Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
poniedziałek, 25 września 2006

leża dwa pawie na chodniku. jeden zagaduje drugiego:
- coś ty taki smutny?
- dziewczyna mnie rzuciła...
sobota, 23 września 2006
"Inni zawsze wiedzą, co
Jak, dlaczego, gdzie i kto?
Komu wziąć, a komu dać
A ja nigdy, kurwa mać
A już nie daj Boże, gdy
Jakaś się spodoba mi
Zamiast brać bez zbędnych słów
Plączę i się kończę znów"

Staszek Staszewski
piątek, 22 września 2006
Tańce, hulanki, swawole , Sesja, więc co tu dużo mówić. Się uczę, a z indeksami trzeba też polatać. Padło, że będę musiał odebrać indeksy z dziekanatu i zanieść do Hajdosa, a przy okazji dać do zrozumienia o tym dziś grupie. I można to zrobić dobrze, źle i po mojemu. No więc wystosowałem list.

"rav, w garniaku wypada od hoffmana, przez plonacy korytarz, biegnie do
dziekanatu. tam ostatkiem sil laduje sie do srodka , zgarnia do wora
indeksy i pod ostrzalem wroga przeczolguje sie przez teren watu ,
nastepnie przez wynajetego tubylca zostaje doprowadzony do Hajdosa,
ktory poprzez siatke lacznikow i przelacznikow dostarcza je o
ustalonej godzinie steczowi , ktory pije herbate , wszystko ma w dupie
i kaze mu przyjsc jutro . hajdos opyla indeksy na czarnym rynku i
wszyscy wyjezdzaja za zarobiona kase do meksyku."

a tam mi jeden ze "Rafal, spoko, wszyscy miewamy lepsze i gorsze dni....;)"

Po prostu podli podli. Nikt nie doceni resztek humoru w obliczu egzaminu na który się nic nie umie....znaczy się nie pamięta.

A poza tym - wygrałem w dużego lotka 16 złotych , przejechałem autobusem pod bramę UW, spotkałem polonistkę z liceum, już w autobusie, na mieście natomiast zobaczyłem cud natury, niestety ostentacyjnie przebywał z samcem jakimś w kawiarnii... [wszelkie śliczne brunetki w zielonych koszulach będące w godzinach 17-18 w kawiarni na nowym świecie proszone o szybki kontakt w pilnej sprawie filatelistycznej. Otóż okazało się, że nie mam w domu kolekcji znaczków do pokazania, więc będziemy się ze sobą rozmawiać.] a na sam koniec odkryłem, że jutro dzień bez samochodu , więc autobus nie jeździ jak trzeba. Proste. Boję się, że naprawdę przyjdę na egzamin.

A na samym początku tygodnia , napisałem egzamin u osoby , której z wykładu wyszedłem i miałem od tego czasu specjalne względy... ale o tym następnym razem. Bo to dłuższa historia.
czwartek, 21 września 2006
"Nie dorosłem do swych lat
Masz mnie za nic, dobrześ zgadł
Jak tak można? - pytam was
Tyle lat marnować czas
Nauczyłem w życiu się
Paru rzeczy - wszystkich źle
Ale moją dróżką idź
Gdy się już nie daje żyć"

Staszek Staszewski
niedziela, 17 września 2006
Na codzień mijam przejaw zagospodarowania zasobem ludzkim. Przy szkole , oprócz tradycyjnego ludka z lizolem,co pilnuje przejścia, dołączyła dla niego strażniczka miejska. Stoi sobie biedaczyna i pilnuje coby dzieci przechodził ładnie przez ulicę. Nawet babcię co próbowała przebiec w miejscu niedozwolonym dorwała i beret jej zmyła, ale to nie wszystko. Ostatnio na mieście dzieją się większe cuda, dziwy. Otóż na nowym świecie , rondzie palmy i przedsmyczu jednego dnia widziałem desant policjantek. W ciągu 15 minut minąłem chyba z 6-7 parek skrzętnie tuptających, bądź notujących co popadnie. I już chciałem podejść spytać się, co tam notują w tych kajecikach i wtedy do mnie dotarło - przecież policjantka - też kobieta. Pewnie wymieniają się przepisami.

    Dziennikarka skierowana do biura w Jerozolimie zajmuje mieszkanie z oknami skierowanymi na historyczna Sciane Placzu. Kazdego dnia, kiedy spoglada przez okno, widzi starego Zyda Moska z broda energicznie sie modlacego. Poniewaz z pewnoscia jest on dobrym tematem na wywiad, dziennikarka udaje sie w poblize sciany i przedstawia sie Moskowi.
Zadaje pytanie:
- Przychodzi pan kazdego dnia do sciany, od jak dawna pan to robi i o co sie modli?
Mezczyzna odpowiada:
- Przychodze tutaj, by sie modlic kazdego dnia od 25 lat. Rano modle sie za pokoj na swiecie i za braterstwo ludzi. Ide do domu, pije filizanke herbaty, wracam i modle sie o wyeliminowanie chorob i zaraz z ziemi. I o to, co bardzo, bardzo wazne, modle sie o pokoj i zrozumienie miedzy Izraelczykami i Palestynczykami. Dziennikarka jest pod ogromnym wrazeniem.
- I jak pan czuje sie z tym, ze przychodzi tutaj kazdego dnia przez 25 lat i modli sie za te wspaniale rzeczy? - pyta.
Starszy mezczyzna odpowiada spokojnie:
- Jakbym kurwa mowil do sciany...

Mały, mokry ptaszek za oknem, a tu zima, słota. Żal mi się go zrobiło,
uchyliłem okno...
- Strrrasznie jest ptaszkom na świecie! - odzywa się ptaszek. - Wy ludzie
jesteście okropni, sami w cieple a my giniemy! Nic do jedzenia, zimno, a
jeszcze kamieniami rzucacie, kotami szczujecie! Okrutni! Okrutni, źli
okrutnicy! Wstydźcie się...
Żal mi się ptaszka zrobiło. Myślę - ja? Okrutny? Nieczuły? W życiu! Pomogę!
Otworzyłem szerzej okno.
- Wejdź, głodny jesteś? Lubisz jajecznicę?


Konserwatorium im Witolda Lutosławskiego w Krakowie. Po korytarzu, w
przerwie między zajęciami spaceruje dwóch studentów:
- Ale miałem wczoraj traumatyczne przeżycie - mówi jeden
- Co się stało?
- Byłem świadkiem samobójstwa. Jakiś facet skoczył z dachu wieżowca wprost
pod moje nogi.
- Jezu! A jaki był motyw?
- Żadnego motywu nie było. W całkowitej ciszy o ziemię jebnął.
sobota, 16 września 2006
Dzwonek do drzwi, facet otwiera, a tam tłusty babsztyl w fioletowej bluzce, jasnozielonej spódniczce mini ze skaju, kozakach bahama-yellow, z kudłami ufarbowanymi na kolor pomarańczowy sygnalizacyjny i chupa-chuppsem w umalowanej na wrzosowo paszczy.
- A pani to kto?!
- Twoja śmierć!
- Boooże, taka absurdalna śmierć!
czwartek, 14 września 2006
       Jutro kończę pracy. Od jutra również inny człowiek z projektu kończy pracę, jeszcze inny przejmuje bo zupełnie , ale to zupełnie inny idzie na urlop. Przesuwali mu go już dwa razy. Jakiś czas temu jeden zrezygnował, bo musiał pisać magisterkę. Architekt natomiast powiesił taśmę z dniami i codziennie odcina dni do urlopu. I z rozmów międzyzajęciowych mogę zacytować tylko jedno.

"ponoć najpiękniejsze wakacje są w listopadzie"
środa, 13 września 2006
"- Szczęście dla wszystkich ! ... Za darmo!... Ile kto zapragnie!... Chodźcie tu wszyscy!... Starczy dla wszystkich!... Nikt nie odejdzie pokrzywdzony!.. Za darmo ! ... Szczęście ! ... Za darmo !..."


Z "Piknik na skraju drogi" Strugackich


Patrzę wokół i widzę, że większości znajomych, jak nie wszystkim - sprawy idą do przodu, układa się i co tu mówić dużo- w ogólnym rozrachunku - dają radę. Wśród znajomych, więcej mam ślubów niż czarnych pochodów, na moich oczach rodzą się nowe znajomości, miłości, prace, decyzje życiowe. I gdybym był czarnym murzynem z wielką trąbką, pomyślałbym sobie, jaki cudowny świat. Sam natomiast powoli tracę nadzieję, po tych wakacjach , przed tą sesją , w tej pracy- wrak człowieka. Chyba zderzenie z rzeczywistością było na tyle mocne, że wielkie idee, wyleciały mi z głowy , znaczenie ze słów, i pasażerki z serca. Jest jesień, a jak co jesień wpadam w melancholię. To nie to , że dół. To raczej podziwianie świata jak to wokoło pięknie i myślenie, że mogłoby być jeszcze lepiej. Teraz, chyba mam już mniejsze wymagania. Ucieszyłaby mnie garść krówek, gorąca herbata i miły wieczór bez myślenia o poranku.


Oficjalnie - starzeję się i powoli myślę o przeniesieniu wszystkich wylewności na innego bloga. O ile ktoś mnie wcześniej nie dobije, patrząc jak się męczę.


Jednym słowem - to nie depresja, to pogodna rezygnacja.

wtorek, 12 września 2006
Syn pyta ojca:
- Tato, czy ty mnie kochasz?
- Tak - opowiada ojciec.
- A siostrę kochasz?
- Tak.
- Tato, a mamę kochasz?
- Synku, tata was wszystkich kocha: i ciebie, i siostrę, i mamę, i wypić, i
zapalić, wszystkich!
 
1 , 2