Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
niedziela, 28 grudnia 2008

Chciałbym zastosować pewien zabieg literacki - otóż, chciałbym życzyć wam wesołych świąt... po świętach.

 

 

Jak widzicie po kartce, cała kampania świąteczna przebiegała pod hasłem "Znajdź w sobie dziecko". Jak widzicie po tytule, było troszkę inaczej. Wszystkiemu winna jest dorosłość - gdy pod choinką znajduje się grandinę (syrop z granatów),  jedynym sposobem , żeby się pobawić prezentem jest zrobienie paru drinków. 

Co tu dużo mówić,  to były udane święta. Pierwszy raz od początku studiów niczego nie musiałem się uczyć, robić, zarywać nocy. Piękna rzecz. Brat z narzeczoną wyjechali w jej tereny rodzime, tym sposobem było nas niewiele, nie było aż tak dużo niepotrzebnego spinania się, przesadnego perfekcjonizmu - było spokojnie. 

To trochę jak z tym karpiem, wiesz? Większość nie lubi karpia. To tłusta, gruba ryba. Nikt takich nie lubi, mimo, że ważna.  Ponieważ jednak tradycja zobowiązuje karp jest i nie smakuje. Co roku. Skąd to się wzieło? Otóż tradycja.... to bardzo silna sprawa.  Nie tak dawno temu karpie miały łuski i nie były królewskie, a ku.... no, ciężko było. Najpierw trzeba było karpia dostać. Potem dzielić z nim wannę, później ostatni papieros i palenie szkodzi, bo karp nie żyje. Tutaj trzeba już tylko karpia oskrobać, przygotować, ogólnie rzecz biorąc - mamusia z tatusiem muszą się wielce najebać.

Wreszcie - mamy wieczór wigilijny. Mamusia podaje półmisek z karpiem w takiej czy innej postaci, ty dziękujesz. No ale jak to. 12 potraw, każdej trzeba spróbować. No, ale ty karpia nie lubisz. Jak to nie lubisz, zawsze jadłeś. No, ale to nie smakuje i nie będę się zmuszał. CO ?! MOJEGO KARPIA NIE ZJESZ ?!  To mojego - to nie bez przyczyny bo, ... Ja się tu męczę całe tygodnie, żeby do świąt, żeby ten karp, żeby wszystko tradycyjnie, a.... A TY MOJEGO KARPIA NIE ZJESZ? 

I przez te wszystkie tradycje, cały ten perfekcjonizm znów mamy tradycję i święta dołujące, deprymujące,  denerwujące - jednym słowem tra-dy-cyj-ne. 

Nie mówię, że tak jest u mnie. Ogólnie mało co mówię, siedzę patrzę i się nie odzywam, karpia żuję i nie marudzę. W międzyczasie za to, wymyślam właśnie wytłuaczenie dla fenomenu karpia i ogólnoświątecznej depresji. Pomijam epizody z szukaniem prezentów i całą tą świąteczną zawieruchą...  chyba najpiękniejsze święta były w dzieciństwie, gdy byliśmy nieświadomi tego zamieszania, mali pokraczni i z wielką furą prezentów.

Jakby mnie ktoś czegoś ode mnie potrzebował, to oświadczam, że powoli mam  dość dorosłości, siedzę w szafie i Narnii szukam. Ale tak ogólnie, to jest nieźle.

piątek, 19 grudnia 2008

nie wiem czemu,
nasze kłótnie muszą być takie banalne.


twoja matka nie jest moim ulubionym tematem, 
ale kiedy o tym mówię
wcale tego nie słuchasz,

wtedy - szybko muszę cię zdenerować
gdy wpadasz w szał, to chcesz,
 żebym w końcu pozmywał psa, albo wyprowadził naczynia.


to już lepiej, bo wspólnie śmiejemy się z ciebie w duchu
i mija to całe niepotrzebne napięcie.


a przeciez moglabys w zapalczywym gniewie
pokłócić się ze mną ,
na jakieś donioślejsze tematy,


oboje wiemy jak i gdzie to się skończy


dawniej ludzie kłócili się do upadłego
o ruchy słońca i ziemi i ....

i myślę, że to to dobry powód do kłótni
w takim kontekście łatwiej  jest się godzić
choć nasze ciała nie są niebieskie.

/RaV/