Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
środa, 23 kwietnia 2008

    Postanowiłem, że od wczoraj piszę magisterkę. Jutro jest już dziś, a pisanie od jutra nie ma sensu. Dziś już nie ma siły , więc piszę od wczoraj - przynajmniej czuję, że mam terminy i zaległości. Taka mnie koncepcja naszła, bo skoro magisterka o czasie, to można z nim pokombinować.

    Od wczoraj nic nie napisałem, ale zrzucę to na karb kryzysu twórczego. Ostatnio dużo się działo. Jako że mam urodziny zaraz, miałem imprezę urodzinową niedawno. Nie wszystkich niestety udało się zaprosić, a i tak było sporo osób (za to nikogo z uczelni), nie było nawet czasu się pobawić , pogadać, bo ciągle się latało od człowieka do człowieka. Dostałem nawet fajkę wodną (każdy wie, że nie paliłem i byłem na nie... no bo teraz to już czułem się zobowiązany spróbować), książkę którą mam, oraz parę innych ciekawych rzeczy. Nie jest jednak tak źle, jak to brzmi. Natomiast - jest jakaś taka pustka, bo ostatnie dni, to było życie przygotowaniami do imprezy,a teraz nagle tego nie ma. Za to jest zaraz slam, na który nic nie mam.

    Zresztą - tutaj ciekawy wątek - jeden znajomy stwierdził , że mnie i Staszka, to zupełnie nie zna, bo nie wiedział o slamie i takie tam. Dowiedziałem się również od koleżanek, że mam przystojnego tatę, znajomi się zachwycali sami sobą, jacy to oni są fajni (robili to pośrednio, przeze mnie - mówili mi, że mam fajnych znajomych... co za dyskretny sposób na chwalenie się). Żeby tylko mnie tak komplementowano...no. Znajomi się powoli parują... wychodzą....czasem nawet za siebie,  różne rzeczy. Tylko RaV, stary i dobry i ten sam.

 

Więc podsumowując :

- nie mogę mieć planów na weekend majowy

- mam brakujące 60 stron magisterki do skończenia (z przyjęciem przez promotora) do 18 maja

- co daje koło 2-3 stron dziennie, z czego trzeba odliczyć czas na zatwierdzenie

- mam wpisy do wzięcia

- seminaria z 3 do odhaczenia

- slam do wzięcia udziału (o wygranej można tylko pomarzyć)

- nie mam weny

+zrobiłem w końcu wpis

-muszę poprawić linki

-muszę przestawić się na normalne godziny działania

-i zrobić parę innych rzeczy

-oraz nie dać się wiośnie.

-w czerwcu mieć pracę.

-w czerwcu mieć dyplom.

 

Tylko... co muszę, co chcę, a co powinienem - to wszystko się pomieszało, rozsypało. Teraz siedzę i się zbieram.

 

Co do urodzin , były udane.  Miśki się bawiły.

 


 

 

Tak słyszałem, bo sam to nie wiem, zajęty byłem.

Za to, udało mi się wymyśleć z pomocą znajomej drinka? shota? No, nie ważne co to , ważne , że delicja. zresztą, o 4 rano wszystko smakuje wybornie ( a rano czasem trzeba to zmywać z podłogi, ścian, sufitu...ale nie tym razem).

I zaczynam produkcję , na skalę domową. Od lata  - piwa , wina ,cuda,  wianki. Howgh.
...a na razie szokopychota, aka szokoszał. Kolejne serie to : RaV spiritne (aka politura/porterówka/sok z gumijagód), RaV przedszkolanka (aka landrynówka), RaV Najstrukturalniejszy (aka przelany spirytus) 

 

 

 I nie jest to wpis ogarnięty, uczesany, ładny, zwarty i gotowy... ale poprawiać nie będę. Dobre i tyle.

poniedziałek, 21 kwietnia 2008
najlepsza samotność jest na Dworcu Kaliskim w Łodzi
siedzę wystawiony na działanie przeciągu
i analizuję regulamin przechowalni nietypowego bagażu
z myślą o sobie
dla rozgrzewki wspominam najokrutniejsze chwile mojego życia
gdy ojciec wyrzucił mnie z domu
i gdy moja noga złapała się w zasadzkę na zająca
metalowa konstrukcja wbiła mi się w podudzie
śmierć do zająca przychodzi ze szprychą od roweru
przebija go na wylot i czeka
uratował mnie weterynarz który przez las wracał z badania krowy
zapadam w sen przerywany
przez straż miejską
opowiadam ci to nie po to żeby cię wzruszyć
chciałbym ci tylko powiedzieć że osrał mnie gołąb
 
/Piotr Macierzyński/ 
niedziela, 13 kwietnia 2008
Jak co dzień , przy śniadaniu
pusty kubek, filiżanka, talerz, wazon
we mnie tez coś uschło.
a ty ? ty nie słuchasz,
poprawiasz wlosy , makijaż i patrzysz wyczekująco
ja prawię komplement- jak co dzień,
to nawet nie jest już rozmowa....
to tylko słowa płyną
i myślałby kto że nie można
przelewać z pustego w próżne.
 
/RaV/ 
piątek, 11 kwietnia 2008
Macierzyński sliozam nie wierit
Helenie Ossowskiej

w świecie w którym za dolara można kupić
walentynkowe torebki z miłosnym wyznaniem
wydaje się że nie powinno być samotnych

trzymając rękę pod twoją minispódniczką
myślałem że udało mi się przekonać nie tylko kelnerki
że mi się podobasz

Eryk twierdzi że gdy podają mi wódkę z lodem i z cytryną
to jest moment w którym zapominam o Helenie
ale to nieprawda
to jest chwila w której zawsze mi się przypomina
jak na egzaminie w Krakowie
Helena opowiadała że w Moskwie warto obejrzeć Mauzoleum Lenina
to cud że dostała się na studia opowiadając Polakom na poważnie
że była w Mauzoleum siedemnaście razy

myślę że dopiero gdy Bóg stworzył kobietę
mężczyzna poznał co to samotność

nie dotrwaliśmy do następnych walentynek
i nie było mi dane wyznać jej swoich uczuć
za pomocą papierowej torby

kiedyś próbowałem powiedzieć że jestem w niej zakochany
ale akurat słuchaliśmy rozgłośni katolickiej
gdy do radia zadzwoniła dziewczynka
i powiedziała że chce się pomodlić na antenie
za swojego psa
papieża
i pokój na świecie
uznałem że w tym momencie moje wyznanie
nie zabrzmi poważnie

powiedziałem więc tylko
wyobraźmy sobie że jesteśmy wariatami
zamkniętymi w tym pokoju z radiem
na co Helena odpowiedziała
tak to mnie nie poderwiesz
wszystko ma swoje granice
nawet moje lenistwo
dlatego piszę ten erotyk
chociaż sens rozmawiania z Heleną
ostatnio tak się ukrył
że nie mogę go odnaleźć

i jakoś trudno mi uwierzyć w łzy Rosjanek
szczególnie tych z Syberii
bo przy temperaturze minus czterdziestu stopni
to nawet rzęsy zamarzają

to było pożegnanie na sposób rosyjski
czytałem o tym w powieści Borysa Pasternaka
umawiasz się z ukochaną osobą na następny dzień
i znikasz

nie wiem jak mogłem zaufać komuś kto tak mało śpi
nic dziwnego że zgarnąłem główną przegraną
krócej śpią tylko żyrafy
ale kto chciałby zaufać żyrafie

oglądałem ostatnio film o samotności wampirów
i ze zdziwieniem zobaczyłem że reżyser
nie wstydził się podać na planszy swojego nazwiska

zrobiło się ciepło
ludzie wychodzą na spacery
z psem z dzieckiem z dziewczyną
co kto ma
ja postanowiłem napisać poemat

Helena na pewno wie że słonie potrafią rozwijać
prędkość do czterdziestu kilometrów na godzinę
ale każdy normalny słoń zanim zaatakuje
kołysze nogą i podnosi trąbę
jeśli tego nie uczyni
atak się nie liczy

może zapomniałem o jakimś rytuale
i Helena myśli że to co było między nami nie miało znaczenia

rozmawiałem ostatnio z Lenką Makarową o odpowiedzialności
Lenka za wzór postawiła Jurija Andriejewicza Żywagę
który jak wiemy miał pięcioro dzieci z trzema kobietami
przy nim to i ja jestem odpowiedzialny

ale widocznie nie na tyle
żeby Helena traktowała ten wiersz poważnie

/Piotr Macierzyński/

czasem to nawet lubię te małe miasteczka
czasem bo tak na co dzień to zgadzam się z Bursą

lecz gdzie indziej jest taki snobizm gdy przyjeżdża poeta
i pełna sala świece na stołach do wierszy cynika
a poezję rozumie tylko tych trzech pijanych pod ścianą

i lubię tego malarza który w ogóle nie czuje perspektywy
i jeszcze tego perkusistę co gra szybciej niż reszta zespołu
i powiedzieć im o tym bo nikt się tak nie obraża jak oni

a potem ten strach w oczach gdy idę ulicą wieczorem
a połowa chłopaków z miasteczka szuka mnie ze sztachetami
ale ja im to wybaczam bo nikt na świecie się tak nie angażuje

i nikt tak dobrze jak mieszkańcy małych miasteczek
nie bije w mordę

 

/Piotr Macierzyński/ 

Im lepiej poznaję kobiety...

 

im lepiej poznaję kobiety
tym bardziej zaczynam rozumieć homoseksualistów

Kasia wyczytała gdzieś
że przeciętna Polka ma w życiu średnio
sześciu partnerów seksualnych
oczywiście chciała być ponad przeciętność

organizm trzeźwieje z prędkością 0,2 promila na godzinę
gdy zapytała czy dałbym jej pieniądze na skrobankę
gdyby zaszła ze mną w ciążę
bo jeśli nie to jej przyjaciel dałby jej kasę
żeby usunęła moje dziecko
zacząłem trzeźwieć
z prędkością kosmiczną

gdyby to nasze ewentualne dziecko słyszało tę rozmowę
nie wiem czy chciałoby poznać rodziców

podobno byłem jej czternastym chłopakiem
w piłce nożnej to byłbym trzecim rezerwowym
z możliwością przebicia się do podstawowej jedenastki
pod warunkiem że któryś z pierwszego składu okuleje

w dniu zakochanych Kasia obiecała zrobić kolację
ale uprzedziła nie obiecuj sobie za wiele
po prostu przygotuję kanapki z większą ilością składników
ugotowała jajko

na początku znajomości
powiedziała że nie ma parcia na bramkę
żeby mieć chłopaka
ale facet czasem się przydaje
na przykład by ponieść głupią książkę
akurat to był mój tomik

w walentynki namówiliśmy kota
żeby skoczył z meblościanki na łóżko
ale nigdy nie udało mi się namówić Kasi do tego
żeby poszła ze mną na konkurs literacki

w tym sezonie przyznano mi nagrodę w konkursie „O ludzką twarz człowieka”
czyżby turniej dla poetów o nieludzkiej twarzy
miło byłoby mieć blisko kogoś bliskiego
odbierając taką nagrodę

myślę że wyszedł mi zaskakująco dobry wiersz
jak na tak niewiele uczucia z jej strony

czasem słuchając tego co mówią jurorzy
na konkursach poetyckich
myślę że mam wielkie szczęście
w losowaniu
bo niemożliwe żeby czytali moje wiersze

podczas imienin u Wojtka ciągle z Kasią wychodziłem do toalety
niech ci którzy mi zazdrościli
wiedzą że pilnowałem zasłonki

zimą ostrzegałem ją że przeziębi pęcherz
odpowiadała noszę ciepłe stringi
teraz rozumiem czemu przed kobiecymi toaletami zawsze są kolejki

do jakiego stopnia sobie ufaliśmy
najlepiej niech świadczy fak
że ani razu nie kochaliśmy się
bez prezerwatywy

 

/Piotr Macierzyński/ 

Kwiatkowska w programie 997 pokazała jak sobie radzić
z Kobuszewskim udającym pracownika gazowni

ale jak sobie radzić z kibicem Legii Warszawa
który ma szalik w kształcie węża boa
i nóż w kształcie noża
i chyba się jąka
cytuję „kurwa dawaj
kurwa szybko
kurwa pieniądze”

co czynić gdy przypadkiem byłeś w kościele
i ksiądz powiedział że nie może być zbawiony
kto czyta pornograficzne pisma
i nie zastanawia się nad swoim życiem
a ty wszystko zbyt bardzo bierzesz do siebie

co zrobić gdy chce cię
wylegitymować dwóch żołnierzy pogranicza
a jedyny dokument jaki masz przy sobie to znaczek
przedstawiający Koziołka Matołka z napisem
17 OGÓLNOPOLSKI TURNIEJ ŁGARZY BOGATYNIA 2000

co zrobić gdy chcesz posiedzieć w spokoju
i nagle słyszysz kroki na schodach
jakby nadchodził Kobuszewski

co zrobić gdy lekarz weterynarz mówi że twojemu psu jest lepiej
płacisz kolejne pięć dych za wizytę i trzy za nadzieję
a pies po kilku godzinach zdycha

jak się zachować gdy za drzwiami stoi święty Mikołaj
otwierasz i okazuje się że jest to akwizytor

co zrobić skoro zupełnie nie wychodzą ci kontakty z rzeczywistością
boli cię głowa
w domu masz tylko krople żołądkowe
i pistolet kaliber 9 mm

tego wszystkiego i jeszcze wielu innych rzeczy
nie pokazują w programie 997

a z Kobuszewskim to bym sobie poradził

 

/Piotr Macierzyński/ 

sobota, 05 kwietnia 2008

Osobisty jak dowód, długi jak lista skag i zażaleń, rzewny jak cygańska melodia. Na razie jednak z niego zrezygnuję, na rzecz samej puenty.

To że nigdy nie będzie normalnie, wcale nie znaczy, że nie ma być szczęśliwie.

piątek, 04 kwietnia 2008

Przeglądam właśnie swój notatnik do wszystkiego, w poszukiwaniu bardzo szczególnej jednej rzeczy.

Napotykam natomiast się na coś o wiele ciekawszego. Notatka do samego siebie:

"Do poniedziałku przypomnieć sobie

* BPMN

* BPML

* RuPa

* UMLa "

Niby nic nadzwyczajnego, ale pod spodem, innym już kolorem, komentarz późniejszy:

" i chuj by to dało"

 

Głębia tego, po prostu poraża.

 

Natomiast z bonusów - mam znajomą, od dawien dawna - której na oczy nie widziałem, ale po prostu bardzo lubię. Natomiast, jak się okazuje, na oczy mnie na szczęście nie widział, ale bardzo mnie nie lubi jej chłop.

Zawsze coś , zawsze kurwa coś. Chyba jakiś czas będzie trzeba trochę pospierdalać.

wtorek, 01 kwietnia 2008


Staszek mnie zdekonspirował, należy więc opowiedzieć swoją wersję historii.

Słowem wstępu - wiele rzeczy, zwłaszcza te, które mają znaczący wpyw na moje życie, to są bomby z opóźnionym zapłonem. Jakieś tematy do których powracam, gdy błądzę po sieci, jakiesz zagadnienia o które się ocieram, jakby przypadkiem.

Bardzo dawno temu, gdy miałem jeszce telewizor, na discovery którymś, udało mi się trafić na dokument o poezji slamowej. Było to dla mnie raczej ciekawostką, wtedy jeszcze humanista był ze mnie żaden, ale ... jednak olśniło. Murzynka, mówiąca wiersz, o chwilach uwięzionych między tyknięciami zegara, z pełnią ekspresji, gestykulacji, w jakimś klubie... poczułem, że to właśnie tak powinno wyglądać. Bo ten przekaz był, żywy, miał potencjał i

przerwa. parę lat minęło. Na gronie trafiłem grono o slamie, i jak wiele tematów wokół których orbituję, dodałem je... tak na prawdę nie wykazując potem jakiegokolwiek zainteresowania. Nie było z kim chodzić na slam , nie było jak , nie było z czym, nie było po co. Było realizowanie się przecież, w formie tego bloga. Nie mówię o marudzeniu, a raczej o części twórczej , bo i tak bywa.

Jakiś czas później , RaV poznaje Ninę. Nina czyta wiersze, czasem coś z nich skapnie do RaVa. RaV czyta Czerskiego. RaV czyta coraz więcej dziwnych rzeczy, literatury swojego pokolenia, współczesnych wierszy nawet, bo mają już inną formę, jest jakby żywiej zainteresowany tym wszystkim ....

Nagle dociera mail. Warsztaty slamowe. Za darmo. Za pisy. Za dni parę, Za kopane inni, ty ferie w Warszawie.

 

I tutaj zaczyna się historia według Staszka, która z mojej perspektywy wygląda tak. Zapisałem się od razu, a potem zaczałem namawiać go, żeby też poszedł, bo razem raźniej. Bo to sposób na dotarcie ludzi, nie przez bloga - mi zawsze brakowało jakiegoś takiego odzewu, ze strony odbiorców, nigdy nie wiadomo czy słowne zabawy , innym się podobają. Poza tym - tekst to tylko jeden z kanałów przekazu.... dochodzi przecież głos, mowa ciała, po prostu milion możliwości.

Było nas dwóch, zapisanych na warsztaty, oboje z mglistym pojęciem jak to tak na prawdę wygląda na ziemi ojczystej. Wyglądało to średnio, więc postanowiliśmy to zmienić - w walentynki poszliśmy w miarę zorganizowaną grupą na Slam. Tak na prawdę, to slam. Wyciągneliśmy z niego nastepujace wnioski:

- nie śpiewamy

- nie włączamy publiczności

- nie czytamy z kartki której nie rozczytujemy

- nie mówimy ciszej niż publiczność

- nie liczymy, że będzie miejsce, jak przyjdziemy tuż przed czasem.

Było bardzo ciekawie (kto był ze mną , wie o czym mówię :D), a przez następne dni zjadały mnie trochę nerwy - w końcu - wepchnałem się, w warsztaty, zakończone slamem, sam z siebie.

Warsztaty, jak słusznie zauważył Staszek, pokazywały jak to powinno wyglądać, prezentowane filmiki były niepolskie i antypaństwowe (na szczęście chodzi o USA), a to co przedstawiały odbiegało od tego z czym się spotkaliśmy na slamie o 180 stopni. Warsztaty, niestety za krótkie, były zbiorem cennych wskazówek i rad, oraz możliwością zapoznania się z opinią kogoś (Estragon), kto wie co mówi, bo mówi o tym co robi, a nie naucza, o tym co przeczytał - jednym słowe, było dobrze.

Po warsztatach, zorganizowany był slam powarsztatowy. Na którym nawrzeszczałem na ludzi, napsioczyłem na niemców, zostałem zżarty przez nerwy , ale jednak - wygrałem. Jako nagrodę otrzymałem pączka, oraz puszkę po herbacie zawierającą : kartkę z napisem "przyjemne", bilety studenckie ulgowe sztuk dwa, nakrętkę z tarczyna, oraz drobny bilon. Nastąpiło nagłe przemieszczenie się do jadłodajni filozoficznej, gdzie było również miło, a potem na lekkim rauszu, wróciłem do domu, z silnym odczuciem,że takie slamy to ja lubię, oraz postanowieniem, że na najbliższym slamie wystapię, bo jak się nie odważę na najbliższym slamie wystąpić, to pewnie juz się nie odważę na kolejnych...ale co , ja nie dam rady na najbliższym? (jak mówiłem, byłem na lekkim rauszu i nie myślałem tak wyraźnie)

Dałem radę po części. Dotarłem do półfinału (zostawiając po drodze paru weteranów, prowadzących zajęcia , Staszka , ogólnie rzecz biorąc - 14ście innych osób) , w którym niestety poległem. Uważam jednak, ze poziom był wysoki, ja byłem wysoki, Staszek niekoniecznie, ale też dał radę. jednym słowem - wypadliśmy całkiem nieźle , jak na pierwszy slam oficjalny.

W sumie, jestem tylko tym trochę zniesmaczony, bo wygrała osoba, której teksty nie do końca mi się podobały, ale ja się na poezji nie znam , ja jestem od szlemówień. Właśnie tym sobie podłożyłem nogę, bo przeczytałem bardziej to wiersz, (a w ogóle, to nie powinno się czytać) , a na czytaniu wierszy się nie znam. Nawet jak to moje. Za to , nie przegrała moja Pomarańcza , którą bardzo lubię.... i którą zaprezentuję następnym razem. Więc nie muszę być zdruzgotany :].

 

Kolejny slam odbywa się 24.04 , dziwnym trafem w moje urodziny. Zamierzam się już do niego przygotować, (niestety, poprawka dwa dni przed poprzednim slamem , nie pomagała również ).

Tylko weny brak. I nie pytajcie co z magisterką.

I może w końcu przepisze na bloga teksty ze slamu pozostałe.