Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
piątek, 31 sierpnia 2007
czwartek, 30 sierpnia 2007

Dawno dawno temu , lecz nie dalej jak na granicy świadomości - byłem sobie na studiach. Przez te dwa miesiące, od kiedy mam przerwę na praktyki, śpię spokojnie, ręce się nie trzęsą z nerwów, znikła chęć mordu - ogólnie rzecz biorąc, w stosunku do ostatnich czterech lat - jest mi nadwyraz nienormalnie. Momentami nawet wraca chęć do życia i nie krzyczę po nocach. Coby ukrócić powyższy przesadyzm, przechodzę do meritum.

Nie ważne jak się w życiu układa - układa się warstwami. Metoda warstwowa jest bardzo dobrze znana i podobno skuteczna ( dobrobyt w kraju również można zaprowadzić metodą warstwową. warstwa piachu warstwa komunistów , warstwa piachu i tak do wyczerpania piachu) .

Uogólniona teoria życia RaVa mówi, że jak się sypie, to można tylko usiąść, odprężyć się i oglądać apokalipsę.

Niedziela była bardzo udana. Udało się podrzucić koledze papiery od praktyk, odwiedzić street party - spędzić tam cały dzień, poznać Jedną Taką, odżyć , nastroić bęben (w końcu !) i zupełnie przeszczęśliwy wrócić do domu.

Poniedziałek również , trzeba przyznać był ciekawy. Spędziłem go m.in na podtrzygodzinnym spotkaniu, gdzie strona biznesowa , strona techniczna klienta (czyli inny dział firmy) , oraz My techniczni , rozmawialiśmy. Najpierw swoją wizję tego co robimy przedstawili techniczni antagonistycznie. Z zaciekawieniem oglądaliśmy to zarówno my, jak i strona biznesowa - była to bowiem dla nas zupełna nowość. Później Drugirafał (dwóch nas w projekcie) opowiedział jak to jest zrobione. Rzecz jasna od strony technicznej. To był błąd. Tłumaczenie stronie biznesowej, w ten sposób .... było nie do końca trafione.

Jak zwykle, ponieważ mam długi język, wyrwałem się (jako ostatni wystąpi RaaaV!...no prawie) ja. Co to się działo ... otóż wykorzystałem wiedzę zdobytą na uczelni - czyli jak blablać, mówić zupełnie nietechnicznie, tak żeby średnio rozgarnięty szympans rozkminił system. (bo co to jest system ? zbiór obiektów i relacji między nimi? no tak. czyli taka dwójka ... a może i jeszcze atrybuty? czyli .... i tym sposobem dochodzimy do uporządkowanej fafnastki literek.... których zaraz zabraknie.) więc system informatyczny to ... wynik procesu informatyzacji. Pierwsza lekcja blablania.

Druga lekcja blablania. Jak robimy kategorie , to robimy kategorię "i inne". "No więc wiecie , rozumiecie, to jest polityka takiego typu ,to jest polityka owego typu, a to jest polityka, w którą można wpakować wszystek inne". Tak im to tlumaczę. Później nie żaden diagram podsystemów, czy inny badziew który był na tablicy. Na kartce odręcznie machnąłem parę prostokątów , kwadracik , strzałeczki i prawię.... w tym bloczku jest "blablabla". Czyli , wszystko co chcecie bo sami to piszecie. I schemat jest stały ,ale to jak dokładnie zadziałą , sami możecie zrobić.

I tu życiowa satysfakcja- to o coś takiego mi chodziło. Tylko jak najwięcej informacji upchnijcie - kolorem , kształtem itd, żebym miał na stronie. I jeszce te słowa kolegi "jakbyś to powiedział na początku , to byśmy pewnie godzinę krócej siedzieli." I to było piękne, to było takie .....życiowe. Dosłownie jakbym wiedział, że zrobiłem kupę dobrej roboty. A ja tylko blablałem..... ale jak tu tłumaczyć technicznie osobie , która bazę danych podsumowała tak :

"Polityki są w bazie. W tamtych dwóch bambolkach "

Skończył się poniedziałek i euforia minęła. Świat jakoś zbladł , telefon od dentysty , że wizytę mi odwołano , bo zachorzał dohtur. Za to maila od Jednej Takiej, nie dostałem (znaczy, że wcześniej wysłałem, mając pewne przesłanki, że to tylko kwestia ustalenia terminu). Potem jeszcze, z moim zajebiście nastrojonym bębnem nie pojechałem na bębny .... współtowarzyszka podróży również odmówiła współpracy.

W środę bęben był bardziej nastrojony niż ja, bo godzinny korek (plus czas jazdy) na dzień dobry, przed robotą, mail, że najbliższy wolny temin - na świętego nigdy , oraz korek godzinny na dowidzenia ( piesi powinni mieć zakaz wyprzedzania. tak uważam) .... nie poprawiły sytuacji. I tylko fakt , że na polach mokotowkich udało mi sę nauczyć 3-beat weave'a (o tym kiedy indziej, w skrócie powiem :poi! poi! poi! poi! poi! auaaa!) ,jakoś uratował dzień. Not for long my little friend.

Dziś bowiem , wyszło na jaw - korek to spisek mas wypoczywających, powracających do miasta sabotować moje dążenia do zwiększenia narodowego produktu brutto. Istni wyzyskiwacze. Dotarłem do pracy i już schodzi ze mnie złość, a tu telefon. Praktyki nie przyjęli. ALE JAK TO? No nie ...bo wiesz. nie było jednego małego podpisu(których wokół było i tak mrowie). Oraz trzech pieczątek osoby która nie może dać pieczątki , bo jej nie ma. Radości z życia nic już nie uratowało.Dentystka tylko pogorszyła sprawę, w zaferowaniu wołając praktykantki - zobaczcie , zobaczcie- jak tu się narobiło. Pół zęba trzeba było wziąć.... co gorsza pokazała mi lusterko. Przez do-tej-pory-dwójką prześwitywały migdałki. Było to prawie tak piękne, jak to, że znieczulenie dostałem, zostałem naliczony, ale nie zaczęło działać, do momentu, aż skończyło. Cóż, nie można mieć wszystkiego.

Aktualnie boję się piątku, bo sam już nie wiem co może się zdarzyć, nienawidzę uczelni, bo mam do tego prawo i obowiązek moralny, oraz odczuwam potrzebę zmiany stanu z wolnego na intoksykowany (zbieżność słów przypadkowa).

Jednym słowem, nic tylko się upić. No , może jeszcze jedno: Ludzie ! dość mam! Dajcie kanapę!

 

 

I jeszcze jedno. Kolega który mi podrzucał papiery , pocieszył mnie. Pracuje 3 dni w tygodniu. I raz w weekend. Jako administrator, nic nie robi głównie. Zarabia 4 tysie na rękę. Rzecz jasna , chyba , że tak jak teraz ma delegację do Amsterdamu. Wtedy dopłacają mu jeszcze ponad pół tysia. Powiedzmy sobie szczerze - w karierę to ja się nie wstrzeliłem. Nie to żeby w inne rzeczy, czy coś. Zwłaszcza czy coś nie idzie najlepiej. No ale hej ! Przecież wreszcie potrafię 3-beat weave'a ? No nie. Przynajmniej się nie skrzywdzę.... do środy.


sobota, 25 sierpnia 2007

Ostatnio zupełnie nie było powodów do pisania. Po prostu wszystko się wyśmienicie układa, w pracy na mnie pracują , magisterka sama się pisze. Idąc ulicą, nawet wtedy jadę dorodnym samochodem, a wycieraczkami odgarniam natrętne modelki - bo przecież mam cudowną drugą połowę. Znudziłyby was również opisy udanych wakacji w odległych krajach gdzi to i tamto,jak również eseja na rzecz kontaktu z naturą sztuką i kulturą, życiem w wysoce cywilizowanym społeczeństwie, o aparycji miłej i jeszcze przyjemniejszym oddechu. O dojazdach autobusami ze złotymi rurami,a historie o uczciwych politykach i tak włożylibyście między bajki, więc po co się wysilać ? Moje życie i blog nie mają tym samym wam zupełnie nic do zaoferowania. Za to cudowny świat telewizji to co innego. Nie dalej jak wczoraj oglądam reklamę jogurtu. Gdzie wszystko jest -em -om, bo sprzedajom to ludziom i tylko jedno jednusie zaczerwieniło się. Czerwona gałeczka ? Truskawka z jogurtu? Czerwone światełko! Wrodzony bullshit detector.... bo pani z reklamy, to ona lubi smak świeżych owoców, takich zerwanych prosto z drzewa. Nie ma nic pyszniejszego , niż taka truskawka, jak pięść panie, tylko ociosać, wepchnać do kubeczka i zalać jogurten. I ta blondynka to ona tak gada, jakie to pyszne, dobre , zdrowe i po prostu zajebiste jest. I tak gada przez całą reklamę i jedyne co ci zostaje w głowie, to to feralne drzewko. Dziś natomiast, oglądam telewizją i .... otóż rewolucja kulturalna robi swoje. Teraz już, prawidłowa wymowa, czyli "ze krzaczka". Doklejony dźwięk, reklama znikła z youtube'a jako naruszająca prawa autorskie i tylko pewnie głowy w firmie jeszcze się toczą.... czas chyba wrócić do gry bloga. Bo tyle się wokół dzieje.

PS

Było mi dobrze, ale już mi lepiej. Znaczy bredzę, bo marudzić mi nie wolno. taki zakaz mam.

poniedziałek, 06 sierpnia 2007
Siedzi siwy skrzat- szeptem skrzeczy - "Skarb!!!".
Smok szybuje - stwór straszny - smaga skrzydłem,
spala sosny - skarbu strażnik skąpy.
Skradł się skrzat - spakował skrawek skarbu -
stwór słyszał skrzypniecie skrzyni.
Skrzydła szeleszczą, "Smoczy skarb skradziony !"
- skowycze skrzywdzone stworzenie.
Syczy - "skadżeś sie skradł szabrowniku?".
Smarkacz skrzętnie schował się -
skryty skałą - sapnął strudzony.
Skręcił szyję stwór - spostrzegł strzęp szaty.
Spalił smok skałę, skrzat skwiercząc skonał ,
stopiły się srebra, skrzynia stoi spalona.