Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog > Komentarze do wpisu

Szkolnictwo wyższe zaoczne [ trybut dla dentro]

Zegar miarowo liczył sekundy między uderzeniami zegara, uparcie goniąc wskazówką wskazówkę. Czerwona, biagająca najszybciej, stwierdziła zgodnie z duchem uczelni, że ona to pierdoli , dość ma i rzuca to w cholerę, bo tempa nie wyrobi, a terminy gonią. Dwie czarne natychmiast stwierdziły, że jak nie ma się przed kim popisać, to po kiego wała będą się starać i jak tylko się spotkały poszły na piwo... czas wyznaczał tylko wyskakującyco kwadrans z malutkich drzwiczek zegara student. Wychodził przez nie, słaniając się przy tym na nogach , spoglądał na zegar i teatralnym gestem rzucał studia.
Poczucie humoru pań z dziekanatu było co najmniej wisielcze, ale rozglądając się dalej po pomieszczeniu - było wiadome - zegar był jego jedynym przejawem.


Całe pomieszczenie było raczej szare, natomiast barwa kwiatków była niepokojąca. Toksyczna zieleń, i wielki kły, świadczyły o tym, że te rosiczki nie tylko jadają muchy, ale i kotem nie pogardzą. Przynajmniej spiłowano im pazury i przyspawano doniczki do mebli, od czasu przykrego incydentu z pierwszoroczniakiem. Kto z kim przystaje, takimm się staje.Tak więc panie z dziekanatu, żyły w symbiozie z lokalną roślinnością, która to zapewniała im wizyty studentów tylko w ostateczności, natomiast roślinki zmierzały na koniec łańcucha pokarmowego z niepokojącą całe królestwo zwierząt prędkością. Żaden inny dziekanat nie mógł równać się z tym, co świadczyło o prestiżu uczelni.


W końcu drzwi się uchyliły, a z głębi pomieszczenia dało się słyszeć "wszedł", wypowiedziane tonem pasującym bardziej do co najmniej "zszedł" i białego kitla w szpitalu, bądź to "cieszę się, że mamusia nas dziś odwiedziła bez zapowiedzi" tuż przed niechybną rodzinną tragedią niedzielnego poranka.
Pokój był mroczny, wyposażony w niewielką ilośc mebli, wyliczając od strony wejścia, krzesła, biurka, fotela i osobnika w nim siedzącego. Osoba wyglądała na najstarszą z całego asortymentu i sprawiała wrażenie, że była tu jeszcze zanim wymyślono meble,a całą scenka jest martwą naturą.


Kamuflaż dziekana był doskonały, dla studenta pierwszego, drugiego, ba piątego roku, nieodróżnialny był on od urzędnika, który odesłałby ich precz smutnym oświadczeniem "dziekana niestety nie ma,proszę później". Taka sztuczka jednak, nie mogła się powieść z wytrawnym graczem akademickim, studentem roku z rzędu już siódmego.


Oschłe "Usiąść, proszę.", z "i nie przeszkadzać" w domyśle skierowało mój wzrok na wyrafinowane narzędzie tortur. Jak by się w pierwszej chwili wydawać mogło , mogło być to krzesło. Niebyle jakie jednak, obdrapane krzesło urzędowe, stanowiło jedne z największych osiągnięć w technice spławiania petentów. Już po pięciu minutach oczekiwania na takim krześle, kręgosłup zaczynał nerwowo zwijać się w trąbkę, próbując odsunąć się od tego szkaradztwa przerażony, wysyłając przy tym do mózgu komunikaty, które skutkowały zazwyczaj paniczną ucieczką poprzedzoną wybąknięciem do stemplującego coś urzędnika "to ja może, nie będę przeszkadzał, i później przyjdę". Jednym słowem, był to model najwyższej klasy, dostępny tylko dla biurokratów na światowym poziomie, najwyższym szczeblu, świadczący o prestiżu uczelni.


Dziekan, ubrany w tabaczkowy garnitur, był osobą niezwykle pewną siebie. Nie budził w nim nawet niepokoju fakt, że nie ma takiego koloru jak tabaczkowy. Taką pewność siebie, zapewniać mogła tylko świadomość, że nie ważne co się stanie, przed wyjściem z pracy równo o szesnastej powstrzymać go może tylko weekend. Wtedy bowiem na uczelni nie pojawiał się wcale. Niezwykle pewnie siebie, formułując zdanie proste pytające wycedził przez zęby "Pan w jakiej sprawie?", w sposób tak szczwany, że kropki ze znaków pojawił się dopiero na końcu, a znak zapytania utkwił między jedynkami.
Nie pozostawiało to wątpliwości w osobę wyżej wymienionego i ukazywało pełny profesjonalizm persony, godnej nie tylko swojego stanowiska, ale stanowisk wszystkich pań z dziekanatu, okienek, poczty i skarbówki razem wziętych. Konkurować mógł o każdej porze i z każdym spośród najlepszych z elitarnych oddziałów, wydziałów, podrozdziałów, mszałów, kordiałów zastępów rzeszy urzędniczej biurowo-papierniczej. Popijając przy tym kawę i czytając gazetę. Człowiek ten był perłą w koronie rektora uczelni i świadczył o jej prestiżu.


Już prawie zacząłem snuć ckliwą historię, o bezrobotnej rodzinie, którą właśnie odnalazłem i do której z grzeczności tylko i po długich namowach przemeldowałem się, tuż przed ostatecznym terminem złożenia podania o stypednium socjalne,co nastąpiło tylko poprzez zbieg okoliczności i proszę o pozytywne rozpatrzenie zdjęcia, czterech podań i wypełnionego formularza o stypendium, które mi się należy, bo ono socjalne, ja piję socjalnie, a na to pieniądze właśnie są potrzebne i argumentacja ta była niepobita,załączona do podań butelka niezbita, a dialektyka nieskażona logiką i oddawała ducha i chucha uczelni, który świadczył o jej prestiżu.
Zamiast tego, wzrok przykuły pływające w ławicy pod sufitem rybki. Jedynym co w takiej sytuacji mógł wydusić z siebie każdy szanujący się student, to oprócz "więcej nie piję (mniej w zasadzie też nie)", było , co następuje.


-"czy to..." -zaczęłem dukać - ryby?... wróć.to już wiemy. Dla zwiększenia napięcia dramatycznego sceny powtórzyłem:
-"czy to ..." i już chciałem dodać "normalne", gdy dziekan wykorzystał niczym bezwzględny morderca moment zawachania.

-Tak, w rzeczy samej. To zaoczni. - Wspólny temat rozmowy, zupełnie nie związany z jakąkolwiek pracą i wysiłkiem z jego strony, wywołał u niego dobrotliwy uśmiech.

-Ale czy oni....- ciekawość nie dawała mi spokoju.Z roku na rok było coraz bardziej interesująco, co do świeżego narybka uczelni, zwłaszcza po tych z 30% matury w 2006,ale jakoś sobie z nimi poradziliśmy ,a rosiczki rosły duże i zielone, co świadczyło prestiżu szkoły. Dziekan, nie pozwolił mi jednak wprowadzić was w zawiłości historii rekrutacji,a co dopiero dokończyć wypowiedzi, brutalnie bowiem przerwał tak piękną polszczyzną rozpoczęte zdanie.

-Płacą, mój drogi, to wystarczy.

- No tak... tego. - zacząłem przypominać sobie obdrapane ściany nowego miejsca zameldownia, aby historia bardziej chwytała za serce - wracając do mojej sprawy....

- Och nie teraz. Pana czas już minął.

- Przecież nawet.... .
Doświadczenie zdobyte w zawodzie pozwoliły dziekanowi usłyszeć wszystkie wymówki i inne słowa bądź wyrazy dźwiękonaśladowcze które dalej mogły paść, nie pozwolił więc marnować czasu, na mówienie czegoś, czego i tak się już domyślał i co domyślnie umieścił w miejscu gdzie światło nie dochodzi.

-Widzi pan tego unoszącego się pod sufitem?
Wskazał na rybkę wybladłą, z łuskami wytartymi na tyłku i wyłupiastymi nawet jak na rybie standardy oczami i wielkim garbie zamiast płetwy na grzbiecie. Ani chybi studenta informatyki.Student ten bardziej unosił się niż pływał, dająć świadectwo wątpliwej świeżości.

- On już nie zapłaci?
Zacząłem domyślać się.

- Właśnie mój drogi! - dziekana rozparła nieskrywana duma, że jednak studenci jego uczelni czasem myśleć potrafią, co zwiększało jej prestiż.
Dlatego nie możemy pozwolić czekać pozostałym.

Nie wytrzymałem. W końcu dłużej jestem tu studentem niż on dziekanem i trochę się już nauczyłem, co było niezamierzone, ale nie zabiło mojej naiwności.
- A czy uczelnia nie powinna przyjmować tylu studentów ilu jest w stanie zapewnić warunki?
- Och mój drogi. To nie jest tak... oni sami chcą.Oni lgną. Mamy prestiż.
- A oni płacą?
- Ano właśnie. To wystarczy.





poniedziałek, 28 sierpnia 2006, elpanda

Polecane wpisy

  • Papa, pacynko.

    PRZEDMOWA Powieść pisana partiami. Pesymistyczna przyszłość pobliska - postindustrialne pejzaże - pewne państwo podziemne przeciwko przegniłemu porządkowi p

  • Relatywistyczna teoria żeglowania. Część III.

    Nadchodził powoli czas obiadu. Znaczyło to ni mniej ni więcej, że należałoby w stanie nienaruszonym powrócić do portu. Tutaj , należy wtrącić małą dygresję. Kur

  • Relatywistyczna teoria żeglowania. Część II

    Udało się. Mimo, że mało kto się zna - wypłyneliśmy. Mimo, że jedna osoba nie umie pływać - nikt nie ma kapoków. Jedyne co może pokrzyżować nasze plany co do pł

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
napoleon.b
2006/08/28 02:47:31
boski tekst, drogi Autorze, od dziś Cię wielbię ;)
-
Gość: agentka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/08/29 13:10:14
Świetne!!!
Zmieniaj studia na inne natychmiast!!!:)
... chociaż .... wtedy mogłoby zabraknąć Ci tematów....:))