Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
poniedziałek, 29 maja 2006
i wsiąkłem. jednym słowem dzień wciąż zły a straszny, na tyle , że warto o tym pisać.

Czarna seria przypadkowych zdarzeń, ktore wcześniej opisałem, a które same sobie uszłayby płazem, w moim przypadku mają zwyczaj atakować grupami.
    Czarę goryczy przelała rodzina. Jako że jestem milusi i kudłaty, to łeb muszę po prysznicu suszyć. I to jest kluczowe i to jest meritum i tego się trzymamy, o tym do konca historii trzeba pamiętać.
(pytam się) Będzie można włączyć suszarkę?

[prlowskiemu budownictwu zawdzięczam mieszkanie z instalacją aluminiową, za to bez uziemienia. Long story short, jak jest suszarka, to tylko ona, bo inne prądożerne zwierze rownież podłaczone, wyżera światło z lampek i zakąsza korkami]

-Oczywiście,że nie. Bo woda na herbatę.

(próbkowanie po krotkim czasie.)
    Okazuje się, że brat wstawił grzanki w wielkim blaszanym o-pikatchu (wymawiane szybko brzmi identycznie z opiekaczem ,ale jak w tekście wygląda) elektrycznym (który dedykuję mu w wiadome miejsce). Dzień zły, RaV zły, więc próbuję wykazać się stoickim spokojem. Rodzicielka wstawia wodę na herbatę...czekam. Kolejna woda dzyngnęła, zalewam i swoją herbate, jakaś prywata być musi- nie bez przyczyny czekałem. w koncu udaję się pod prysznic. Pod prysznicem, jak to wiadomo- woda, mokro, człowiek zawilgotnieje. Zwłaszcza włosy. Suszerkę wyjmuję, bo jestem milusi i kudłaty (mowiłem że wolny?) i suszyć sie muszę. Lecę do kuchni, żeby przypadkiem nie było wstawionej wody i tu nie wytrzymałem. Wy wiecie co?

.
.
.
.
.
.
.
.
.

O DZIESIĄTEJ WIECZOREM ONI KURWA GOFRY ROBIĄ!

niewzruszenie niewysuszony z pola walki (na skraju wyczerpania nerwowego) relację zdawał RaV.





ANKIETA!!!


Autor:

a) jest milusi i kudłaty. mamuty też były.

(pesymizm to brzydka nazwa dla rozpoznawania wzorców)

b) ma nadzieję, że mimo iż aktualna sytuacja nie rokuje inaczej, nie będzie musiał rozmnażać się przez podział.
(
nadzieja, zawsze ta kurwa w zielonej sukience)

c) ma dość, a sesja jeszcze się porządnie nie zaczęła

(Nie no, bomba, ja się będę musiał terapii jakiejś poddać po tym wszystkim -oo, już mi oko lata)

d) nie wierzy, że cały dzisiejszy dzień to przypadek.

(Raz to przypadek. Dwa to zbieg okoliczności. Trzy to działania wroga)
Autobus na który czekałem 20 minut po objechaniu uczelni w koło, zepsuł się. Po drodze korek, rano korek... ranny wykład odwołany. Jeden wykład przerwa 40 minut i wykład z człowiekiem który czytał z laptopa. nie podłączy przecież go do rzutnika, bo łatwiej pytać niż mówić. Robiliśmy wykład z tego? Nie? To dziś też nie będzie, bo nie chce mi się myśleć. Niee, no nic się nie stało, że właśnie tylko po to zostałem. Miało być bez pisania o sobie... i nie było. To jest pisanie o źle tego świata.

A teraz wierszyk. Sam mi sie ułożył.

Gdy zostanę brzytwiarzem
na lepsze zmienię twarze
z każdej będzie broczył
uśmiech uroczy.

Bo wiecie. Ja jestem za równością. Do każdego bym strzelał z ostrej amunicji.
niedziela, 28 maja 2006

Asik kiedyś powiedziała : "im gorzej tym lepiej". Więc wpycham, coraz lepsze wiersze. Może to coś pomoże jak mój nastrój zobaczą wszyscy.ha.

Rzygające posągi

Na klawiszach usiadły pokrzywione bemole,

Przeraźliwie się nudzą i ziewają Uaaaa...

Rozebrana Gioconda stoi w majtkach na stole

I napiera się głośno cacao-choix.


Za oknami prześwieca żółtych alej jesienność,

Jak wędrowne pochody biczujących się sekt,

Tylko białe posągi, strojne w swoją kamienność,

Stoją zawsze "na miejscu", niewzruszenie correct.


Pani dzisiaj, doprawdy, jest klasycznie... niedbała...

Pani, która tak zimno gra sercami w cerceau,

Taka sztywna i dumna... tak cudownie umiała

Nawet puścić się z szykiem po 3 szkłach curacao.


I przedziwnie, jak Pani nie przestaje być w tonie,

Będąc zresztą obecnie najzupełniej moderne.-

Co środy i piątki w Pani białym salonie

Swoje wiersze czytają Iwaszkiewicz i Stern.


A ja - wróg zasadniczy urzędowych kuluar,

Gdzie się myśli, i kocha, i rozprawia, i je,

Mam otwarty wieczorem popielaty buduar...

Platonicznie podziwiać Pani deshabille...


Ale teraz, jednakże, niech się Pani oszali -

Nawet lokaj drewniany już ośmiela się śmieć...

/Bruno Jasieński/
sobota, 27 maja 2006

Praktyki brak.

Trzeba w CV ładnie opisać, coś co można streścić
"urodził się i koniec".

Tu zaczyna sie problem,a rozwiązanie jest tylko jedno.
Trzeba zrobić propagandę w starym stylu.
Jak się dobrze zaprezentować, co o sobie napisać?





Asik (23-05-2006 0:14)

Idę młody, genialny, niosę BUT W BUTONIERCE, Tym co za mną nie zdążą echopowiem: - Adieu! -

Asik (23-05-2006 0:14)

czujesz te moc?





But w butonierce


Zmarnowałem podeszwy w całodziennych spieszeniach,
Teraz jestem słoneczny, siebiepewny i rad.
Idę młody, genialny, trzymam ręce w kieszeniach,
Stawiam kroki milowe, zamaszyste, jak świat.

Nie zatrzymam się nigdzie na rozstajach, na wiorstach,
Bo mnie niesie coś wiecznie, motorycznie i przed.
Mijam strachy na wróble w eleganckich windhorstach,
Wszystkim kłaniam się grzecznie i poprawiam im pled.

W parkocieniu krokietni - jakiś meeting panieński.
Dyskutują o sztuce, objawiając swój traf.
One jeszcze nie wiedzą, że gdy nastał Jasieński,
Bezpowrotnie umarli i Tetmajer i Staff.

One jeszcze nie wiedzą, one jeszcze nie wierzą.
Poezyjność, futuryzm - niewiadoma i X.
Chodźmy biegać, panienki, niech się główki oświeżą -
Będzie lepiej smakować poobiedni jour-fixe.

Przeleciało gdzieś auto w białych kłębach benzyny,
Zafurkotał na wietrze trzepocący się szal.
Pojechała mi bajka poza góry doliny
nic jakoś mi nie żal, a powinno być żal...

Tak mi dobrze, tak mojo, aż rechoce się serce.
Same nogi mnie niosą gdzieś - i po co mi, gdzie?
Idę młody, genialny, niosę BUT W BUTONIERCE,
Tym co za mną nie zdążą echopowiem: - Adieu! -

/Bruno Jasieński/

środa, 24 maja 2006



Ja nie mam nic przeciwko przyjazdowi Papieża... bo mi Dzicz Stoliczna wyremontuja itd itp... tylko ze kurcze "odnowa moralna w weekend", to chyba zbyt szybki kurs. Od samego niesprzedawania alkoholu pić się nie przestanie...a może wręcz przeciwnie. Jutro chyba pójdę walczyć z okowami mieszczańskiej moralności i odgórnym zmienianiem RaVa na lepsze.

Czyli 4 dni pod hasłem :

"prohibicja - dzień pijącego abstynenta."

wiecie ... normalnie nie mogę się doczekać tegorocznego dnia dziecka ^_^. Już chyba od poniedziałku zacznę kupować "słodycze".
sobota, 20 maja 2006
bo "za sztukę teraz nikt nie płaci". za półtora peelena wyszło mi [inspirowane dżabersmokiem, portmonteau]

ZBUWSTAJĄCO PÓŹNOBLADYM CIEMNOŚWITEM
LICZYPUDŁO DZWIĘKOSZUMNE SPOJUŻYŁEM
MORDOBŁYSKÓW TRAJKOPISZE LUDOWIZJA
CAŁOKSZTAŁTNIE PROSTOKĄTNIE ZAŚMINIĘTA
GŁOSŁOŃC KRWISTOBARWNIE WCZESNOZNIKŁYCH
NIEMOWRZASKI SŁOWOTOCZNE POZOTRWAJĄ
SAMOJESTEM W PUSTOŚWIECIE LICZYPUDEŁ
KABLOSIECI

za często używamy słów. próbowaliście kiedyś wymyśleć nowe? wyobrazić sobie coś czego nie umiecie nazwać? nie tak łatwo... łamagi! natychmiast mi tu słowotworzyć!
piątek, 19 maja 2006


Napierdolić trzeba umieć. Mój burdel najstrukturalniejszy.


Wulgarnie, bo źle. Bałagan, bo lubię. Zastanawialiście się kiedyś skąd się bierze porządek? Jedna z moich teorii brzmi, że z nadmiaru wolnego czasu, lub z błędów wychowawczych rodziców. Jeśli dziecko wychowali na pedanta, to robią mu straszną krzywdę, zakładając, że ma ono żyć dalej w tym samym kraju. Jeśli po prostu jest porządne... no cóż. Zdarza się w najlepszych rodzinach. Jeśli natomiast , sprząta się z nadmiaru czasu... to jest się osobą nudną, o braku wyrobionego smaku, nie potrafiącą docenić uroku skomplikowanych struktur powstających w wyniku osadzania się coraz to kolejnych warst rzeczy, tworzących formy groteskowe, acz piękne. Ja jestem zwolennikiem posiadania wiekszości rzeczy pod ręką. To nie jest tak, że karaluchy biegają, bo nie mogą znieść smrodu, tudzież wyrośnięte roztocza je gonią. to jest tak, że papiery i knigi w które się zagłębiam leżą pod ręką. Co najważniejsze - wiem gdzie co jest. Ostateczne rozgraniczenie między bałaganem, a artystycznym porządkiem. Porządkowanie, wytłumaczone może być tylko jednym. Trzeba zrobić coś ważniejszego,coś podniosłego,coś ku poprawy stanu rzeczy,jednym słowem- przygotować się do sesji. I jak to bywa co czas jakiś... zaraz i ja pożegnam się ze swoim tak długo modelowanym niczym drzewko bonsai bałaganem. Stosy, sterty,struktury. Będę tęsknił. Sesja się zbliża, wy pierwsze padniecie jej ofiarą.



Ankieta !!!

Autor:
a) preferuje alternatywną aranżację przestrzeni
b) dokonuje dynamicznego przydzielania miejsca przedmiotom
c) sortuje przedmioty względem czasu ostatniego używania
d) ma dość programowania i algorytmów na czas najbliższy
e) jest najstrukturalniejszy, a jego pokój po nim dziedziczy
f) nie wnika, że osoby nie do końca informatyczne nie zrozumieją
środa, 17 maja 2006
Dla Asik. Ona mnie do rozpowszechnienia tego zła namówiła.

Zdrowaś, Zdrowaś /stuk stuk/...próba mikrofonu.
Bo...ja....taki wierszyk...no wiecie, napisałem.... i jak bym tak mógł przed wami...bo ja wcześniej nigdzie sie nie chwaliłem...bo ja pisze. No i takie coś napisałem...to ja przeczytam może.

bez tytułu... a może... "czekając na zbawienie" ?

smutne dziwki z witryny
z nadzieją patrząc
aż ktoś je wybierze
"Save me" krzyczą




w rozlicznych zbiorach czterech wierszyków moich są jeszcze jeden optymistyczny,jeden pesymistyczny [wycofany bo podobno nieudany]  i jesienne haiku. natworzyłem się. to nie ma sie rymować, to nie ma do wszystkich trafiać. to moje, dla mnie, na własnym smutku pędzone.białe.
wtorek, 16 maja 2006
Ramarren na swoim blogu napisał "Na głównej ulicy Saskiej Kępy urządzili jakieś coś...". W sumie taki opis też coś daje, ja jednak uszczegółowię. To było zorgranizowane na cześć Agnieszki Osieckiej. Białe koszule na sznurach schły, Rodowicz śpiewała ... i co z tego? Nic wielkiego, ale znowu wrzucam wiersz i przydałby się dla odmiany jakiś mój udział w tym logu, bo jakoś mało tego. Niezależni obserwatorzy twierdzą, że z tego powodu brak komentarzy. Nie ma czego komentować jednym słowem.

O tym

O tym nie będzie wiersza.
Nie będzie łzy, śpiewu, śmiechu,
małego opowiadania.
O tym tylko serce trzaśnie
jak sucha leśna gałązka.

/Agnieszka Osiecka/

I jeszcze coś... niby festyn, ale pozytywne wydarzenie, pozwoliło oderwać się od zwyczajnego życia miasta. Przez chwile poczułem się jak na jakimś nadmorskim dreptaku, namiastka wakacji.
 
1 , 2