Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
poniedziałek, 29 marca 2010

[do czytania tego wpisu polecam szczególnie piosenkę zamieszczoną na dole]

 

Właśnie skończyłem lunch, w pracy herbata jest okropna, ja zapomniałem swojej, mimo wszysto jednak - mam ochotę się napić, a w pracy tylko tak można - więc idę kupić - jaka by ona nie była, chociażby oczko wyżej. Docieram do Coffee Heaven na parterze, tam rzeczywiście herbata z oceną na oczka dwa, ale w potrzebie - dlaczego by nie?

Przede mną tylko jedna osoba własnie ma kupować.
Szkarłat i grafit -  garnitur i szal - tężyzna siwizna - elegancki Pan.  Gdy kończy zamawiać kawę już wiem, że będzie źle. Antypatyczny jegomość i moja organiczna odraza to zgrana para.


Mamy ukrytą dobrze broń
mamy zaciśnięte gardła


Niezwykle absorbujący Pan rozwodzi się nad wyborem ciastek, ogląda szeroki wachlarz wykwintnych smakołyków w gablocie, bo przecież- pan - ma czas. Powoli, przestępuje z ciasta na ciastko. Zagaduje sprzedawczynię. Dziewczyna zza kasy prowadzi wymuszony dialog, wymienia ze mną spojrzenie, tylko się mogę uśmiechnąć - oboje wiemy co najchętniej z tym ciastkiem byśmy mu zrobili.

My nie mówimy nic
My nie mówimy nic


W końcu zdecydował się, przechodzi do płacenia. Zdziwienie, że tak od razu? Z tylnej kieszeni spodni wyjmuje gruby rulon banknotów - po czym jednym z nich płaci. I może jednak znajdzie tą piędziesięciogroszówkę. A może nie. Będzie, ale chyba niestety nie. Zabiera swoją tacę i odchodzi.

Wieczność trwała może z dwie minuty.
Gdy widzę takie sytuacje, nie boli mnie cudza kasa.
Boli mnie brak klasy.

 

 

W rodzinnym domu raczej bywam niż jestem,

odkąd tam nie mieszkam - to często, ale tylko przelotem.

 

[rodzicielka idzie wziać prysznic]

Rodzicielka :
Ktoś chce do łazienki?
Bratowa:
Nie.
Rodziciel:
Dziękuję.
RaV:
Wezmę na wynos.
01:22, elpanda
Link Dodaj komentarz »