Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
niedziela, 12 października 2008

 
   Czemu słonie tyle piją? Żeby zapomnieć. To trochę jak z tym facetem z jedną nogą dłuższą. Nie ważne jednak ile się zna kogoś, czasem już na początku wiadomo, że to ta osoba. Że z nią konie kraść i wie co znaczą te wszystkie dziwne wyrazy o które czasem się dopytuję... takie małe sprawdziany zbieżności kół zainteresowań i opon mózgowych. Niestety o dobrych znajomych coraz ciężej, a o 'zgraną paczkę' jeszcze ciężej - na taką paczkę zgraną od lat o wiele lat za późno... na spacerze po centrum i prawiestarówce byłem więc sam jeden. Czemu chodzę czasem na takie spacery? Żeby sobie przypomnieć. Bo ja mam bardzo dobrą pamięć, bo ja wszystko pamiętam kto, gdzie, czasem nawet i kiedy. I taki spacer przypomina mi, te wszystkie momenty które z jakiegoś powodu przychodzą na myśl, gdy mija się przystanek gdzie się pożegnało, kawiarnie gdzie się było, a nawet pub gdzie się piło, przejście dla pieszych gdzie się prawie przeszło na wprost tamten świat przez autobus, przystanek na którym wyczekało się nie jeden nocny...  i gdy dumnie kroczy się po Krakowskim Przedmieściu, Nowym Świecie i innych uliczkach gdzie już się było to wszystko wraca.  Do tego można oglądać turystów, ludzi, szczęśliwe pary, grupki znajomych udające się ku przygodzie....  słucha strzępków rozmów... I nagle wiadomo, czego ci brakuje... ale jak się tak idzie, słucha, to prawie jakby mieć życie. Może nie osobiste, ale miło wyjść i zdobyć pewność, co prawda nie siebie, ale całej reszty, że nie wszystko się zmieniło. Ludzie wyglądają  za każdym razem troszkę inaczej, rozmowy dotyczą troszkę innych tematów, jednak życie w ogólym tego słowa znaczneiu toczy się mniej więcej dalej.  
 
   Szkoda tylko, że dopiero teraz wiem, jak chciałbym spędzić studia. Trochę za to za późno, niestety - doświadczenie przychodzi po czasie. No ale cóż, nikt nie jest tak na prawdę studentem we własnym mieście.
 
  Drodzy fani, jeśli istniejecie - cieszcie się! Wracam na fali marudzenia, smęcenia. Będzie tego dużo, nie dla tego że jest jesień, a właśnie dla tego, że jest jesień.  Bo jesień to ulubiona pora i najwięcej daje do myślenia.
".. Ja tyle mówię o dogadywaniu się, bo chcę ci przypomnieć, że mieliśmy takie różne hasła,
taki szyfr, jaki miewają ludzie, którzy dużo czasu spędzili ze sobą.
Taka specjalna mowa ...Chłopak i dziewczyna, jeżeli się długo ze sobą zasiedzą, 
mają w sobie coś z kombatantów,którzy wspólnie przeszli ciężką kampanię.
Pamięta te kawały, pejzaże, cytaty ... 
Komu innemu trzeba trzy godziny opowiadać to, co się tobie mówi w jednym zdaniu.
Ty też musisz z tą swoją dziewczyną zaczynać od początku ...
Nie wiem, czy ci jest z tym dobrze, czy źle, ale też na pewno się mordujesz.
Dawniej na przykład, jeżeli się mówiło: "Był sobie taki facet, który miał jedną nogę krótszą",
to wiadomo było, że z drugiego końca pokoju ktoś odpowie: "Ale za to drugą miał dłuższą".
I było dobrze.
A teraz na przykład siedzisz z tą swoją dziewczyną i mówisz :
"Był sobie facet, który miał jedną nogę krótszą ..." 
A ona ci odpowie: "Biedny człowiek..." - Albo coś w tym rodzaju.
Straszne prawda ? "
(A. Osiecka)
 
poniedziałek, 06 października 2008

   Czyli mówiąc krótko obroniłem się. Od mniej więcej tygodnia sypiam lepiej, próbuję się ogarnąć, bo zacząłem nowe życie. Zostawiłem za sobą porządny bagaż.... pięć lat męki, upokorzeń, upodlenia, wycieńczenia , wstydu i mordęgi zostaje za mną... a jedyne co z tego mam to sześć literek i kropka.

 

   Jeśli uważacie, że obrona to tylko dwadzieścia minut wstydu i dyplom na całe życie, tudzież, że nie można się nie obronić, to jesteście w grubym błędzie. Rozminęliście się z prawdą jak stąd do krakowa z przesiadką w trójmieście. W komisji siedział facet, który uwalił pół piątego roku na ostatnim egzaminie. W komisji siedzieć miał do godziny dwunastej, od dwunastej drugi z najgorszych - ten co gnębił drugą specjalizację. Ja się broniłem o 12stej, więc pierwszy stwierdził, że w komisji zostanie, drugi za to był w niej od rana - więc wszyscy mieliśmy równo udeptane. Komisji przewodniczył kierwonik instytutu. Strict & proper i'd say. Pytania nie dotyczyły mojej pracy, mojej prezentacji nikt nie słuchał. Pytania były niezwykle ciekawe, jednak nie tak jak innych. W moim przypadku to była kwestia paru słów, które albo mnie pogrążą, albo nie. W przypadku innych, było gorzej.  Statystyka, harmonogramowanie zadań, wszystkie te szczegóły które na informatyce są raczej poboczne - to się czuje, a nie trzeba pamiętać wzorów i algorytmów na pamięć. Błąd. Było trzeba. Jeden gość z pracą na pięć obronę miał na dwa. Inni męczyli się po 30-40 minut. Protokolant gdy wyszedł stwierdził, że tak tak ciętej komisji w życiu nie widział. My stwierdziliśmy, że mamy przejebane. Trafili nam się happy three friends, sonderkomando instytutu.Z tego miejsca więc chciałbym podziękować wszystkim siłom nadprzyrodzonym i nie tylko, że doprowadziły do szczęśliwego finału. Wychodząc z obrony czułem się jakbym prawie wlazł pod pociąg. Co ja wam mogę powiedzieć? Obrony to nie przelewki... oraz "nie ma głupich pytań , są tylko dociekliwi idioci.".

 

   W międzyczasie miałem też slam, ale się nie popisałem.  Praca w godzinach 9-19 zabrała mi życie osobiste, więc będę pisał rzadziej. Po prostu, trudno pisać o czymś czego nie ma. Plus - chyba uczę się żonglować.

   Bardzo się staram w weekendy sobie odbić tydzień. Odespać. Zaplanować co i jak i w ogóle nie wiem ile to jeszcze potrwal. Piękna jesień, neh? Chciałbym w końcu iść do parku. Albo wyjechać w pizdu. W bieszczady. W las. Odpocząć. Zniknąć. Być cichym, odległym, offline.

czwartek, 18 września 2008

Jeżeli majowy weekend przesiedzieliście nad magisterką omijając wszelkie juwenalia i westiwale, tylko po to, żeby dowiedzieć się na koniec, że "pan poczeka, nie robi na ostatnią chwilę, napisze dobrze", po czym porzuciliście magisterkę na czas czerwcowy -a wszyscy akurat byli zajęci sesją i nie mieli czasu dla was jak wy w maju dla nich, i jeśli znaleźliście w końcu pracę, napisaliście magisterkę, wysłaliście ją do promotora... a on nic. To jeśli po dwóch tygodniach odezwał się w niedzielę, mówiąc , że do wtorku trzeba oddać pracę, a należy ją jeszcze stylistycznie poprawić przez polonistę, jeśli ma być  dobrze oceniona, a koleżanka się zgodziła....a  w poniedziałek rano po pracy dowiedzeliście się, że jednak tego nie sprawdzi, bo praca jest na temat niezrozumiały, a zaraz potem kolega powiedział, że tekstu nie ułoży, bo spać idzie, więc jeśli wtedy siedzieliście do piątej rano, a o północy odkryliście, że promotor sprawdził wam jakąś starą wersję magisterki, i jeśli o 9 rano już jechaliście na uczelnie, a tam załatwialiście co mogliście godzinami, tak, że okazało się, że trzeba będzie jeszcze raz jechać... i jeśli już wróciliście do pracy, zrobiliście nadgodziny do 19stej, a potem dotarliście ostatkiem sił do domu, wykręciliście do recenzenta, a ten powiedział wam, że pracy z uczelni nie odbierze, tylko prosze dać mu ją osobiście - to jeśli was jeszcze szlag nie trafił i jesteście w stanie rozmawiać, to możemy. Mamy wspólny temat.

 

 Już jest blisko obron, ale trochę jest do zrobienia. Dziś natomiast znalazłem na ulicy  początku ulicy 10 złotych, a na jej końcu jakieś dresowate coś mówi do mnie kolego .... a ja się z nim nie koleguję i moje rzeczy również. Za to nagle przez ulicę przechodzi jego drugi kolega, i mówi, coby dać spokój. To myślę sobie, że moe nie jest tak źle. Mimo wychodzenia z pracy o 19. Mimo przejść z przejściem na abonament, mimo braku czasu na życie, bloga, braku weny i parę innych braków.  A w okół znajomi się rozstają, a ja nie mam czasu na sprawy osobiste. Nawet marudzić czy coś.

Mam za to zupełnie nową perspektywę na hasło "Pieniądze albo życie." To nie groźba, to ostrzeżenie przed pracą.

piątek, 05 września 2008
J.Tuwim - Sprzeczka z żoną


Lojalnie mówię do żony:
"Małżonko, jestem wstawiony".

Odrzekła z pogardą: "Błazen!
Uważam, że jesteś pod gazem".

Mówię: "Przesady nie lubię.
Przysięgam ci, że mam w czubie".

Powiada: "Kłamiesz, kochany.
Twierdzę, że jesteś pijany".

Nie przeczę - mówię - żem hulał,
Lecz jam się tylko ululał".

Odrzekła: "Łżesz jak najęty.
Po prostu jesteś urżnięty".

"Ja - mówię - nic nie skłamałem;
Do prawdy, pałę zalałem".

"Kłamstwo - powiada - co krok!
Jesteś urżnięty w sztok".

"Oszczerstwo! - oświadczam z gestem
- Pijany jak bela jestem".

"Baranek - krzyczy - bez winy!
A kurzy mu się z czupryny".

Wyję: "Niech pani przestanie!
Ja jestem w nietrzeźwym stanie".

"Łżesz - mówi znów - jak najęty!
Trynknięty jesteś, trynknięty!"

"Nieprawda - ryknąłem na to
- Ja jestem pod dobrą datą!"

"Gadaj - powiada - do ściany,
Wiem dobrze: jesteś zalany!"

"Jędzo - szepnąłem - przestaniesz?
Ja - zryty jestem! Ty kłamiesz!"

Godzinę trwała ta sprzeczka,
Aż poszła na wódkę żoneczka.
A ja, by się nie dać ogłupić,
Także poszedłem się upić.
wtorek, 02 września 2008

Wracają slamy. Wraca temat magisterki, ja wracam do pracy po chorobie, ja mam dużo do powiedzenia. I klawiatura się psuje, ale to tylko wymówka, mam ich kilka. I bardzo się staram zebrać w sobie opisać co było, ale czasem za dużo mówi się o niczym, więc czemu jeszcze? Nie mam złego humoru, nie mam depresji, lubię jesień, piszę wiersze. Teksty piszę, na slam, same się piszą tak na prawdę. W notatniku mam ziarenka, pojedyncze wersy, a czasem nagle coś kiełkuje - jak teraz. Chociaż brzmi to strasznie ostro, to źle nie jest.

 

Jeśli sądzisz, że się ciebie nie boję - to się mylisz.
Ja po prostu... ja tu tylko stoję.
Stoję nad grobem i w dół patrzę.
Jak mnie dotkniesz - to mnie popchniesz.
Bo łatwo wypadam z siebie i w dół lecę.

I patrzą na mnie, spadająca gwiazda,
życzą sobie, żebym był mądry,
miły choć trochę i
światłoczuły. Jak błona,
pękam, krew się leje,
nie widzisz, że mnie ranisz?

Zabieraj ode mnie, te ostre słowa
z ostrych słów, tępy ból.
Głowy. Gadające głowy.
Szczęki. Jęki.

Jeszcze tylko chwilę.
Poczekaj. Wytrwaj.
Będzie lepiej.
Nie mówić.

 /RaV/

 

 i wiem, że w duchu mówisz właśnie - Kurwa, dobre, ale mocne.

 

niedziela, 31 sierpnia 2008

Trudno jest o tym pisać gdy nie działa klawisz '8'. Jednak należy z całą stanowczością to powiedzieć - mamy dziś dzień blogowania i to nie bez przyczyny. Blog wygląda podobnie do 3108. Przynajmniej tak się autorom wydawało i chwała im za to.

 

Tu mógłbym opisać  pięć blogów które polecam bo niedawno odkryłem, ale... zrobiłem już coś podobnego na RaV,inc.'u - któremu zresztą żyje się o wiele lepiej niż temu blogowi.  Tutaj powiem tylko - odkryłem ostatnio trochę komiksów, blogów szafiarskich i korporacyjnych, oraz całą plejadę stron które podglądam. Na razie jednak trudno powiedzieć mi coś  konretnego na ten temat, więc uczenie milczę.  A wy się cieszcie.

 

Blog Day 2008
niedziela, 10 sierpnia 2008

Najbliższy działający "RaV, incorporated" na bloxie, a nie na blogspocie.

 

RaV, incorporated.

piątek, 08 sierpnia 2008
 
Dyskretna klimatyzacja, czyli słoń śpi dzisiaj w domu.
poniedziałek, 04 sierpnia 2008

Rośnie konkurencja, ale jak w każdym porządnym przekręcie - wszystko jest ustawione. Ten drugi, niedługo równie popularny co ten, blog także należy bowiem do mnie. Założyłem go, aby dokumentować moją świetlaną karierę. Reszta narzekania - jak zwykle tutaj. Zaciekawionych zapraszam na :

RaV, Incorporated.