Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog > Komentarze do wpisu

Relatywistyczna teoria żeglowania. Część II

Udało się. Mimo, że mało kto się zna - wypłyneliśmy. Mimo, że jedna osoba nie umie pływać - nikt nie ma kapoków. Jedyne co może pokrzyżować nasze plany co do pływania to ten drobny, nieistotny, infinitezymalnie mały szczegół - nie wieje. Wieje, to zresztą bardzo duże słowo - nieznaczna różnica ciśnień i ruch z nią związany zapewne już by nas ucieszył. Na szczęście , mamy na łódce osobę z patentem. Ten to wilk zalewowy i znawca metereologii terenu pobliskiego - mówi przekonywująco - za tym cyplem będzie wiało. W tym momencie, zarówno ja, jak i Broda, musimy nagle wykonać tę krępującą (zwłaszcza na wodzie) wszystkich w towarzystwie czynność, czyli wyjąć pagaje i pagajować. ( dla tych którzy mogli mnie źle zrozumieć - cały czas mowa o wiośle kanadyjskim.)

Zaczyna wiać (rzecz jasna daleko za cyplem), namachaliśmy się jak głupi, ale wreszcie płyniemy. Doprawy, cały ten wysiłek wypłynięcia był tego warty? Czego ? Tej radości dziecka na twarzy kolegi sternika, tego błysku w oku, tej bijącej jasności od jego sylwetki i tego szczęścia w okrzyku "jeeee, manewr mi się udał!", jak również przerażenie które zagościło na twarzach reszty uczestników wycieczki, oraz nastroju grozy jaki zapanował na łódce. To tyle jeśli chodzi o kolegę sternika.

Ale drogie dzieci ! To jeszcze nie koniec bajki ! Mamy przecież RaVa ,o którym wspominać nie warto - do momentu wpłynięcia do portu trzymał szoty (takie linki co cały czas próbują wyrwać się z ręki, obcierając przy tym co się da) - są za to dwie damessy, mamy też Brodę salonowego. Ci zajęci byli głównie balastowaniem na modłę plażową, znaczy zamiast wyrównywać przechył, mimo notorycznego upominania, kładli się wyłącznie tam gdzie świeciło słońce. Broda, który masę miał słuszną leżał głównie rozwalony na burcie, zapewniając nam godziwy przechył (nie zważając na to czy w odpowiednim kierunku) , co przerywał tylko co jakiś czas, żeby pochlapać się wodą z ucieszonymi tym damessami. W końcu jednak nasz sternik się przełamał i jak to bywa czasem, zaproponował - czy może ktoś chce posterować? Jakież było zdziwienie wszystkich , gdy za sterem znalazła się właśnie ta, do której wdzięczył się od samego początku. RaV, który do tej pory pełnił już rolę tańczącego derwisza pokładowego , tropiciela wiatru, wykrywacza kursu kolizyjnego, pociągacza szotów, wznosiciela żagli, nagle zyskał dodatkowe uprawnienia symultanicznego tłumacza tubylczego, bowiem kolega, w sposób zupełnie dla innych niepojęty, opisywał rzeczy o których chwilę póżniej dowiadywali się ode mnie.

 KONIEC CZĘSCI DRUGIEJ

czwartek, 10 maja 2007, elpanda

Polecane wpisy

  • Papa, pacynko.

    PRZEDMOWA Powieść pisana partiami. Pesymistyczna przyszłość pobliska - postindustrialne pejzaże - pewne państwo podziemne przeciwko przegniłemu porządkowi p

  • Relatywistyczna teoria żeglowania. Część I

    Dawno dawno temu, w szczęśliwych czasach majowego weekendu, gdy byłem jeszcze do przodu o kilka znajomości, chęci do życia i wiarę w ludzi, miałem sobotę. Sobot

  • Z kulturą, na T

    W piątki wieczorem siedzę samemu. W piątki wieczorem nawet jeśli cały tydzień udawało mi się oszukać przeznaczenie - i siedziałem wśród ludzi- to sztuki tej w p

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: