Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
poniedziałek, 30 czerwca 2008

 Jeśli są ludzie, którzy stwierdzają, że trzeba rozruszać towarzystwo, a następnie to robią - wszelkimi środkami - to właśnie oni.  Są czerwoni - jest zabawa.  Jak historia pokazuje, nie tylko w historii się to sprawdza, ale wciąż i teraz.  Czerwona Hołota to nasza ekipa z wyjazdu - campu bloggerów, która niestrudzenie walczyła o skarb. Który później schłodziła i wypiła.

Skład  bandy wchodzą - Libertynka , Dominio00 , Sara (wsparcie naziemne) , Hiena , Inteligent , Katemac , Anulina i swoją skromna osoba wspieram ich ja.

Udało nam się przeżyć nadchodzącą nad zatoką burzę z gradem, połączoną z małą awarią łódki (motorowej, RIB) - obić sobie nasze Gluteus Maximus, wybiegać , nanosić, nakopać i naciągnąć liny. 

Wszystko uwieńczył maraton blogowania , na który wrzuciłem tylko pare notek, ale bardzo wysokiej jakości ... w odróżnieniu od łącza internetowego - ale o tym szaaaa.

Muszę przyznać, że żałuję tylko jednogo - za mało osób udało się poznać, nie było na to czasu czasu ... i boję się, że dużo straciłem... ale na pewno bardzo dużo zyskałem. 

Dobrze się bawiłem i przemilczę fakt, że nie miałem z kim rozbić wyborowej, zastępując go zmyślnie informacją, że z kim wypić piwo było.

A teraz jak tylko się ogarnę, zrobię w linkach porządek. Trzeba zrobić nową zakadkę dla hołoty, przegrupować kategorie, dodać parę osób , które zaczynam czytać , poznałem , polubiłem i w ogóle - mam energię nową i chęć na pisanie bloga.

Siedziałem sobie, generowałem content, budowałem community, a dziś dzięki temu mam duży traffic i łeb pełen pomysłów.

Jeśli byliście na maratonie to powiem wam - ludzie - było świetnie, byliście świetni. Jeśli nie udało się z wami pogadać - to mam nadzieję , że będzie okazja za rok.

 

I jeszcze podziękowanie - dla firmy MiceTime i ludzi z agory do tego przaznaczonych - za doskonałą organizację całego wyjazd - kawał solidnej roboty.

 

 

 

 

środa, 25 czerwca 2008

O czwartej rano ptaki zaczynają śpiewać. ..przynajmniej dzień w dzień od tygodnia.Gdyby za naruszanie ciszy nocnej podcinano skrzydła i zamykano im dzioby... pewnie by tupały.

Jednak już  o 6 rano przepędza je hałas wiertarki - to sąsiad. Pan Roman. Co prawda dalej nie mogę spać, ale jego mogę przynajmniej nienawidzić , bo przecież ślicznych ptaszków, nie wypada – po prostu nie ma społecznego przyzwolenia  - przecież te słodkie -a titti- zwierzątka nic nie zrobiły... a jemu mogę juz podziękować, tak po ludzku - dosadnie i osobowo. Porozmawiać z nim jego o matce, i jej karierze,oraz przedstawić mu swoją teorię ,która ustanawia relację między nim  a pewną pędzlowaną ozdobą.

Pan Romek nie pozostaje jednak mi  dłużny - pragnie , żebym jak najszybciej sie oddalił.Mówię mu więc, że będzie miał bogate acz bierne pożycie  seksualne , zamykam okno i idę spać.Pan Romek , mimo ze człowiek - to jednak i hałaśliwy i ptak.

19:26, elpanda , Slam
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 czerwca 2008

Mądrość narodu głosi, że "przez żołądek do jelit" (do serca też tędy najszybciej - najktórsza droga wiedzie co prawda przez klatkę piersiową, ale trzeba przerąbać się przez żebra i mostek) - w duchu tej mądrej maksymy, oraz mojej własnej "radość nie wita gdy puste jelita" (czy mówiłem, że mógłbym być copywriterem i robić hasła reklamowe... np dla lubrykantów?) - postanowiłem na poprawienie humoru zrobić sobie papu. Gdy robię sobie papu są dwie opcje - wersja na szybko -  bo jem żeby żyć, oraz wersja na bogato - bo żyję, żeby jeść.

Tu sprawa zaczyna się komplikować - wrodzony smakosz buntuje się gdy coś nie smakuje, a jeśli nie wygląda -  to można dogadać się z estetą, ale potrawa (bądź po-trawa, w końcu jem też żarcie wegetariańskie) musi naprawdę smakosza zmotywować.  Boże - dałeś gust, daj i możliwości. O ile z kobietami jakoś marnie, a na martwe rzeczy które mi się podobają, zwyczajnie  mnie nie stać to- w kuchni się realizuję - sprzątam, zmywam i gotuję. Jak mam ochotę, to i potrafię z pół soboty spędzić nad garami, żeby nauczyć się czegoś nowego.

Repertuar na razie mam dość ubogi, jednak jakoś mi to idzie, powoli , ale do przodu. Nie przeciągając dalej w gospodzie "Pod domowym kogutem" Hospodin RaV proponuje:

 

 Dania wegetariańskie

 I - Grzybek na wypasie

(Panierowane pieczarki, pomidory, fasolka z bułka tartą oraz pomidory.)

+ bonusowo przystawka - przysmak kuchty (kotlet z resztek panierki)


 Dania dla ludzi (sprawdzić czy nie żyd)

 

II Pogrom prosiaczka

(młode ziemniaki w sosie czosnkowo-majonezowym, pomidory z czosnkiem i smażone  na głębokim tłuszczu grube plastry boczku z ostrą musztardą)

 

Jak tylko będę miał chęci - zacznę też wrzucać na bloga przepisy, a może nawet kalorie i cenniki...a co. Tylko, czy ja muszę liczyć kalorie? Jak widać na załączonym obrazku- nie.

Brakuje mi tylko głosu Krystyny Czubówny, który  opowiedziałby, o spożywaniu młodych ziemniaczków z wyżej wspomnianym sosem ( niestety nie potrafię gotować dla jednej osoby i zawsze zostaje dużo, co dojadam w miarę możliwości )

 "Młody samiec człowieka wiedziony beznadziejnością życia
 oraz głodem podąża do pomieszczenia gospodarczego.
Tam spożywa zimne już ugotowane bulwy połączone z białą mazią.
Maź sporządził z emulsji (głownie z ptasich embrionów i oliwy)
oraz ukwaszonej pochodnej mleka - wydobył je z naczyń wykonanych z przetopionego piasku,
po czym zmieszał razem z ząbkami silnie arometycznej rośliny,
której zapach odstaraszy potencjalne partnerki - źródło wszelkiej rozpaczy. "

 

 

 

 

niedziela, 22 czerwca 2008

-znów zacząłem kręcić pojkami.

-raz nawet zakręciłem już ogniem

-wystąpiłem na slamie.

-przetłumaczyłem parę stron napisów do filmu.

-napisałem kilka stron magisterki.

-spędziłem weekend w domu i nie ruszyłem się na wianki.

 

Człowiek to potęga.

środa, 18 czerwca 2008

Mijasz ich , siedzących w piwnym ogródku jakiejś restauracji - skrawku przestrzeni chirurgicznie wyciętej z zatłoczonego chodnika.

 Na początku widzisz wielkie plecy miśka, w czarnej opinającej go ciasno koszuli. Złotego łańcucha, opalenizny możesz się tylko domyślać - podobnie jak kluczyków od BMKI lezących na stole. W ostatniej chwili, zza krótko obciętej głowy miśka , dostrzegasz ją. Czarne włosy, twarz ma ładną, jak każda - rysów nie sposób zapamiętać. Znak szczególny ? Kolczyk pod ustami, którymi porusza niczym ryba - hałas uliczny, pozwala jedynie się domyślać, tematów rozmowy.

Znów ich mijasz, wracając. Ona drobi za nim, misiek natomiast kroczy przez tłum, który się przed nim rozstępuje. Znów coś mówi,  nie wiadomo - czy to rozmowa ze ścianą, czy robi mu wyrzuty. Jedno jest pewne , tacy jak oni nie pozwoliliby im się kłócić. Im - tym wszystkim dziewczynom w szpilkach, czarnych rybaczkach, z talią osy i wydatnym biustem w białej bluzeczko-koszuli. Europejska wersja Dolly Parton, z o niebo lepszym szykiem i rozsądniejszymi proporcjami.  Kolejny etap ewolucji dziewczyny dresiarza.

wtorek, 17 czerwca 2008

Na dniach pojawić ma się firefox 3. Mówiąc na dniach, mówię o dniu dzisiejszym. Mozilla postanowiła upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - poza wydawaniem jednej z lepszych przeglądarek internetowych, chce również pobić rekord Guinessa w kategorii soft najwięcej razy ściągnięty w ciągu 24 godzin. Jednym słowem, mają rozmach i robią Download-day na miarę XXI wieku. O szczegółach możecie przeczytać tutaj, a do udziału w akcji serdecznie zachęcam tym tutaj obrazkiem.

 

Download Day 2008
 
 
 
Pytanie dodatkowe - co łączy wyraz overlord, oraz d-day ?

    Tak się zdarzyło, że trzeba iść do pracy. Niestety - programować nie umiem , bo nie pamiętam i nie znam    dobrze żadnego języka - skoro jestem na informatyce, a od dwóch lat raczej modelujemy na specjalizacji,  chciałbym natomiast zająć się właśnie modelowaniem biznesowym, ale potrzebne jest zazwyczaj doświadczenie, więc pewnie skończę jako najemny blogger, albo  jakimś dziwnym miejscu za małe pieniądze. Zresztą - jedno nie wyklucza drugiego.

    Zrobiłem sobie nawet listę zawodów, które chciałbym wykonywać, ale patrzę , że do większości nie mam kwalifikacji ... tudzież doświadczenia. Co już mnie w innych dziedzinach życia boli i znacznie ogranicza pewność siebie, ale ja nie o tym.

    Próbowałem nawet wymyślić list motywacyjny, powinno być zwięźle, prosto i na temat. Niestety -wszystko mi ostatnio nie idzie - ani szukanie roboty, ani pisanie magisterki, ani jakiekolwiek lanie wody, włącznie z tekstami na slam.

    Mój list motywacyjny mniej więcej wygląda tak (w ramach zmęczenia materiału przyszło mi do głowy), co według mnie urzeka prostotą, ale roboty  chyba nie zwojuje.

 

Hej Mała,
Kasa! kasa ... kasa, Mała.
                                               hej.

poniedziałek, 16 czerwca 2008

po fachu.

Na razie się nie wydałem, na razie nawet nie piszę jakoś szczególnie, poetą też się nie czuję, w slamie jakoś wysoko się nie plasuję , w tłumie odnaleźć się nie umiem...  za to czytam coraz więcej, zwłaszcza poezji czy wyrobów poezjopodobnych.

Tak więc , z miejsca nakierować  mogę na :

  • stronę Piotra Macierzyńskiego z dużą ilością wierszy jego (i niestety - tomiku dans macabre... już nie da rady kupić)
  • właśnie wygrzebany w sieci tomik który do wpisu mnie zainspirował - Jaś Kapela - życie na gorąco .
  • tomik "pośpieszne, osobowe" Piotra Czerskiego

 

Nakierować, bo nie wszystko bym polecał. O ile pierwszy i ostatni wzruszają, środkowy robi się monotonny. Czytanie o kolejnych Justynach, Helenach Macierzyńskiego niesie pewną świeżość - bo związek spieprzyć można na niezliczoną ilość sposobów,  to w przypadku Jasia Kapeli wszystko pisane jest pod podmiot liryczny.... ale co tu mówić - bez dużego Ja nie ma Jasia. Czerskiego natomiast reklamować nie muszę podejżewam - większość poznała go przez gadugadu.blog'a , lub innymi pokrętnymi ścieżkami.... a jako, że też jest po informatyce, a wiersze pisze i z sensem gada- stawiam go sobie za wzór, że z każdego gówna można wyleźć. (nawet jak się ma na imię Bożydar)

niedziela, 15 czerwca 2008

Fragmenty z kolejnych stron...

trochę filozofii : "Przyczynowy związek pomiędzy fundamentalną zasadą (tzn. Bogiem albo silnym wiatrem) a dowolną teologiczną koncepcją bytu (Bytu) jest - według Pascala - "tak absurdalny, że przestaje być zabawny (Zabawny)". Schopenhauer nazwał to "wolą", ale jego lekarz stwierdził, że to tylko katar sienny. Pod koniec życia Schopenhauer zdradzał mocne rozgoryczenie tym faktem, lub może - co bardziej prawdopodobne - narastającym podejżeniem, że nie jest Mozartem."

 

oraz opis przedmiotów uczelnianych:

 

"SZYBKIE CZYTANIE: Uczestnicy kursu będą codziennie zwiększali szybkosć czytania, aż do końca semestru, kiedy to każdy student powinien przeczytać Braci Karamazow w ciągu piętnastu minut. Metoda polega na przyjrzeniu się stronnicy i wyeliminowaniu z pola widzenia wszystkiego prócz zaimków. Wkrótce potem eliminacji ulegną również zaimiki. Stopniowo studenci zachęcani będą do drzemki. Żaba zostaje pocięta. Nadchodzi wiosna. Ludzie pobierają się i umierają. Pinkerton nie wraca."

 

Opowiadanie zrobione w stylu noir hardboiled detective story chandler stuff, niestety - zbyt długie żeby przepisać, zbyt absurdalne żeby opisać, i zbyt fajne żeby pominąć.

Końcowa scena:

 

"Zanim zdążyła nacisnąć spust, poczęstowałem ją ołowiem ze swojej trzydziestki ósemki. Upuściła broń i z niedowierzaniem zgięła się w pół.

- Jak mogłeś, Kaiser?

Umierała, ale nim straciła świadomość, zdążyłem jeszcze powiedzieć:

- Manifestacja w sobie universum jako złożonej idei przewstawionej bytowi wewnątrz lub poza jego prawdziwą istotą jest inherentnie konceptualną nicością czy też Nicością w relacji do dowolnej abstrakcyjnej formy istnienia aktualnego bądź przyszłego w ciągłości nie podległej prawom fizykalizmu ani ruchu, ani też idei związanej z poza-materią lub brakiem obiektywnego Bytu i subiektywnej odmienności. 

Była to dość subtelna koncepcja, ale sądzę, że zrozumiała, zanim umarła." 

 
1 , 2 , 3