Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
poniedziałek, 30 października 2006

    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit. Suspendisse dui magna, dictum non, pulvinar vel, sodales a, velit. Vivamus in sapien in sapien posuere pulvinar. Nullam faucibus justo non felis semper blandit. Fusce dolor nisi, gravida sit amet, pharetra ut, condimentum eget, justo. Aenean aliquam. Nulla mi risus, suscipit at, fringilla non, dignissim ac, magna. Nulla facilisi. Nullam at velit porttitor odio interdum dignissim. Aliquam tempus libero. Aliquam sit amet tortor eget pede porttitor hendrerit. Nulla sed ipsum sed lacus blandit condimentum. Pellentesque pretium mauris et turpis. Nullam dignissim hendrerit nibh. Proin laoreet. Maecenas blandit sodales dui. In tortor erat, congue vel, tempor a, aliquam ac, nunc. Aliquam porttitor. Etiam non quam. In hac habitasse platea dictumst.

    Nullam mi tortor, tristique ut, tristique a, posuere at, orci. Nunc arcu. Proin eleifend, tortor sit amet sodales egestas, turpis turpis pharetra est, vitae sollicitudin mauris nulla blandit odio. Ut tristique, massa ac euismod sagittis, velit erat luctus ipsum, sed pellentesque turpis sapien in libero. Vestibulum ante ipsum primis in faucibus orci luctus et ultrices posuere cubilia Curae; Nam non leo. Vivamus egestas nibh eget eros. Sed elementum nisl sit amet metus. Aliquam dui. Vivamus nonummy. Quisque accumsan lobortis ligula.

    Quisque ante. Maecenas fringilla sem sed orci. Integer sollicitudin bibendum nunc. Maecenas semper. Fusce cursus sollicitudin elit. Fusce venenatis diam eget turpis. Integer adipiscing, sem quis porta posuere, augue justo pellentesque lorem, et nonummy est nunc eget ipsum. Nam tortor nulla, lacinia non, tempus sed, convallis eu, nulla. Pellentesque mattis sem sit amet augue. Nulla tempus tempor quam. Vivamus egestas quam eu lectus. Fusce a metus. Proin purus lorem, iaculis eu, tincidunt in, tristique sed, justo. Nullam bibendum commodo lacus. Cras eros libero, varius a, rutrum a, sollicitudin ac, magna. Mauris a ligula vitae neque pharetra auctor. Praesent accumsan iaculis justo.

    Nunc et tellus at libero dapibus feugiat. Pellentesque imperdiet lobortis nibh. Pellentesque gravida. Praesent scelerisque iaculis libero. Praesent laoreet egestas elit. Pellentesque bibendum elit a lectus. Nunc pellentesque feugiat ipsum. Pellentesque quam dui, dignissim ut, dictum nec, commodo in, purus. Sed tortor lectus, consectetuer sit amet, ornare id, sollicitudin ut, urna. Fusce sed sapien.

    Nulla vel ipsum nec est dictum rutrum. Nulla viverra orci vitae arcu. Ut mauris. Sed quam. Suspendisse egestas metus ut nunc. Cras semper aliquam elit. Sed feugiat augue et est commodo dictum. Integer condimentum, tortor ac congue mattis, ligula purus tempus dui, vitae ultricies libero ante vel neque. Donec bibendum velit eu libero. Vestibulum consequat, arcu a ullamcorper faucibus, urna augue cursus elit, consectetuer mollis lorem velit quis augue. In euismod. Phasellus nonummy sapien eget magna.

niedziela, 22 października 2006

stare lalki

leniwe boginki bezwładu

nie proszą o nic

ale zanoszą stanowczo

żądanie

swobody ruchu

 

modla się

o sprężynkę

piątek, 20 października 2006
Są na tym świecie rzeczy,
o których nie śniło się nawet największym filozofom.



"pan roztworzy niebo
i pośle na ziemię nieprzebrane zastępy
gumowych kaczuszek"



poniedziałek, 16 października 2006
Od paru dni-tygodni (a realnie to wielu miesięcy bądź paru lat) weny twórczej brak i trochę mi się wszystko  ostatnimi dniami pod górę układa. Nawet weekendu nie potrafię spędzić normalnie,zwyczajnie... co gorsza nawet nie ma oczym opowiadać. Jako, że z dykcją u mnie marnie, i gdy tylko sie do nieznajomej bądź znajomych odezwę raczej patrzą niż się wsłuchują, czas potrenować.

Andrzej Waligórski

Ballada ćwiczebna na tempo i dykcje

Pewien optyk mieszkał z synem
A ten syn był synoptykiem
I ten syn miał konkubinę
Ożenioną z pewnym prykiem
Pryk okazem był sceptyka
Jak po cichu mawiał optyk
A pryk mawiał do optyka,
Że sceptykiem jest synoptyk

Raz objadłszy się papryką
Poszedł w miasto syn z patykiem
I rzuciwszy synoptykę
Zajął się wyłącznie prykiem
Wtedy dwaj posterunkowi
Przyskrzynili syna za to
I donieśli optykowi
„Syn synoptyk tkwi za kratą”

Biedny optyk chcąc być z synkiem
Nie rozmyślał ani szczypty
Tylko ją się skradać rynkiem
By z muzeum ukraść tryptyk
Lecz gdy tryptyk kładł do kosza
I czas trwonił przy tryptyku
Nagle słyszy głos kustosza:
„Tryptyk kradniesz ty optyku”

Prokurator rozgryzł problem
Bez sięgania do detali
Złapał skobel i tym skoblem
Zamknął wszystkich w dużej sali
Siedzi optyk razem z prykiem
Konkubina i synoptyk
Oraz kustosz wraz z tryptykiem
Tym co go chciał ukraść optyk

Wprawdzie kupy się nie trzyma
Przedstawiona tutaj fikcja
I puenty wcale nie ma
Ale za to
Jak bogato
Się przedstawia moja dykcja
poniedziałek, 09 października 2006
    " W istocie wystarczy zwrócić uwagę na którąś - a natychmiast spotyka się to uporczywe, lepkie spojrzenie, które nas zmraża rozkoszną pewnością. Nawet dziewczęta szkolne noszą tu w pewien charakterystyczny sposób kokardy, stawiają swoistą manierą smukłe nogi i mają tę nieczystą skazę w spojrzeniu, w której leży preformowane przyszłe zepsucie." /Sklepy Cynamonowe/


Znajomi, przyjaciele, intuicja, przeczucie.
Życie byłoby prostsze gdybym któregoś z nich posłuchał.
A tak to , pozostaje niesmak. Nauka na błędach jest najskuteczniejsza,
bo strasznie trudno się je zapomina.

czwartek, 05 października 2006
    To nie jest żaden ambitny wpis i nie jest to nic nowego... ale do tej pory nie opisywałem planu dnia. Plan był prosty - pojechać , mieć zajęcia , wrócić. Okazuje się jednak, że komplikacje są zawsze możliwe.
    Na przystanku niczym diabeł z pudełka wyskoczył na mnie znajomy. Oświadczając zacieszony w pełni, opalony po wyjeździe, że oprócz opalenizny to jeszcze sobie dziewczyne przywiózł. No mniej więcej, po prostu jak wyjeżdzała to była wolna jak pieprzony koliber, a potem sie spotkali. W sumie niech chłopak ma - jakoś kiepsko znosił bycie samojeden. Zdziwienie raczej spowodowane było tym, że jak w śmierć i podatki, to również wierzyłem, że prędzej to moja kolej się parować, niż jego. Ale cóż... są gusta i bezguściki.

    Uczelnia powitała mnie klasycznie. Panie z dziekanatu, mając dziś dzień świętego Bezstudenta, wywaliły mnie z dziekanatu - ledwo tylko udało mi się dowiedzieć w jakiej grupie jestem. Plany są, grupy są, studenci są. Po co im wiedzieć w której grupie, jeszcze poczują się pewnie,albo co gorsza przyjdą na właściwe zajęcia.
    Pierwszy wykład skończył się półgodziny przed czasem, ale to dla tego że zaczął tak na prawde z dziesięć minut po. Nie było kluczy do szafki. Niczego nowego się nie dowiedziałem, za to wcześniej skończyłem. Tym sposobem pozostałą godzinę czasu trzeba było jakoś zabezpieczyć. Spacer do piekarni- bo bufet i automaty puste - studenci zaskoczyli uczelnię, leniwie w deszczu noga za nogą i powrotnie dziab za dziabem chleba wypełniły dużoczasu i brzuch.
Kolejne zajęcia przyjeły rytm - gościa nie ma - jest z jakimś gościem gada, nudzi , dzwoni telefon, wychodzi,przerwa- wychodzą pierwsi ludzie, wraca , dzwoni telefon, wychodzi, w drzwiach pojawia się wykładowca inny, wykładowca domyślny wychodzi, robi przerwe. wychodzi prawie każdy. Zdziwony pozostałej dziesiątce, wykład skraca o godzinę, przeskakując slajdy, powtarza z nami to co było już na innym przedmiocie.

    To nic, że mógłbym pojechać do pracy. To nic, że od 13 do 18 marnowałem czas i niczego się nie nauczyłem. Czemu? Bo tak jest k*wa zawsze i człowiek się już przyzwyczaił i straci jeszcze dużo czasu. Tylko po to,żeby to co mógł robić w domu i nie marnować czasu na dojazdy, zrobił na uczelni opalany nad kagankiem oświaty. Polska tortura uczelnią wyższą.

    Syndrom pierwszej strony nie wystąpił. Już nawet nie staram się prowadzić szczególnie zeszytów. Teraz tylko nowym piórem starałem się pisać. Skończyło się jak zwykle... zeszyt zaczęły wypełniać rysunki,komentarze. Za dużo w panu artysty herr RaV. Artysty od dość zabawnych studiów. Parafrazując Gibsona.


"You are too much the artiste, Herr Case"
Ratz grunted; the sound served him as laughter. He scratched his overhang of white-shirted belly with the pink claw.
"You are the artiste of the slightly funny deal."


COMMERCIALS !!!
I pomyśleć , że w tym czasie mógłbym być na warsztatach bębniarskich i dla odmiany czegoś się nauczyć. Jedynym wyrównaniem dnia był Latający Cyrk Monty Pythona.


ANKIETA
Ja, zdrowy na umyśle, uważam, że :

A) autor się starzeje, ale nie powinien zamieszczać tego dowodów.
B) pisanie opisu dnia, to najgorsze co mogło spotkać ten log.
C) mimo wszystko, wykształca się jakiś warsztat i wpis daje radę.
wtorek, 03 października 2006
    Każdy chyba zadał sobie pytanie, lub zostało mu zadane, a co za tym idzie - i tak musiał sobie odpowiedzieć. "Co robiłbym/Kim byłbym gdybym urodził się 100,200,300 lat temu?" , "Kim byłem w poprzednim wcieleniu?".
    Zastanawialiście się kiedyś, że skoro mowa o wcieleniach - to w dużej mierze łączy się to z hinduizm i kolejnymi inkarnacjami? W hinduiźmie jeśli ktoś żył źle, w następnym wcieleniu był wcieleniem "niższym" , zwierzęciem, a później rośliną, czy innym kamieniem. I teraz pytanie... czemu nikt nie twierdzi, że w poprzednim wcieleniu był zwierzęciem,chłopem - czemu sami rycerze, artyści, władcy i wodzowie? Czemu każdy gdyby był urodzony 100,200,300 lat temu należałby do kwiatu epoki? Próżność ? Wiara we własne dobro , wyjątkowość?
    Podobno prawo do narzekania mają wygrani. Dali radę, więc wiedzą o czym mówią. Ja nie mogę marudzić na swoje czasy,bo wiem co realistyczne spojrzenie mi podpowiada. Gdybym żył 100,200,300 lat temu , zapewne byłbym dzieckiem które w wieku lat 4 umarło na zapalenie płuc.
Wpis powstał rok temu. Jeszcze nie miałem loga. Wciąż jest jednak aktualny.



SCENKA:
za chwile rozpocznie sie wyscig szczurow,zblizamy sie do linii startu.
prosze panstwa, oto jeden z zawodnikow.
-"jak pana odczucia co do wyscigu?"
-"ja nie chce."


karuzela zaraz zacznie sie krecic,a dzieci juz rzygaja - jednym slowem, zaczyna sie uczelnia.
    Wystarczy dodać weekend. Cytując Jip'a z Human Traffic "I've got 48 hours off from the world man." Co z tego, że przez praktyki zamierzałem pisać "książeczkę praktykanta", dni był albo męczące albo identyczne- nie dałoby się tam przemycić humoru, nawet gdybym poćwiartował klauna , ułożył w 20 równych kupek i pakował do każdego odcinka jedną razdziennie. Co z tego, że później była sesja. Na nic nie miałem czasu i siły. Finiszując uwaliłem egzamin, wywołując zapewne dziwne uczucia u wykładowcy gdy z maniakalnym uśmiechem i świadomością , że wreszczie pójdę spać -bo to już koniec, pobierałem wpis do karty i indeksu.

    I przez ten jeden weekend miałem wakacje. Zdążyłem lekko zarwać noc, spać do 15, pojechać do Włoch [pod Warszawą, ale nie niestety], pograć na bębnie, wypić ze znajomymi piwo, nudzić się bez znajomych, być zły na jedną taką, spacerować, paść ofiarą deszczu, obejrzeć serial, wynudzić się, posiedzieć sam w mieszkaniu,posiedzieć samotnie w mieszkaniu, pogadać godzinę przez telefon z dawno nie widzianą mi osobą, popaść w czarny humor, w biały humor , przelatując w międzyczasie całą gamę innych kolorów z roześmianą mordą i błyskiem w oku.
W ostatnie dwa dni zrobiłem dla siebie więcej niż przez ostatnie trzy miesiące...i jeśli ktoś chciałby zobaczyć mnie uśmiechniętego, może nawet szczęśliwego - dziś miał okazję. Naprawdę warto, bo to rzadki okaz.

    A teraz zaczyna się uczelnia, a tam nie skończy się nigdy bałagan. "WAT. Zajęcia tak trudne, że nawet nie możesz znaleść sali." Teraz zacznie się przygoda, to opowiadanie z dziekanem, było trochę prawdziwe - w środę miały być plany. W czwartek, w dziekanacie, słyszałem jak planista wymyślał dopiero nazwy grup. Bo teraz wszystko się zmienia, nowa lepsza jakość, teraz będzie jeszcze piękniej, normalniej ,a jesień będzie złota. I uwierzyłbym, gdyby nie "Hmmm. To oni będą mieli łączone. To sie tak nie da. To ja zrobię dwie nieistniejące grupy, a oni sobie będą sprawdzać." A na WAT jest jeszcze dwóch takich co nazywają się jak ja.... więc maile z hasłem do e-dziekanatu, idą .... ale nie na moją skrzynkę. Nowa. Lepsza. Jakoś.

    Teraz tylko można czekać moich przemyśleń z tego roku co mija, z tego roku studiów co minął, z tego roku studiów ...bo jesień. Jesień ma tą fatalną cechę, że skłania wszystkich ludzi do przemyśleń. Bo niby skąd depresje? Bo w końcu pytamy się siebie...Czym jest to wszystko co mnie otacza,kiedy spotka się drugą połowę, jak się nazywa moje pokolenie, co dobre co złe i co się bardziej opłaca, oraz nieschodzące ze szczytu listy "co ja kurwa zrobiłem ze swoim życiem?". Tak to niestety już jest.
     Jesienią rycerze przyjeżdzają w zardzewiałych zbrojach, zasmarkane księżniczki mają mokre suknie i ubłocone gumiaki,a smoki jakieś takie przygasłe stoją na deszczu.