Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
wtorek, 21 października 2008

Nie bójmy się tego powiedzieć - my sobie z Quaero czasem ten tego. Rozmawiamy. I czytamy się. I nawet się udało kiedyś spotkać i sę porozmawiać. Więc czasem ona mi zrobi dobrze, czasem ja jej i sobie wzajemnie czytamy. Ona mi takie książki pożyczy, poleci, ja jej owakie i jakoś to leci, jakoś kręci się.

Nie wiem już nawet czy to przez jej wpis (użyła obrazka, który cenię nad wyraz i aż żal, że nie wykorzystam go tu), czy może w wyniku rozmowy -  w kazdym razie, sięgnąłem po książkę "Generacja P". W moim przypadku ma to szczególne znaczenie - bo ze mnie jest kreatura, znaczy czuję, że mam ochotę coś tworzyć. Czy to slamy, czy to blogi, czy może kiedyś coś więcej... jeśli miałbym wznosić jakieś pijackie okrzyki to zapewne "Jeeeezu , ale mi się pisać chce!".Nie chciałbym teraz popełnić tego błędu co ze studiami - studia potrafią obrzydzić ci twoje zaintersowania. Ledwo ze swoich wyszedłem obronną ręką. Dlatego też, copywriter to fajny zawód, dla tego staram się nim nie być. Slogany, hasła, te sprawy- fajna rzecz. Propaganda jest mi bliska, pewnie nawet gdyby nie było informatyki, nie z przyczyn poglądowych, ale zawodowych takie 30-50 lat temu robiłbym w tym fachu. Teraz jednak - nie. Nie chciałbym sobie obrzydzić frajdy pisania do ludów. Boję się, że pisanie na akord może zabrać całą wenę. O tak.

A o czym jest ta książka? Quaero zabrała najsmakowitsze cytaty, więc mogę powiedzieć krótko - o tym, że wyżej dupy nie podskoczysz. Pisać można fajnie, ale trzeba na temat, pod kogoś dla kogoś. Ze pisanie to wszystko. I nie wszystko. Wszystko to polityka, układziki, światem rządzi pieniądz, a żydzi i  masoni zostali wrobieni. Nowa Rosja, nowych Ruskich, przypomina trochę Rosję z Mistrza i Małgorzaty, tak i ta tutaj jest pełna absurdów i fantastycznych wydarzeń. Jest fajnie, wszyscy się bawimy, autor i czytelnicy - jednak stwierdzam, że z tego odrealnionego świata, wiele rzeczy jest jednak prawdziwych. Niesamowite barwne wytłumaczenia, dla zwyczajnych ciemnych sprawek.... a zamiast "Bóg, Honor, Ojczyzna" mamy "Media, handel, konsumpcja".

 

Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż wierzę, że sztukę reklamy, można odzielić od marketingu. Jak również, że mimo iż posiada niechlubne zastosowanie, to propaganda, czasem jednak jest majstersztykiem i trzeba umieć to docenić. Do komunizmu mi daleko, jednak jedno trzeba przyznać, dzięki niemu ludzie potrafili  - żyć dla brandu, ginąć za design.

 

 


 

 

niedziela, 12 października 2008

 
   Czemu słonie tyle piją? Żeby zapomnieć. To trochę jak z tym facetem z jedną nogą dłuższą. Nie ważne jednak ile się zna kogoś, czasem już na początku wiadomo, że to ta osoba. Że z nią konie kraść i wie co znaczą te wszystkie dziwne wyrazy o które czasem się dopytuję... takie małe sprawdziany zbieżności kół zainteresowań i opon mózgowych. Niestety o dobrych znajomych coraz ciężej, a o 'zgraną paczkę' jeszcze ciężej - na taką paczkę zgraną od lat o wiele lat za późno... na spacerze po centrum i prawiestarówce byłem więc sam jeden. Czemu chodzę czasem na takie spacery? Żeby sobie przypomnieć. Bo ja mam bardzo dobrą pamięć, bo ja wszystko pamiętam kto, gdzie, czasem nawet i kiedy. I taki spacer przypomina mi, te wszystkie momenty które z jakiegoś powodu przychodzą na myśl, gdy mija się przystanek gdzie się pożegnało, kawiarnie gdzie się było, a nawet pub gdzie się piło, przejście dla pieszych gdzie się prawie przeszło na wprost tamten świat przez autobus, przystanek na którym wyczekało się nie jeden nocny...  i gdy dumnie kroczy się po Krakowskim Przedmieściu, Nowym Świecie i innych uliczkach gdzie już się było to wszystko wraca.  Do tego można oglądać turystów, ludzi, szczęśliwe pary, grupki znajomych udające się ku przygodzie....  słucha strzępków rozmów... I nagle wiadomo, czego ci brakuje... ale jak się tak idzie, słucha, to prawie jakby mieć życie. Może nie osobiste, ale miło wyjść i zdobyć pewność, co prawda nie siebie, ale całej reszty, że nie wszystko się zmieniło. Ludzie wyglądają  za każdym razem troszkę inaczej, rozmowy dotyczą troszkę innych tematów, jednak życie w ogólym tego słowa znaczneiu toczy się mniej więcej dalej.  
 
   Szkoda tylko, że dopiero teraz wiem, jak chciałbym spędzić studia. Trochę za to za późno, niestety - doświadczenie przychodzi po czasie. No ale cóż, nikt nie jest tak na prawdę studentem we własnym mieście.
 
  Drodzy fani, jeśli istniejecie - cieszcie się! Wracam na fali marudzenia, smęcenia. Będzie tego dużo, nie dla tego że jest jesień, a właśnie dla tego, że jest jesień.  Bo jesień to ulubiona pora i najwięcej daje do myślenia.
".. Ja tyle mówię o dogadywaniu się, bo chcę ci przypomnieć, że mieliśmy takie różne hasła,
taki szyfr, jaki miewają ludzie, którzy dużo czasu spędzili ze sobą.
Taka specjalna mowa ...Chłopak i dziewczyna, jeżeli się długo ze sobą zasiedzą, 
mają w sobie coś z kombatantów,którzy wspólnie przeszli ciężką kampanię.
Pamięta te kawały, pejzaże, cytaty ... 
Komu innemu trzeba trzy godziny opowiadać to, co się tobie mówi w jednym zdaniu.
Ty też musisz z tą swoją dziewczyną zaczynać od początku ...
Nie wiem, czy ci jest z tym dobrze, czy źle, ale też na pewno się mordujesz.
Dawniej na przykład, jeżeli się mówiło: "Był sobie taki facet, który miał jedną nogę krótszą",
to wiadomo było, że z drugiego końca pokoju ktoś odpowie: "Ale za to drugą miał dłuższą".
I było dobrze.
A teraz na przykład siedzisz z tą swoją dziewczyną i mówisz :
"Był sobie facet, który miał jedną nogę krótszą ..." 
A ona ci odpowie: "Biedny człowiek..." - Albo coś w tym rodzaju.
Straszne prawda ? "
(A. Osiecka)
 
poniedziałek, 06 października 2008

   Czyli mówiąc krótko obroniłem się. Od mniej więcej tygodnia sypiam lepiej, próbuję się ogarnąć, bo zacząłem nowe życie. Zostawiłem za sobą porządny bagaż.... pięć lat męki, upokorzeń, upodlenia, wycieńczenia , wstydu i mordęgi zostaje za mną... a jedyne co z tego mam to sześć literek i kropka.

 

   Jeśli uważacie, że obrona to tylko dwadzieścia minut wstydu i dyplom na całe życie, tudzież, że nie można się nie obronić, to jesteście w grubym błędzie. Rozminęliście się z prawdą jak stąd do krakowa z przesiadką w trójmieście. W komisji siedział facet, który uwalił pół piątego roku na ostatnim egzaminie. W komisji siedzieć miał do godziny dwunastej, od dwunastej drugi z najgorszych - ten co gnębił drugą specjalizację. Ja się broniłem o 12stej, więc pierwszy stwierdził, że w komisji zostanie, drugi za to był w niej od rana - więc wszyscy mieliśmy równo udeptane. Komisji przewodniczył kierwonik instytutu. Strict & proper i'd say. Pytania nie dotyczyły mojej pracy, mojej prezentacji nikt nie słuchał. Pytania były niezwykle ciekawe, jednak nie tak jak innych. W moim przypadku to była kwestia paru słów, które albo mnie pogrążą, albo nie. W przypadku innych, było gorzej.  Statystyka, harmonogramowanie zadań, wszystkie te szczegóły które na informatyce są raczej poboczne - to się czuje, a nie trzeba pamiętać wzorów i algorytmów na pamięć. Błąd. Było trzeba. Jeden gość z pracą na pięć obronę miał na dwa. Inni męczyli się po 30-40 minut. Protokolant gdy wyszedł stwierdził, że tak tak ciętej komisji w życiu nie widział. My stwierdziliśmy, że mamy przejebane. Trafili nam się happy three friends, sonderkomando instytutu.Z tego miejsca więc chciałbym podziękować wszystkim siłom nadprzyrodzonym i nie tylko, że doprowadziły do szczęśliwego finału. Wychodząc z obrony czułem się jakbym prawie wlazł pod pociąg. Co ja wam mogę powiedzieć? Obrony to nie przelewki... oraz "nie ma głupich pytań , są tylko dociekliwi idioci.".

 

   W międzyczasie miałem też slam, ale się nie popisałem.  Praca w godzinach 9-19 zabrała mi życie osobiste, więc będę pisał rzadziej. Po prostu, trudno pisać o czymś czego nie ma. Plus - chyba uczę się żonglować.

   Bardzo się staram w weekendy sobie odbić tydzień. Odespać. Zaplanować co i jak i w ogóle nie wiem ile to jeszcze potrwal. Piękna jesień, neh? Chciałbym w końcu iść do parku. Albo wyjechać w pizdu. W bieszczady. W las. Odpocząć. Zniknąć. Być cichym, odległym, offline.