Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
czwartek, 28 stycznia 2010

to są właśnie te ciężkie noce
kiedy wydaje się że nikt cię nie kocha
kiedy brakuje wódki
kiedy nie ma cię kto przytulić
kiedy to wszytko wybrzmiewa banałem
czyli prawdą

kiedy nie ma cię kto przytulić

to właśnie są te ciężkie noce
kiedy słów nie umiemy ubrać w wiersz
kiedy to wszystko jest takie płytkie
że widać dno

to są właśnie te ciężkie noce

kiedy wydaje się że dalej nic nie ma
kiedy brakuje dotyku
kiedy nie ma cię kto opierdolić
kiedy to wszytko wybrzmiewa niczym
czyli prawdą

to są właśnie te ciężkie noce

kiedy nie ma cię kto przytulić


/Gil Gilling/

00:28, elpanda
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 stycznia 2010
Zwykle ludzie jak im się włącza tęsknota w secru, tęsknią z swoją młodością.
Ciasne umysły z nich. Ponieważ jestem osobą ze znacznie szerszymi horyzontami, zwłaszcza czasowymi -
ja w takich momentach tęsknie za przedwojennym życiem warszawskim. Zdarza się - nie byłoby problemu,
gdybym umiał śpiewać, albo chociaż nie chciał - niestety, to tak nie działa. Jedynym rozwiązaniem jest więc na okrągło słuchać,
i liczyć, że samo przejdzie. Co ciekawe oprócz dzieł oryginalnych, można czasem trafić na różne smaczki.
W tym przypadku, jak zwykle - kto by się po mnite tego spodziewał ?! - Tuwim będzie.

Nietuwim.

Zwano ją ,,Czarną Mańką'' wśród ulicy,
Znali ją dobrze wszyscy wszerz i wkrąg,
Niecił czar jakiś spogląd jej źenicy,
Choć przechodziła ot tak z rąk do rąk,
Miłość obłędną i zawrotną siała,
Była uliczną taką bo i cóż?
Durzy się w Mańce Woli pół bezmała,
Niejeden o nią się krwawił nóż.
Na Czerniakowskiej, Górnej, na Woli,
W ciemnych spelunkach, gdzie życie wre,
Hej! tam w kompanji często dowoli
Noc całą Mańka bawiła się,
Lecz czasem coś tak za serce ściśnie
I sama nie wiem czemu się ckni.
Psia krew! aż szklanka rzucona pryśnie
Hej! cóż to, Mańka, w oczach twych łzy?
Lecz raz poznała tem ulicy syna,
Co żył wśród nocy z noża, lub kradł.
I pokochała dzika dziewczyna,
Bez niego dla niej już nie istniał świat.
Stała się jego korną niewolnicą,
Dawnych kompanji porzuciła gwar.
Czyś na mnie rzucił jakiś urok, czy co?
Pyta go nieraz, czyś mi zadał czar.
Na Czerniakowskiej, Górnej, na Woli,
W ciemnych spelunkach, gdzie życie wre,
Hej! tam gdzie dawniej często dowoli
Noc całą Mańka bawiła się,
Dziś jej nie spotkasz ni w dzień, ni w nocy.
Niejeden bez niej wolałby zczeźć.
Psia krew! aż wyrżnie w stół z całej mocy,
Ech, co tam, poszła, pal ją sześć!
A wkrótce pierzchnął sen o szczęściu złoty:
Porzucił Mańkę ów kochanek raz,
Nie zważał wcale na łzy, ni pieszczoty,
I nawet nie bił, zimny stał jak głaz.
Poszedł, nie wrócił, jak to w życiu bywa,
Ale bez niego ona nie chce żyć.
W szale rozpaczy wreszcie jad zażywa,
Przerwana życia Czarnej Mańki nić.
Na Czerniakowskiej, Górnej, na Woli,
Wpośród spelunek dziś cicho tam.
Hej! czyj to pogrzeb sunie powoli?
To Czarnej Mańki: jednej ,,z tych dam''.
Wśród kwiatów leży blada i cicha,
I płynie zwolna tam, gdzie nasz kres,
Psia krew! o życia historja licha,
Ech, co tam zresztą, nie trzeba łez.

Tuwim.

  Zwano ją czarną giełdą w całej prasie,
Znali ją u nas wszyscy wszerz i w krąg,
Kto się brał do niej, flotę zbijał w kasie,
Puszczając towar ot tak, z rąk do rąk.
Wszystko w swej mocy czarna giełda miała:
Mydło i złoto, tytoń, skórę, pieprz.
Żyje z tej giełdy miasta pół bez mała,
Niejeden przez nią roztył się jak wieprz.
U Kotlickiego, Semadeniego,
W gwarnych cukierniach, gdzie życie wre,
Tam spekulantom dni życia biegną,
Tam czarna giełda panoszy się.
Aż czasem coś tak za serce chwyci
I człek sam nie wie, jak dalej żyć!
Psiakrew! Złodzieje! Łotry! Bandyci!
Hej! Czarna giełda! Bo będę bić!
Aż raz poznała ona tam rubelka,
Co w samym środku małą dziurkę miał.
Uwiodła rubla giełda kusicielka,
Jakiś ją dlań okrutny porwał szał.
Stała się jego wierną kochanicą,
Każąc to w dół, to w górę czynić skok.
Czyś ty jest, rublu, akrobatą, czy co?
Każe ci skakać świdrujący wzrok!
U Kotlickiego, Semadeniego,
W gwarnych cukierniach, gdzie życie wre,
Tam spekulanci płci rubelka strzegą,
Tam gruby paskarz pasy z nas drze.
Aż człek w rozpaczy za widły chwyci,
Krzycząc: "I na was już przyszedł czas!
Psiakrew! Złodzieje! Łotry! Bandyci!
Zmiatać! Bo będę dziurawił - was!"
A że się wojna ma zakończyć wreszcie,
Zaczął się straszny płacz i jęk, i ryk:
"Co teraz robić w tym przeklętym mieście,
Gdy nam interes kokosowy znikł?"
Żadne już słowo giełdy nie pociesza!
Więc woli ona z wojną zniknąć wraz!
W szale rozpaczy na pasku się wiesza,
Przerwany życia czarnej giełdy pas!
U Kotlickiego, Semadeniego
Wisi na każdym wieszaku dwóch,
Już nie usłyszysz gwaru głośnego,
Zmilkł szwargot ludzki i zamarł ruch.
Na własnych paskach wiszą spokojnie,
Już pogrążeni w wieczystym śnie.
Psiakrew! Śnią pewno ... o przyszłej wojnie,
I to możliwe ... Kto ich tam wie?


sobota, 23 stycznia 2010

Wreszcie
Zdobył się
Przełknął ślinę
Powiedział wprost
Czeka

Dziewczyno
Jeśli nie możesz powiedzieć
"Ja ciebie też"
Na Boga
nie mów
"Ale możemy zostać
przyjaciółmi"

W filmie Tarantino
za taką odpowiedź
koleś wyjąłby z kieszeni obrzyn
i odstrzelił ci głowę.

— Bartosz Jasiński - Prośba (ze zbioru 'Na dnie wierzchu')

piątek, 22 stycznia 2010

zostaw bajkową wiadomość po sygnale, ale pamiętaj, że wszystko co powiesz może zostać kiedyś/gdzieś użyte przeciwko tobie.

jednostajny dźwięk na dobry początek.

no wiem.
ciężko jest być dzieckiem;
mając lat pięć
trudno nie patrzeć poważnie
na sprawę połamanych zabawek,
ktore samobójczo spadły ze szczytu szafy.

no nie.
łatwo jest być dzieckiem
mając lat trzydzieści pięć,
nieuregulowane opłaty
niedobrane krawaty;
nieustające straty.


wtedy jakoś łatwiej przychodzi;
puka; obierasz ścianę z drzwi jak pomarańczę.
a tam wezwanie
do sądu na proces myślenia
o niebieskich migdałach.

i wtedy też chętniej opowiada się bajki.
drobne kłamstwa. jak drobne ogłoszenia;
zwróć uwagę, ja kłamię!!!!!

jednostajny dźwięk na dobry początek.
a teraz będzie bajka.

dobry początek mógłby być
za górami, za lasami
niedoskonałości i chore defekty
dałoby się ukryć za baśniowymi frazesami.
i inne pierdoły też można zostawić dawno dawno temu.
gdyby się tylko tak nie poddawać każdemu złudzeniu.

a teraz będzie prawda.

tyle złych wiadomości, aż same pękają naczynia.
i te kuchenne i te krwionośne
i wszystkie jakie tam jeszcze posiadasz. dodatkowe.

te przytłumione bełkoty z nagrania
na granicy załamania
trzeszczą ważne informacje.
szpikulcami piszczą w uszach.
musisz co chwilę wyłączać przesłanie
odcinać się od treści,
żeby nie stracić rozumu.

bo tym szeptem z nagrań możnaby zastąpić okrzyk tłumu.

chciałoby się cofnąć czas
taśmę;
przewinąć i znów usłyszeć dobry początek.

a tu nieprzyjemne wyznanie
się zacina. chciałoby się je wymazać.
słychać w kółko jedno zdanie.

nie lubię się powtarzać.
nie lubię się powtarzać.
nie lubię się powtarzać.

następnym razem zadzwoni tylko budzik.
nie zostawi wiadomości.


/Gilotyna/