Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
wtorek, 19 lutego 2008

Na warsztatach każdy dostał kartkę, wycinek z gazety. Mój miał, to , co jest podsumowaniem wypowiedzi... którą miałem napisać.

 

 

My, Polacy możemy być dumni....

mając takich sąsiadów.

 

Jest to bowiem naród solidny i pracowity.

 

Ich samochody są

                                                    szybkie

                                                                    wygodne

                                                                                        eleganckie

                                                                                                            tanie
                                                                                                                                    i dla ludu.

Robią je różne

                                                i robią ich od zajebiania.

 

 

A cała piękna kraina którą zamieszkują, poprzetykana jest-

                                                                                                                fabrykami.

Przepasana wstęgą szos -

                                                        z betonu

 

 

Istny raj.

                               Piwoszy, turków i artystów.

 

 

Wolność, równość , braterstwo !

paradują po ulicach.

 

 

Jak widać, nie jest im obca żadna,

idea

                ideologia?

                                                                                ... no, nic co by się w świecie nie liczyło.

 

 

-Eleganckie mundury z dySSkretnym znaczkiem,

                                                                od Hugo BoSSa

-Socjalizm

-Chwytliwe hasła, wzory, slogany, gesty ...

                                                                        godne lepszej sprawy.

 

- Nawet Kennedy

                            - był berlińczykiem.

 

 

A jeśli,

                                                    a jeśli już czegoś u nich nie ma -

                to jadą za granicę.

Taka tradycja, z dziada pradziada.

 

 

Aż dziw mnie bierze,

przyznam się ze wstydem,

że zwłaszcza na jesieni....

....

jakoś nie lubię Niemców.

 

 

 

 

Coś musiałem napisać do "jakoś nie lubię Niemców." Sam osobiście nic do nich nie mam, nawet mogła mi się podobać jedna Niemka, jeśli to was uspokoi.

 

poniedziałek, 18 lutego 2008
Afera na pół telewizora.
Znów ukradł, świnia
koryta się trzyma banda
kmioty, łobuzy,
agentury bez matury.

Spokojnie, panie - porozmawiajmy.
Afera? Jaka afera ...
afery to robią dziennikarze.
My tu jak codzień... pracujemy.
Że kłamstwo?! Kłamiemy?
Jak Boga kocham, słowo magistra, kpina.
Dla was to wsystko, mówimy co mówimy,
bo niby skąd brać elektorat?
Albo, że niby czas antenowy, sam się zapełni?
Phi! Was zadowolić. Chcemy , żądamy, pytamy...
Wszyscy ciągle, myyy i myyy. Myślicie, że nam jest łatwo?
No niby jak? Kto o nas pomyśli? No właśnie, nikt!
No to kradniemy. Człowiek czasem musi....
zrobić coś dla siebie.


 
niedziela, 17 lutego 2008
czwartek, 14 lutego 2008

SAD, czyli potocznie Single Awareness Day, to nic innego, jak nasz swojski polski Dzień Świadomości Pojedyńczości.

Moi drodzy, patrząc dziś na mieście, zauważyłem co następuje. Kwiaciarnie wypchane facetami z miną zagubionego chomika, którzy - na Boga! - nawet nie wiedzą jak ta trawa się nazywa, a co dopiero mają kupić. Kupują więc nieparzyste i czerwone, bo muszą. Jak nie kupią to będzie brak romantyzmu i cholera wie czego jeszcze i na pewno mu to powie. Bo przecież , tak , komercyjnie, ale ty mogłeś pamiętać i zrobić z tego tylko nasze święto dziubdziusiu. Widzę też, bardzo dużo kobiet. Te natomiast śliczne, wzmocniły bowiem urodę i nie bez przyczyny. Dzisiejszy dzień to transakcja wiązana. I muszę przyznać, że dziś naprawdę, całkiem dobrze mi, że nie mam pary - bo mogę na nie patrzeć bez poczucia winy, a kwiaciarnie mogę omijać szerokim łukiem. Kupowanie kwiatów i inne tego typu manewry polowe, nie leżą w moich kompentencjach jakoś.

Tu mógłby być jeszcze wierszyk, ale jakoś nie mogę zebrać się na pisanie czegoś głębszego o dupach, kwiatach i dawaniu.

 

piątek, 08 lutego 2008

Tak mnie naszło, gdyż czytam Masłowską.

 

(Czuję, że) Literatura aspirująca nadużywa ż.

Gdyż, ponieważ jakoż tak wyszło iż zaposiadam(że) na to(ż) alergię(ż).

No(ż) kurwa(ż).  ileż możnaże takoż?

Przecież, toż to się tego(ż) czytać niedaże.

Żebymże chociaż mógłże zdanie(ż) bez tego(ż) ż ujżećże.

Za chuja(ż) - nawetże wierż.

A(ż) tyle(ż) tegoż ż. 

/RaVżę/ 

- Dlaczego właśnie ja? - brzmiała jego niezmienna skarga i było to bardzo dobre pytanie.

Yossarian mógł coś na ten temat powiedzieć, ponieważ kolekcjonował dobre pytania i używał ich do wprowadzania zamętu na zajęciach wychowawczych, jakie Clevinger prowadził kiedyś dwa razy tygodniowo w namiocie kapitana Blacka z kontrwywiadu wraz z kapralem-okularnikiem, o którym wszyscy wiedzieli, że jest najpewniej wywrotowcem. Kapitan Black wiedział, że kapral jest wywrotowcem, ponieważ nosił okulary, używał słów takich, jak utopia i panaceum, i krytykował Adolfa Hitlera, który położył przecież wielkie zasługi w zwalczaniu antyamerykańskiej działalności w Niemczech. Yossarian chodził na te zajęcia wychowawcze, ponieważ chciał się dowiedzieć, dlaczego tyle ludzi uparło się, żeby go pozbawić życia. Inni lotnicy też chcieli się dowiedzieć różnych rzeczy, toteż zadawano wiele dobrych pytań, kiedy Clevinger i kapral-wywrotowiec na zakończenie pogadanki mieli nieostrożność zapytać, czy są jakieś pytania.

- Kto to jest Hiszpania?

- Dlaczego jest Hitler?

- Cóż jest prawda?

- Gdzie był ten garbaty blady staruszek, na którego wołałem tata, kiedy popsuła się karuzela?

- Co było atu w Monachium?

- Ho-ho beriberi.

- i.

- Takiego wała!

Posypało się jak z worka, a potem Yossarian zadał pytanie, na które nigdy nie było odpowiedzi:

- Gdzież jest niegdysiejszy Snowden?

Pytanie poruszyło ich do żywego, gdyż Snowden zginął nad Awinionem, kiedy Dobbs dostał ataku szału w samolocie i wyrwał stery Huple'owi.

Kapral udał głupiego.

- Słucham? - spytał.

- Gdzież jest niegdysiejszy Snowden?

- Obawiam się, że nie rozumiem pytania.

- Ou sont Neigedens d'antan? - powiedział Yossarian, żeby mu ułatwić sprawę.

- Parlez en anglais, jak Boga kocham, je ne parle pas francais - poprosił kapral.

- Ja też nie - odpowiedział Yossarian, gotów ścigać go wśród wszystkich słów świata, żeby wydębić z niego odpowiedź, ale przeszkodził mu w tym Clevinger, blady, chudy, z trudem chwytający oddech i już ze łzami błyskającymi w niedożywionych oczach.

Dowództwo grupy było zaniepokojone, bo nigdy nie wiadomo, do czego ludzie się dopytają, skoro raz poczują, że mają prawo zadawać pytania. Pułkownik Cathcart wysłał więc pułkownika Korna, żeby z tym skończył, i pułkownik Korn załatwił sprawę, wydając okólnik dotyczący zadawania pytań. Okólnik był genialny, jak stwierdził sam pułkownik Korn w raporcie do pułkownika Cathcarta. Zgodnie z okólnikiem prawo do zadawania pytań mieli tylko ci, którzy nigdy nie zadawali pytań. Wkrótce zaczęli przychodzić na zajęcia tylko ci, którzy nie zadają pytań, a potem z zajęć w ogóle zrezygnowano, gdyż Clevinger, kapral i pułkownik Korn zgodnie uznali, że nie ma ani potrzeby, ani możliwości upolityczniania ludzi, którzy nie mają żadnych wątpliwości.

(Tłumaczenie Lech Jęczmyk)


RaV
kocham ten fragment
Staszek
nie czytuję fragmentów "Paragrafu 22"
Staszek
trzeba mieć w życiu jakieś zasady
RaV
dupy nie zasady.
Staszek
też prawda :(

RaV
ile tygodni ma rok ?
RaV
odpowiedz 365/7 nie jest mile widziana
Staszek
(int)365/7
Staszek
lepiej?
RaV
nie.
RaV
trzeba bylo zrobic (int) (0.5+ 365/7)
RaV
bo to twoje zaokragla w dol
Staszek
no jasne
Staszek
ale o to mi chodziło
 
 

Tak. Jesteśmy pojebani. Tak. Świetnie się dogadujemy.
czwartek, 07 lutego 2008

    Wiedziony chęcią poznania, jak to produkują się pobliski mi roczniki, ostatnio zacząłem czytać tych i owych. Czerskiego, Dzido , Żulczyka, zdarzył się po drodze nawet i Jaś Kapela (ze slamem to teraz będzie się kroić dłuższa historia, więc wątek na razie pominę) i tak mnie poniosło, że nawet - o dziwo- kupiłem Masłowską. Co gorsza, na allegro aukcje wygrałem dwie. Jedna paczka już doszła, druga właśnie wyrusza... i teraz będzie siara. Bo jak zobaczą na mojej półce dwie sztuki, to pomyślą, że dwa razy czytałem. a nie.  Zupełnie w drugą stronę.

    W mojej opinii,  Wojna polsko-ruska, pod flagą biało-czerwoną, jest nie tyle książką, co lekturą i raczej nie należy mówić o fladze, co raczej o sztandarze. Po przeczytaniu stron dwudziestu, stwierdzam, że jest to sztandarowy gniot, nadający się idealnie na lekturę szkolną, wywołał bowiem u mnie dawno nie występujące uczucia.  Jak na razie czytam tą książkę z zaciśnietymi zębami, zastanawiając się, o co tu właściwie chodzi?  Żulczykowe "zrób mi jakąś krzywdę..." okazały się być bowiem ciekawe, mimo bluzgania i rwącego potoku myśli i strumienia świadomości, tutaj jednak, zjawisko to nie występuje.

    Nie jest też tak, że o książce nie da się dobrego słowa powiedzieć. Otóż ma ona ładne ilustracje.

 

Czemu piszę to po 20 stronach ? Bo czuję, że do końca mogę nie dotrwać. 

środa, 06 lutego 2008
 
Ostatnio coraz mniej się przejmuję, co nie znaczy, że wcale.
Ostatnio znajduję coraz więcej fajnych piosenek i teledysków, co nie znaczy, że dużo.
 

Post się gryzie z karnawałem

chciałem umrzeć - nie umiałem,

chciałem umrzeć - nie zdążyłem,

chciałem umrzeć - nie trafiłem.

 

/Świetlicki/ 

 
1 , 2