było obcinać włosy. Teresa miała
wtedy 12 lat, 15 lat później zaś urodziła syna Marcina, czyli mnie.

 

 

znalezione : tu

niedziela, 12 października 2008
".. Ja tyle mówię o dogadywaniu się, bo chcę ci przypomnieć, że mieliśmy takie różne hasła,
taki szyfr, jaki miewają ludzie, którzy dużo czasu spędzili ze sobą.
Taka specjalna mowa ...Chłopak i dziewczyna, jeżeli się długo ze sobą zasiedzą, 
mają w sobie coś z kombatantów,którzy wspólnie przeszli ciężką kampanię.
Pamięta te kawały, pejzaże, cytaty ... 
Komu innemu trzeba trzy godziny opowiadać to, co się tobie mówi w jednym zdaniu.
Ty też musisz z tą swoją dziewczyną zaczynać od początku ...
Nie wiem, czy ci jest z tym dobrze, czy źle, ale też na pewno się mordujesz.
Dawniej na przykład, jeżeli się mówiło: "Był sobie taki facet, który miał jedną nogę krótszą",
to wiadomo było, że z drugiego końca pokoju ktoś odpowie: "Ale za to drugą miał dłuższą".
I było dobrze.
A teraz na przykład siedzisz z tą swoją dziewczyną i mówisz :
"Był sobie facet, który miał jedną nogę krótszą ..." 
A ona ci odpowie: "Biedny człowiek..." - Albo coś w tym rodzaju.
Straszne prawda ? "
(A. Osiecka)
 
piątek, 05 września 2008
J.Tuwim - Sprzeczka z żoną


Lojalnie mówię do żony:
"Małżonko, jestem wstawiony".

Odrzekła z pogardą: "Błazen!
Uważam, że jesteś pod gazem".

Mówię: "Przesady nie lubię.
Przysięgam ci, że mam w czubie".

Powiada: "Kłamiesz, kochany.
Twierdzę, że jesteś pijany".

Nie przeczę - mówię - żem hulał,
Lecz jam się tylko ululał".

Odrzekła: "Łżesz jak najęty.
Po prostu jesteś urżnięty".

"Ja - mówię - nic nie skłamałem;
Do prawdy, pałę zalałem".

"Kłamstwo - powiada - co krok!
Jesteś urżnięty w sztok".

"Oszczerstwo! - oświadczam z gestem
- Pijany jak bela jestem".

"Baranek - krzyczy - bez winy!
A kurzy mu się z czupryny".

Wyję: "Niech pani przestanie!
Ja jestem w nietrzeźwym stanie".

"Łżesz - mówi znów - jak najęty!
Trynknięty jesteś, trynknięty!"

"Nieprawda - ryknąłem na to
- Ja jestem pod dobrą datą!"

"Gadaj - powiada - do ściany,
Wiem dobrze: jesteś zalany!"

"Jędzo - szepnąłem - przestaniesz?
Ja - zryty jestem! Ty kłamiesz!"

Godzinę trwała ta sprzeczka,
Aż poszła na wódkę żoneczka.
A ja, by się nie dać ogłupić,
Także poszedłem się upić.
czwartek, 24 lipca 2008

PARAGRAF 22 : 

 

-kiedy byłem małym chłopcem-powiedział Orr- całymi dniami chodziłem z dzikimi jabłkami w ustach, po jednym z każdej strony

-Dlaczego?

Orr zachichotał zwyciesko.

- Bo sa lepsze niż kasztany- odpowiedział

(...)

- Jak nie było dzikich jabłek- mówił dalej Orr- to używałem kasztanów. Kasztany sa prawie takiej samej wielkosci co dzikie jabłka, a kształt maja nawet lepszy, chociaż kształt nie gra tu żadnej roli.
-Pytałem cię dlaczego chodziłes z dzikimi jabłakim w ustach - powtórzył Yossarian-O to pytalem.


-Bo mają lepszy kształt niz kasztany- Odpowiedział Orr- Już ci mówiłem


-Dlaczego- zaklał Yossarian z podziwem- w ogóle wypychałes sobie czymkolwiek policzki, ty diabelski, technicznie uzdolniony, wydziedziczony s***synu?

- Wcale nie wypychałem sobie policzków czymkolwiek-odpowiedział Orr- tylko dzikimi jabłkam. A kiedy nie było dzikich jabłek, używałem kasztanów. Do wypychania policzków oczywiscie.

Zachichotał.

- Po jednym z każdej strony -powiedział Orr.

- Po co?

- Co po co?

Yossarian rozesmiał sie i potrzasajac głowa odmawiał odpowiedzi.

-Ciekawa historia z tym zaworem- zastanawiał sie na głos Orr.

-Dlaczego?

-Bo chciałem mieć...

Yossarian już się domyslał.

-Jezy Chryste ale dlaczego chciałes mieć...

-... policzki jak jabłuszka.

-...policzki jak jabłuszka? -spytał Yossarian.

-Chciałem mieć policzki jak jabłuszka- powtórzył Orr.- Od dziecka marzyłem o tym, żeby mieć kiedys policzki jak jabłuszka, i postanowiłem pracowac, dopóki nie osiagnę swojego celu, i Bóg mi swiadkiem, ze nie spoczałem, dopóki nie osiagnałem swojego celu, chodzac całymi dnimi z dzikimi jabłkami w ustach. Po jednym z każdej strony- dodał chichoczac.

-Ale dlaczego chciałes mieć policzki jak jabłuszka?

- Wcale nie chciałem mieć policzków jak jabłuszka- powiedział Orr- Chciałem mieć pucołowate policzki. Nie zależało mi specjalnie na kolorze, chciałem tylko żeby były pucołowate. Pracowałem nad tym jak ci zwariowni faceci, o których się czasem czyta, że po całych dniach sciskają w dłoni gumowa piłeczkę, żeby sobie wzmocnić rękę. Prawdę mówiac, ja też należałem do tych zwariowanych facetów. też po całych dniach sciaskałem gumowa piłeczkę w dłoni.

- Po co?

-Co po co?

- Po co sciaskałes po całych dniach gumowa piłeczkę??

- Bo gumowe piłeczki...-zaczął Orr.

-... są lepsze niz dzikie jabłka?

Orr parsknał śmiechem i pokręcił głową.

-Robiłem to zeby zachować twarz, w razie gdyby ktos mnie przyłapał na tym , ze noszę dzikie jabłka w ustach. Majac gumowa piłeczkę w dłoni mógbym wyprzeć się dzikich jabłek w ustch. Gdyby mnie ktos spytał, dlaczego mam dzikie jabłka w ustach, mogłem poprostu otworzyć dłoń i pokazać, ze trzymam gumowa piłeczkę, a nie dzikie jabłka, i nie w ustach tylko w dłoni. Pomysł był dobry, ale nie wiedziałem, czy ludzie cos z tego rozumieja bo niełatwo jest coś wytłumczyć, kiedy sie mówi z dzikimi jabłkami w ustach (;D)

Yossarian stwierdził, ze on też nie bardzo rozumie, i zastanawiał sie, czy Orr nadymajac te swoje policzki jak jabłuszka nie robił z niego balona :)

niedziela, 06 lipca 2008

 Etgar Keret pisze całkiem ciekawe rzeczy. Krótkie opowiadania, które jednak korzystają na tym - zwięźle i węzłowato przedstawia różne niesamowite, a fantazyjne historie. Czytam go "ku pokrzepieniu serca" , bo sam poza stronę tekstu na jeden temat nie potrafię wyjść. Keret dowodzi, że można pisać krótko, a dobrze.

 

ETGAR KERET “RURY” (w przekładzie z hebrajskiego Agnieszki Maciejowskiej)


Kiedy przeszedłem do szóstej klasy, pojawił się u nas w szkole psycholog i zrobił nam testy kwalifikacyjne. Pokazał mi jeden po drugim dwadzieścia różnych obrazków i zapytał, co w nich jest nie w porządku. Wszystkie wydawały mi się zupełnie w porządku, ale on się uparł i pokazał jeszcze raz pierwszy obrazek z chłopcem. - Co na obrazku jest nie w porządku? - zapytał zmęczonym głosem. Odpowiedziałem, że obrazek jest zupełnie w porządku. Strasznie się zirytował. - Nie widzisz – powiedział – że chłopiec na obrazku nie ma uszu? Rzeczywiście, teraz, kiedy jeszcze raz się przyjrzałem, zobaczyłem, że chłopiec naprawdę nie ma uszu, ale sam obrazek nadal wydawał mi się zupełnie w porządku. Psycholog określił mnie jako >cierpiącego na poważne zaburzenia percepcji< i skierował do technikum stolarskiego. W technikum okazało się, że mam alergię na pył drzewny i przeniosłem się na ślusarstwo. W zawodzie byłem całkiem niezły, ale nie sprawiało mi to przyjemności. Prawdę mówiąc, właściwie nic nie sprawiało mi specjalnej przyjemności. Kiedy skończyłem naukę, zacząłem pracę w zakładzie produkującym rury. Moim kierownikiem był inżynier z politechniki. Facet niesamowicie błyskotliwy. Gdyby mu pokazać obrazek z chłopcem bez uszu, połapałby się raz dwa.

Po godzinach pracy zostawałem w zakładzie i budowałem sobie całe systemy giętych rurek, które wyglądały jak pozwijane węże, i przetaczałem przez nie szklane kulki. Wiem, że to brzmi idiotycznie i nawet specjalnie mnie to nie bawiło, ale mimo wszystko nadal się tym zajmowałem.

Pewnego wieczora złożyłem rurkę cholernie skomplikowaną, z mnóstwem zgięć i zakrętów i kiedy wturlałem w nią kulkę – kulka nie wypadła z drugiej strony. Początkowo myślałem, że ugrzęzła gdzieś po drodze, ale kiedy przetoczyłem jeszcze ze dwadzieścia kulek, zrozumiałem, że one po prostu znikają. Wiem, że to wszystko co mówię brzmi trochę głupio, każdy przecież wie, że szklane kulki nie znikają, ale kiedy przyglądałem się im jak wsadzane do rury z jednej strony, nie wychodzą z drugiej – nie wydawało mi się to nawet dziwne, to po prostu wyglądało zupełnie w porządku. Postanowiłem więc zbudować sobie dużą rurę, dokładnie według tego samego wzoru, i przeczołgać się przez nią, aż zniknę. Kiedy myślałem nad tym pomysłem, byłem taki zadowolony, że zacząłem się śmiać. Chyba śmiałem się po raz pierwszy w życiu.

Od tego dnia zacząłem pracę nad olbrzymią rurą, pracowałem nad nią każdego wieczora, a rano ukrywałem części w magazynie. Dwadzieścia dni zabrała mi ta budowa, a ostatniej nocy przez pięć godzin składałem ją z części i zajęła chyba z pół hali. Kiedy na nią patrzyłem, doskonałą i czekającą na mnie, przypomniałem sobie nauczycielkę socjologii, która powiedziała kiedyś, że pierwszy człowiek, który użył maczugi, nie był wcale najsilniejszym czy najmądrzejszym ze swojego plemienia – tacy nie potrzebowali maczug. Po prostu potrzebował jej bardziej niż inni, żeby przeżyć i ukryć swoją słabość. Nie sądzę, żeby był na świecie człowiek, który chciałby zniknąć bardziej ode mnie, i dlatego wynalazłem tę rurę. A nie jestem genialnym inżynierem, który kieruje naszym zakładem.

Zdecydowałem się przeczołgać przez rurę, chociaż nie wiedziałem, co mnie czeka po drugiej stronie. Może będą tam dzieci bez uszu, siedzące na stertach szklanych kulek, może... Nie wiem, co się dokładnie stało, kiedy przeszedłem przez określony punkt w rurze, wiem tylko, że teraz jestem tutaj.

Myślę, że teraz jestem aniołem, to znaczy, że mam skrzydła i takie kółko nad głową i są tu jeszcze setki takich jak ja. Kiedy tu dotarłem siedzieli i grali w szklane kulki, które przeturlałem przez rurkę kilka tygodni temu.

Zawsze myślałem, że raj to takie miejsce dla ludzi, którzy byli dobrzy przez całe swoje życie, ale to wcale nie tak. Bóg jest zbyt łaskawy i miłosierny, żeby urządzić to w ten sposób. Raj to po prostu miejsce dla tych, co nie potrafili być szczęśliwi na Ziemi. Wytłumaczono mi tutaj, że samobójcy wracają z powrotem na Ziemię i przeżywają życie od nowa, brak zadowolenia w pierwszym wcieleniu nie oznacza bowiem, że nie znajdą swojego miejsca w następnym. Natomiast ci, naprawdę nie pasujący do świata, znajdują drogę tutaj, każdy ma swoją własną drogę do raju.

Są tu lotnicy, co żeby tu dotrzeć wykonali pętlę dokładnie w określonym punkcie Trójkąta Bermudzkiego. Są gospodynie domowe, które przeszły przez tylne ścianki swoich szafek kuchennych, żeby się tu znaleźć, i matematycy, co wyszukali w przestrzeni topologiczną anomalię i przez nią tu przepełźli. Więc jeśli naprawdę nie jesteś tam na dole szczęśliwy i różni ludzie mówią ci, że cierpisz na poważne zaburzenia percepcji, poszukaj swojej drogi, a jak ją znajdziesz – weź ze sobą karty, bo kulki już nam dość obrzydły”.

 

niedziela, 15 czerwca 2008

Fragmenty z kolejnych stron...

trochę filozofii : "Przyczynowy związek pomiędzy fundamentalną zasadą (tzn. Bogiem albo silnym wiatrem) a dowolną teologiczną koncepcją bytu (Bytu) jest - według Pascala - "tak absurdalny, że przestaje być zabawny (Zabawny)". Schopenhauer nazwał to "wolą", ale jego lekarz stwierdził, że to tylko katar sienny. Pod koniec życia Schopenhauer zdradzał mocne rozgoryczenie tym faktem, lub może - co bardziej prawdopodobne - narastającym podejżeniem, że nie jest Mozartem."

 

oraz opis przedmiotów uczelnianych:

 

"SZYBKIE CZYTANIE: Uczestnicy kursu będą codziennie zwiększali szybkosć czytania, aż do końca semestru, kiedy to każdy student powinien przeczytać Braci Karamazow w ciągu piętnastu minut. Metoda polega na przyjrzeniu się stronnicy i wyeliminowaniu z pola widzenia wszystkiego prócz zaimków. Wkrótce potem eliminacji ulegną również zaimiki. Stopniowo studenci zachęcani będą do drzemki. Żaba zostaje pocięta. Nadchodzi wiosna. Ludzie pobierają się i umierają. Pinkerton nie wraca."

 

Opowiadanie zrobione w stylu noir hardboiled detective story chandler stuff, niestety - zbyt długie żeby przepisać, zbyt absurdalne żeby opisać, i zbyt fajne żeby pominąć.

Końcowa scena:

 

"Zanim zdążyła nacisnąć spust, poczęstowałem ją ołowiem ze swojej trzydziestki ósemki. Upuściła broń i z niedowierzaniem zgięła się w pół.

- Jak mogłeś, Kaiser?

Umierała, ale nim straciła świadomość, zdążyłem jeszcze powiedzieć:

- Manifestacja w sobie universum jako złożonej idei przewstawionej bytowi wewnątrz lub poza jego prawdziwą istotą jest inherentnie konceptualną nicością czy też Nicością w relacji do dowolnej abstrakcyjnej formy istnienia aktualnego bądź przyszłego w ciągłości nie podległej prawom fizykalizmu ani ruchu, ani też idei związanej z poza-materią lub brakiem obiektywnego Bytu i subiektywnej odmienności. 

Była to dość subtelna koncepcja, ale sądzę, że zrozumiała, zanim umarła." 

sobota, 14 czerwca 2008

Wygrzebałem w sieci i trzeba mu to przyznać : daje radę.

 

Cholera wie co się stało. Jakaś żyłka w mózgu, czy serce alkoholowe nie wytrzymało. Podczas "uniesienia" z Joasią, coś we mnie pękło, i pognałem przed siebie, słynnym już tunelem, w stronę światełka. Światełko jak światełko, białe i silne. Malutkie było, a ja gnałem jak oszalały. Szybciej niż Polonezem Siwego.
Nie wiem ile czasu minęło, gdy światełko zaczęło się powiększać, a gdy było już rozpoznawalne okazało się, że to wielki neon z napisem ROZDZIELNIA nr 2 EUROPA. W owej rozdzielni zobaczyłem masę ludzi (ludzi?) stojących w kolejkach do jakiś recepcji, czy coś takiego. Ustawiono mnie w rządku krótszym za przemiłą grupką około 70 staruszków. Jak się okazało później, ofiar wypadku autobusowego w Pirenejach. Za biurkiem siedział gruby facet ze złotymi lokami, Cherubin, kurwa jego mać. Gdy nadeszła moja kolej spytał:
- Nazwisko ?
- C., Ryszard C.
- Miejsce zamieszkania na Ziemi ?
- Kraków, Polska. Nowa Huta dokładniej.
- Co wy tak, jak Chopin, z Polski do Paryża umierać przyjeżdżacie ? A potem burdel w papierach...
Zimny pot mnie oblał. Więc jednak kurwa umarłem. To nie sen. Zrobiłem sobie szybciuteńki rachunek sumienia w myśli. Ja pierdole, dożywocie w Piekle, jak tra la la. Zrobiłem najżałośniejszą minę, na jaka mnie było stać i cicho spytałem:
- Piekło ?
- Dupa tam, nie piekło. Nie ma Piekła, jest tylko Niebo. Piekło jest na Ziemi, tu jest tzw. RAJ. A czy się komuś podoba, czy nie to już jego sprawa. Udacie się teraz, jako Dusza z Polski, do korytarza 12567843, tam was skierują do sektora Krakowskiego. No szczęść Boże!
Obróciłem się na pięcie i idę do owego korytarza. Zatrzymał mnie krzyk Cherubina z recepcji:
- Halo, obywatelu ! Wróćcie tu na sekundkę. Zapomniałem wam wydać Aureole i skrzydła. Macie, i tu pokwitujcie. A tu macie instrukcje jak skrzydła dopinać. Aureoli nie zgubcie, bo następna wam będzie za wiek wydawana. No, żegnam.
Długo się ze skrzydłami męczyłem. Krzywo leżały. Aureola w miarę się prosto kołysała nad banią. Rozglądałem się dookoła. Od zajebania dusz. Koło mnie grupka Niemieckich dusz też sobie nie mogła poradzić ze Skrzydłami. Klęli jak fiks. Polazłem w swoja stronę do korytarza Polskiego, po drodze mijałem korytarze Włoskie, Francuskie, Niemieckie. Zacząłem żałować, że do Francuzów mnie nie przydzielono, dużo fajnych laseczek.
Zobaczyłem w końcu i mój korytarz. Chyba fajnie tu jest, siedzą goście na poboczu, ćmiki jarają. Zaraz też podszedłem do jednego, poczęstował. Okazało się, że to góral z Żywca, zamarzł po pijaku w lesie. Przyszedł tu przed godzinką. A ćmiki rozdaje Św. Piotr Polski, przed bramą. Wpuszczą nas do środka za kilka godzin, bo jakaś inspekcja w środku czy coś. Zebrała nas się już spora grupka, staliśmy, siedzieli, i gwarzyliśmy jak tu który
trafił. Ze mnie lali najbardziej, jak powiedziałem, że zaciupciałem się na śmierć. Ładny obciach.
Było dwóch zagryzionych przez psy, jeden zatłuczony przez żonę, czterech z wypadku pod Jasłem, piątka topielców z Sopotu. Niezła ekipka, wszyscy na bani tu przyszli. Okazało się, że można prosić tu w ADMINISTRACJI o zmianę wieku. Np. jak ktoś wykitował mając 90 lat, to tu może mieć 20, 30 lat. Od nowa laseczki rwać, których tu więcej niż na ziemi. Góralowi ćmiki się skończyły, więc teraz ja poszedłem do Piotra po szlugi. Stał tam pod bramą. Mały chudy, taki wypłosz. Klepłem go w łopatkę i mówię.
- Dziadziuś, kopsnij paczuszkę, bo nam się jarać chce.
Ten wyciągnął ramkę HEAVENFIELDÓW i dorzucił zapałki. Uśmiechnął się, pokazując żółte od tytoniu zęby. Wróciłem do moich nowych znajomych i zapaliliśmy po całym.
- Kurwa, piwka bym się napił - powiedział Góral, okazało się, że piwko nam dadzą, ale dopiero w środku. Bo tu nie wolno.
Przyszły jakieś dziewczyny i zaczęły nam skrzydła poprawiać. U mnie było w sumie ok, a u Górala ledwie się trzymały. Aureola mi błyszczała jak psie jaja, tylko nie mogłem się przyzwyczaić do tej sukienki, w której miałem łazić. Kieszenie są to łapy jest gdzie wsadzić, ale taka długa, pląta się między nogami.
Otworzyli w końcu bramę. Zaczęliśmy się przepychać z Góralem jak najbliżej wejścia, żeby nas nie rozdzielili. Widać swój chłop, bo przypadliśmy sobie do gustu. W ADMISNISTRACJI skierowano mnie do bloku KRAKÓW, piętro 3499, pokój 21897 w skrzydle C. Miałem być sublokatorem niejakiego Mariana E. zmarłego w 1937 roku. Lat 89, zmienione na 35. Chujowo, Gienek (ten Góral) poszedł do Blockhausu ŻYWIEC, to kilka godzin na piechotkę od mojego. Obiecałem mu, że się odwiedzimy za jakiś czas. Potem poszedłem do MAGAZYNU. Tam mi mieli wydać pościel, zapasowe suknie i Skrzydła Galowe, na Święta i specjalne okazje. Kurwa, jak w wojsku... magazynierem był Żyd rozstrzelany przez Hitlerowców w Płaszowie w 1942. Ledwie mi wydał pościel
już zaczął kombinować, że załatwić u niego mogę wszystko. Aureole jak zgubię, lub przepije, skrzydła, wygodniejsze suknie. Nawet tu kombinują.
Z tobołem pojechałem windą na moje piętro, dużo wiary tu łazi. Niektórzy maja skrzydła poodpinane, inni Aureole w kieszeniach. Luzik. Dość długo szukałem mojego skrzydła C i pokoju. Dobrze, że były tzw. szybkie chodniki, bo łaziłbym chyba całą wieczność. Marian E. okazał się szczupłym facetem z wąsami i łysą pałą. Uściskał mnie jak starego znajomego i wyciągnął z lodówki dwa piwka. Wpierw rozłożyłem swoje klamoty. Pościel na kojo, skrzydła i suknie do szafy. Skrzydła odpiąłem, bo przeszkadzały i chwyciłem zimniutkie piwko. Jeszcze zajaralismy po szlugu, i Marian zaczął mnie wtajemniczać w życie Niebiańskie.
- Widzisz stary. Tu jest faktyczny RAJ, niczym się nie przejmujesz, głodny nie chodzisz, alkohol masz, fajek pod dostatkiem, dziewuchy latają. Nie chorujesz, nie umrzesz na nic bo już nie żyjesz. Zajebiście jest. Raz do roku tylko się wszyscy spotykają, bo Główny przemawia i trochę to trwa, zanim we wszystkich językach nie pobłogosławi. A tak to robisz co chcesz. Chcesz pracować? Idziesz do roboty, chcesz leżeć i chlać cały dzień? Leżysz i chlejesz cały dzień. Panienki lecą na chłopów, zwłaszcza Zakonnice, wpierw celibat na ziemi to tu się sypią jak choinka po 3 królach. Trzeba na pedałów uważać, bo w sukience to czasami nie poznasz kto jest kto. Ja się naciąłem kilka razy, Podnoszę suknie a tu fujara, wystrzelałem po mordzie, skrzydła połamałem i wyjebałem z pokoju. Takie to skurwiele przebierańcy. Jak chcesz się opić to co 100 pięter jest knajpa, wszystko za darmo, podchodzisz i bierzesz. Szwedzki stół. My mamy blisko, bo schodami możesz przeskoczyć piętro do góry, i na wprost schodów masz knajpę. Mordownia straszna, leja się często. Dwa lata temu Mickiewiczowi tam dojebano, tęgo. Chopin kuflem zarobił od górali, a pijanemu Wyspiańskiemu Aureole ukradziono. Na aureole trzeba uważać, stracisz to masz przejebane. Do raportu idziesz. W każda niedzielę są organizowane wycieczki do innych Niebios, ja polecam Indonezje i Włochy, najlepsze panienki, lecą na Słowian jak cholera. AIDS nie złapiesz, więc stukasz na całego. Nie polecam wyjazdów do Niebios Arabskich, tacy sami pojebani jak na Ziemi, tu też maja Hamas i Hezbollah, złapią Cię i skrzydła z aureolą zajebią, a wtedy raport. Dużo znanych umarlaków możesz w podróżach poznać, od 1945 prawdziwym gwiazdorstwem cieszył się Hitler, od nas z Nieba Polskiego pojechało 30 milionów go oglądać, pecha miał jak poszedł do knajpy bodajże 10 lat temu. Grupka pijanych kolesi go przecweliła. Afera była na pół Nieba. Listy gratulacyjne nawet z Nieba Izraelskiego przychodziły. Kolesie do raportu poszli, a za Hitlerem do dzisiaj wszyscy Adolfina wołają. Potem w 1977, przyszedł Presley, to fani korytarz Amerykański zablokowali. Kilkaset milionów po autograf poleciało, pojebani. Tu jest tak, że możesz spotkać kogoś komu życie uprzykrzyłeś na Ziemi, rewanżyk gotowy. Ja zostałem w 37 powieszony za zabójstwo żony. Znalazła sobie jakiegoś gacha tutaj, z którym mieszka i ten gach mi dojebał. Nowiuśkie skrzydła mi połamał. Nie podałem go do raportu, żal mi chłopa. Z taka kurwą mieszka, że RAJ to dla niego piekło musi być. Sąsiad obok z pokoju to seryjny morderca z XVIII wieku. Boi się do knajpy chodzić, bo na niego polują. Już 200 lat na niego się sadzą, nawet raz mu wjazd do pokoju zrobili. Wszyscy do raportu poszli. Znanych w Naszym Niebie jest też masa, Królowie mieszkają na niższych piętrach, ale nie warto tam łazić. Czasami możesz ich w knajpach na 200, i 300 piętrze spotkać. Dzikusy. Zwłaszcza Kazimierz, pije sam przy stoliku i nie odzywa się do nikogo. Rozrywek też mamy pełno, w TV lecą wszystkie kanały ziemskie, nawet te XXX. W wypożyczalni masz wszystkie filmy jakie na ziemi nakręcono. Sport też jest tutaj szalenie popularny. Co 4 lata są Mistrzostwa Nieba w piłce nożnej. Najlepsi byli Brazylijczycy, do 58. Potem w wypadku zginęła ekipa Manchesteru Utd. i Anglicy mieli Mistrza przez 20 lat. W 88 piorun zabił na boisku 8 Zairczyków i teraz Zair to potęga niebiańska. Polacy też grają dobrze. Wpierw nas lali jak cholera wszyscy, ale odkąd doszedł Deyna to ćwierćfinały mamy na każdej imprezie. Mecz z Anglią oglądały 3 mld ludzi na stadionie, a przed telewizorami całe niebo. Przegraliśmy w karnych, Reyman bramki nie strzelił. Żarcie nam dają o każdej porze. Otwierasz lodówkę i zawsze jest pełna. Kible czyściutkie, prysznice też. Przyzwyczaisz się. No, ja idę na karty do sektora D. Wrócę wieczorem, drzwi się nie zamyka.
Marian polazł, a ja zacząłem myśleć. Myślenie nie było moja najmocniejszą stroną, więc poszedłem się załatwić. Nawet nie wiecie, jak niewygodnie sra się ze skrzydłami !!! Odpiąłem je w cholerę i postawiłem obok. Gdy spuszczałem wodę, zdarzyło się nieszczęście, schyliłem się żeby zobaczyć czy czysto zostawiłem, i aureola mi do klopa wpadła.
-Kurwa mać !
Poszedłem po jakiś przyrząd do wyłowienia, znalazłem wieszak od sukien i po chwili już suszyłem aureole w ręczniku Mariana. Co tu robić? Idę się rozglądnąć, po sektorze Krakowskim, skoczę do knajpy, może jakieś laseczki będą. Czas się przyzwyczajać. Może niedługo Joasia ze smutku za mną wykituje i dołączy? Fajnie by było.
Zapisałem sobie na kartce nr pokoju, żeby się nie zgubić i polazłem schodami do knajpy. Długo lazłem, co chwila spotykałem zawianych aniołów - znak, że dobrze idę.
Wreszcie mym oczom ukazała się knajpa - no, to jest knajpa!! Wielkości Maracany, stoliki 4 -osobowe, bar cały ze złota. Przyśpieszyłem kroku, wyminąłem grupkę najebanych w trupa aniołów śpiewających:
- NIECH ŻYJE NAM REZERWA !!!!
I już byłem przed ladą. Barmanem był Ogromny Anioł z wielkimi wąsami. Poprosiłem o setę i piwo, do żarcia wziąłem tatara i ogóreczki. Poszukałem wzrokiem miejsca, z którego mógłbym obserwować sale i siadłem przy stoliku oznaczonym nr 210. Koło mnie toczyła się zażarta kłótnia między kilkoma aniołami:
- Ty dupa jesteś nie Janosik !
- Ja nie jestem Janosik?!! Ty chuju zajebany... Jak ja ludzi prałem w Ojcowie, to ty jeszcze w worze u starego hulałeś...
Tak to okazało się, że Janosik faktycznie żył. Po piwku lać mi się zachciało, więc poszedłem do klopa. Pod drzwiami spał jakiś siwy Anioł, bez aureoli, pewnie mu zajebali. Kopłem go w biodro i mówię:
- Dziadziuś, wstawaj bo Ci bachora podrzucą
Mruknął coś i obrócił się na drugi bok. Twarz jakaś znajoma. Ale nie kojarzyłem skąd go mogę znać. W kiblu wszystkie ściany zapisane, nad moim pisuarem widniał napis: PONIATOWSKI PEDAŁ, POLSKĘ SPRZEDAŁ. Niżej było: CRACOVIA MISTRZ POLSKI 1927 he, he... dopisałem: III LIGA - A.D. 2001.
Jak wróciłem do stolika to Janosik już spał na stole, a jego kompan wylatywał właśnie z knajpy. Wpierw on, potem skrzydła. Powiedziałem barmanowi, ze jakiś dziadziuś śpi pod kiblem, można by go przenieść, bo drzwi tarasuje. Barman machnął ręką:
- To Bierut, pije już tak od 20 lat jak go żona z Sobieskim zostawiła. Aureole zostawia w barze i chleje na umór. Wziąłem jeszcze raz to samo i oglądałem aniołów. Przeważnie młode chłopaki, skrzydła u niektórych żółte od dymu z fajek, cwaniacko aureole na bok założone, kufle w łapach i dyskutują o czymś. Zastanawiałem się, czy swoich tu w Niebie nie poszukać, ale zdecydowałem, że jeszcze nie czas. Może później.
W drodze do pokoju wyrwałem fajną anielice, Marzena. Zmarła w dwa lata temu na raka. Śliczna dziewucha, umówiliśmy się na wieczór w knajpie. Mi się spać chciało, tyle emocji.... Obudziło mnie szarpanie i krzyk bladego jak prześcieradło Mariana:
- Wstawaj, coś ty narobił!! Wstawaj... chłopie coś ty wykręcił?!
Nie wiedziałem o co mu chodzi. Okazało się, że szuka mnie od godziny cała straż Niebiańska. Mają mnie doprowadzić do Głównego.... Przeraziłem się. Kurwa, za co? Za kopnięcie Bieruta ? A może za wyrwanie jakiejś szychy niebiańskiej ? Nie wiedziałem czy spieprzać do innego Nieba, czy poddać się. Po chwili było za późno, bo kilku blondynów wpadło do pokoju i pod ręce mnie wyprowadzili. Całą drogę nic nie mówili, wszystkie Anioły się za nami oglądały i coś szeptały. Pewnie myśleli, że do Raportu idę.
Po kilku godzinach jazdy (jechaliśmy jakimś łazikiem) dotarliśmy pod drzwi z napisem: DYREKCJA - GŁÓWNY SEKRETARIAT. Wprowadzono mnie do środka. Za biurkiem siedział mały chłop, z bokserskim nosem i grzywką ulizaną na lewy bok. Nad łbem mu hulała purpurowa aureola. A skrzydła miał błękitne. Ładnie to kolorystycznie wyglądało. Wskazał mi fotel, uśmiechnął się i poczęstował ćmikiem. Potem tak patrzył na mnie i powiedział do mikrofonu:
- Pani Zosiu, wprowadzić strażnika Rafała W.
Wlazł młody, przestraszony anioł. Nerwowo ugniatał palce i przestępował z nogi na nogę.
- No co tam, strażniku Rafale.. Popiło się na służbie?! Co?!! - zagrzmiał Główny.
- Ale.. ja...
- Jakie, kurwa mać, JA... Jakie ja ? Opiliście się i nie tego sprowadzili co potrzeba. Chłopak miał jeszcze długo żyć, a wy mu taki kawał wycinacie. Pokoje żeście pomylili. Ryszard miał żyć, a obok w pokoju już tydzień staruszek na gruźlicę umierał. I dalej umiera. Zdegraduję was!!! - grzmiał dalej Główny.
Ja sobie ćmika jarałem i zacząłem co nieco kapować. Rafał się opił i pomyliło mu się. Może mnie cofną na Ziemie...
- I co my z panem, panie Rysiu zrobimy ? - popatrzył na mnie po ojcowsku - Musimy pana cofnąć, chyba, że chce pan zostać...
Kurna, nie wiedziałem. Zostawać, czy iść na Ziemie. Tu jest chyba fajnie. Za kilkanaście lat może chłopaki z osiedla
dołączą, Polska gra w ćwierćfinałach, laski są świetne. ale znów na Ziemi, Lew, Joasia, chłopaki ze spirytusem, Polska w finałach, Legia mistrzem, Wisła z każdym prawie dostaje..., Mamusia mi gotuje...
- Wracam. I tak tu trafię z powrotem, więc nic nie tracę.
Główny odetchnął z ulgą. Musieliby dziadka uzdrawiać, żeby przeżył moje życie, a plan cudów już wykonali na ten rok. Pożegnałem się z Głównym, Rafałowi dałem w pysk, wziąłem paczkę szlugów i odprowadzono mnie do recepcji. Cherubin z lokami jak mnie zobaczył to mu szczena opadła. Anioły na mnie z zazdrością patrzyły, jak mnie wrzucają do tunelu, z którego wylatują co chwila kolejne dusze.
Błysło, hukło, jebło i znalazłem się znów w mym ciele. Spocony, ciężko oddychając leżałem na Joasi. Tak samo spoconej i ciężko oddychającej:
- Nie uwierzysz, Kochanie jaką miałam jazdę...
- Oooo, a jaką ja.... 

piątek, 06 czerwca 2008



'Bóg nam robi kawał, żeby nie było za nudno myśli sobie:

wszystko macie w porzo więc dopierdolę wam

egzystencjalne lęki żeby nie było że macie raj na ziemi'

/ Nahacz /

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5