Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
piątek, 10 kwietnia 2009

Dużo by mówić. Niektórzy nie biorą ślubu i jadą do Londynu, inni nie biorą ślubu, wyprowadzają się i jadą do Madrytu...

ale to nie o mnie, ja po prostu musiałem się wyprowadzić. Wyprowadzka może przebiegać na wiele sposobów, ponieważ każdy jest inny, a mieszkań jest mniej.
Model klasyczny wygląda tak, że z rodzicami mieszka się aż do żony, a później są dwie drogi  socjalizm idealistyczny - gdzie  przeprowadzaci się do własnego szklanego domu, oraz socjalizm realny, w którym mieszkacie dalej, z rodzicami. W przypadku gdy jest się studentem, występuje również forma stadna - komunizm naukowy, w którym przedstawiciele klasy pijącej mieszkają razem. Często w wyniku tego powstają związki, które kończą się własną kawalerką, psem, stadem kotów oraz dzieckiem, a ewentualnie i ślubną parą pociechy.
Ale my nie o tym. My RaV, jako, że pary nie mamy, nie możemy wyprowadzić się do do wynajętego mieszkania samemu we dwoje. Z przyczyn ekonomicznych ( i można nie mówić o kryzysie?!) odpada również możliwość wynajęcia kawalerki na jedną osobę (co za marnotrawstwo miejsca !).  Całe moje mieszkanie to sprawa karmiczna. Do miejsca gdzie do tej pory spoczywałem wyprowadziłem się z domu rodzinnego głównie dlatego, że była tam dobra karma. Pokój miał potencjał, fajny widok z okna, kamienica, znajomi współlokatorzy, te sprawy. Po krótce - teraz nie. Zła karma. Jeśli istnieje ktoś kogo nie lubię, to jest to Gierek Głęboki.
Gierek Głęboki to facet który tu mieszka. Jestem o tym święcie przekonany, jak również o tym, że podobnie jak psy, tak i mieszkania upodabniają się do właściciela. To mieszkanie jest jakby robione dla niego na miarę. I ma z 20 cm mniej. Wszędzie. Łazienka jest różowa. Kuchnia jest różowa.  O wszystko zawadzam. Za to ściany w pokoju mam cieliste, a co nie jest cieliste, jest brązowe. Natomiast ozdoby zapatrzyły się chyba na złote zęby, o ile nie są czarne, bo wtedy prędzej na te zwykłe. Jednym słowem- Aaaaaaaaa ! Gierek zresztą, mimo iż różu trochę ma, to prawdziwy facet. Siermiężny,  prosty, kwadratowy, niech nie zwiedzie was fakt posiadania firanek. Interesuje się kulturą - ma nawet bohomazy, i sztuką - ma kryształowe popielniczki sztuk kilka. Wszystkiego dopełnia brązowy wazon w kszałcie "Co to kurwa jest!?" oraz Pan Jezusek, co całą noc nad głową mi ufa. Jeśli sądzicie, że malowane talerze zdobiące ścianę to sztuka wymarła lub wybita, nie macie racji. Mogę wam nawet powiedzieć która to ściana. Znalazłem tu również fenomenty polskiej myśli technicznej - lampkę połączoną ze stolikiem, zestaw wieszaków "a każdy inny" (zabawa na długie zimowe wieczory).   Tu zapewne moglibyście powiedzieć "nie takie rzeczy u nas na strychu". To ja wam powiem jedno "nie takie rzeczy u mnie w reszcie mieszkania". W kuchni ze ściany wystaje kabel z wtyczką. Nie pytam. W łazience z glazury wystają dwa pokrętła. Oba z maną. Nie kręcę. To mogą być takie jak w Rosji. Zakręcisz, a reszta Europy gazu nie ma.... o ile jest jeszcze Europa.
Najważniejsza jest jednak usability. Meble mają perfect fit. To znaczy szuflady i wszelkie elementy ruchome mebli pasują idealnie, jeśli się nie chce ich ruszyć. Jeśli chce, to przy braku zaparcia, dźwigni lub brutalnej siły - wszystko pozostaje na swoim miejscu i tak. Ogólne wrażenie jest takie - przygotowane jest na osobę postronną, małą, znikającą w tłumie - jednym słowem - łokice przy sobie, kolego. Między meblami przemykam, a wizyty w kuchni świadczą o tym, że panował tu klasyczny, szowinistyczny model związku. Facet nie wchodzi do kuchni, w wyniku czego - kuchnia jest różowa, wąska i poniżej mojej linii wzroku. Natomiast z drugiej strony, w kuchni jest włącznik światła. Pani domu była najwidoczniej praworęczna, aż do bólu, co gorsza mojego. Na razie opanowałem technikę włączania światła ręką lewą,  bo prawą musiałbym złamać w paru miejscach, żeby dosięgnąć włącznika umieszczonego strategicznie po prawej, tuż przy ściance "za korytarzykiem w prawo", na wysokości rozwścieczonego dwunastolatka.
To dużo przemyśleń jak na godzinę mieszkania, ale jest jeszcze tylko pół roku. Boję się myśleć co będzie później. Na przykład jutro.