Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
czwartek, 18 września 2008

Jeżeli majowy weekend przesiedzieliście nad magisterką omijając wszelkie juwenalia i westiwale, tylko po to, żeby dowiedzieć się na koniec, że "pan poczeka, nie robi na ostatnią chwilę, napisze dobrze", po czym porzuciliście magisterkę na czas czerwcowy -a wszyscy akurat byli zajęci sesją i nie mieli czasu dla was jak wy w maju dla nich, i jeśli znaleźliście w końcu pracę, napisaliście magisterkę, wysłaliście ją do promotora... a on nic. To jeśli po dwóch tygodniach odezwał się w niedzielę, mówiąc , że do wtorku trzeba oddać pracę, a należy ją jeszcze stylistycznie poprawić przez polonistę, jeśli ma być  dobrze oceniona, a koleżanka się zgodziła....a  w poniedziałek rano po pracy dowiedzeliście się, że jednak tego nie sprawdzi, bo praca jest na temat niezrozumiały, a zaraz potem kolega powiedział, że tekstu nie ułoży, bo spać idzie, więc jeśli wtedy siedzieliście do piątej rano, a o północy odkryliście, że promotor sprawdził wam jakąś starą wersję magisterki, i jeśli o 9 rano już jechaliście na uczelnie, a tam załatwialiście co mogliście godzinami, tak, że okazało się, że trzeba będzie jeszcze raz jechać... i jeśli już wróciliście do pracy, zrobiliście nadgodziny do 19stej, a potem dotarliście ostatkiem sił do domu, wykręciliście do recenzenta, a ten powiedział wam, że pracy z uczelni nie odbierze, tylko prosze dać mu ją osobiście - to jeśli was jeszcze szlag nie trafił i jesteście w stanie rozmawiać, to możemy. Mamy wspólny temat.

 

 Już jest blisko obron, ale trochę jest do zrobienia. Dziś natomiast znalazłem na ulicy  początku ulicy 10 złotych, a na jej końcu jakieś dresowate coś mówi do mnie kolego .... a ja się z nim nie koleguję i moje rzeczy również. Za to nagle przez ulicę przechodzi jego drugi kolega, i mówi, coby dać spokój. To myślę sobie, że moe nie jest tak źle. Mimo wychodzenia z pracy o 19. Mimo przejść z przejściem na abonament, mimo braku czasu na życie, bloga, braku weny i parę innych braków.  A w okół znajomi się rozstają, a ja nie mam czasu na sprawy osobiste. Nawet marudzić czy coś.

Mam za to zupełnie nową perspektywę na hasło "Pieniądze albo życie." To nie groźba, to ostrzeżenie przed pracą.

piątek, 05 września 2008
J.Tuwim - Sprzeczka z żoną


Lojalnie mówię do żony:
"Małżonko, jestem wstawiony".

Odrzekła z pogardą: "Błazen!
Uważam, że jesteś pod gazem".

Mówię: "Przesady nie lubię.
Przysięgam ci, że mam w czubie".

Powiada: "Kłamiesz, kochany.
Twierdzę, że jesteś pijany".

Nie przeczę - mówię - żem hulał,
Lecz jam się tylko ululał".

Odrzekła: "Łżesz jak najęty.
Po prostu jesteś urżnięty".

"Ja - mówię - nic nie skłamałem;
Do prawdy, pałę zalałem".

"Kłamstwo - powiada - co krok!
Jesteś urżnięty w sztok".

"Oszczerstwo! - oświadczam z gestem
- Pijany jak bela jestem".

"Baranek - krzyczy - bez winy!
A kurzy mu się z czupryny".

Wyję: "Niech pani przestanie!
Ja jestem w nietrzeźwym stanie".

"Łżesz - mówi znów - jak najęty!
Trynknięty jesteś, trynknięty!"

"Nieprawda - ryknąłem na to
- Ja jestem pod dobrą datą!"

"Gadaj - powiada - do ściany,
Wiem dobrze: jesteś zalany!"

"Jędzo - szepnąłem - przestaniesz?
Ja - zryty jestem! Ty kłamiesz!"

Godzinę trwała ta sprzeczka,
Aż poszła na wódkę żoneczka.
A ja, by się nie dać ogłupić,
Także poszedłem się upić.
wtorek, 02 września 2008

Wracają slamy. Wraca temat magisterki, ja wracam do pracy po chorobie, ja mam dużo do powiedzenia. I klawiatura się psuje, ale to tylko wymówka, mam ich kilka. I bardzo się staram zebrać w sobie opisać co było, ale czasem za dużo mówi się o niczym, więc czemu jeszcze? Nie mam złego humoru, nie mam depresji, lubię jesień, piszę wiersze. Teksty piszę, na slam, same się piszą tak na prawdę. W notatniku mam ziarenka, pojedyncze wersy, a czasem nagle coś kiełkuje - jak teraz. Chociaż brzmi to strasznie ostro, to źle nie jest.

 

Jeśli sądzisz, że się ciebie nie boję - to się mylisz.
Ja po prostu... ja tu tylko stoję.
Stoję nad grobem i w dół patrzę.
Jak mnie dotkniesz - to mnie popchniesz.
Bo łatwo wypadam z siebie i w dół lecę.

I patrzą na mnie, spadająca gwiazda,
życzą sobie, żebym był mądry,
miły choć trochę i
światłoczuły. Jak błona,
pękam, krew się leje,
nie widzisz, że mnie ranisz?

Zabieraj ode mnie, te ostre słowa
z ostrych słów, tępy ból.
Głowy. Gadające głowy.
Szczęki. Jęki.

Jeszcze tylko chwilę.
Poczekaj. Wytrwaj.
Będzie lepiej.
Nie mówić.

 /RaV/

 

 i wiem, że w duchu mówisz właśnie - Kurwa, dobre, ale mocne.